11

Zacznijmy od tego, że długo się zastanawiałem czy w tę grę zagrać, bo taki rodzaj rozgrywki jakoś mnie odstraszał. Także ten.. była to dla mnie pierwsza gra tego gatunku. Co to za gatunek? No można by rzec – hack&slash dungeon TPP… Slasher taki znaczy się. W skrócie po prostu gra w stylu Kindoms of Amalur, God of War (porównania przypadkowe, żeby nie było), czy kilku innych podobnych. Innymi słowy: mając widok zza pleców naszej gadziny, napieprzamy po różnych mniej i bardziej otwartych podziemiach, szlachtujemy co się da, znajdujemy „znajdźki”, maksujemy postać, skaczemy, wdrapujemy się, przesuwamy zapadnie, dobieramy brzytwy i … szlachtujemy jeszcze bardziej okrutnie z wywieszonym jęzorem, uśmiechem w koło głowy i flakami na całym ekranie, a może i na biurku. BTW ciekawy smaczek tej gierki – można se sprawdzić w opcjach ilość przelanych hektolitrów krwi w czasie gry (lol). Ogólnie jest fun.

No dobra, ale nie będziemy się zajmować klasyfikacją gier – w końcu każda jest inna, a np. na takim Steam, w zakładce strategie-bestsellers na czołowych miejscach widnieje, uwaga uwaga … Counter Strike (może i jest taktyczna, ale strategia?).

Wróćmy do tematu – czyli dlaczego warto zagrać w Darksiders II? No cóż zanim w pełni odpowiem, muszę dodać jeszcze jedną w sumie, taką tyci tyci i może mało? nie! ZAJEBIŚCIE istotną rzecz! – GRAFIKA. Po prostu nie znoszę, nie cierpię, rzygam, umieram, ginę (aaaa!), gdy gra posiada „cukierową” grafikę. Dlatego WoW mnie odrzuca (co z Tobą zią???!), dlatego nie pograłem w Kindoms of Amalur (wtf?), dlatego odinstalowałem Torchlight (umrzyj.pl)! Ale co z Darksiders II? Gra wpadła mi przez przypadek w ręce, długo się zastanawiałem, czy warto, czy kupić? Oglądałem gameplaye, i… no i kupiłem … i nie żałuję. Nie wiem co z tą grafiką? Czy jest cukierkowa? Raczej nie, może? Ale ja mimo, że takowej nienawidzę, to w tej grze bawię się cudnie. Ba! Powiem więcej, gra cieszy oczy, jest moim zdaniem po prostu ładna. Dlaczego? Może to przez postać Śmierci? Albo momentami lekko mroczny klimat? Szczerze? Kij wie, ale gra mi się świetnie.

Ok, ale o co kaman? No jak już pisałem – napier.. ekhm (nie bądźmy wulgarni), no więc gramy jako postać jednego z jeźdźców apokalipsy (Śmierć – yeah! – już samo to sprawia, że chce się grać – no w jakiej grze można zagrać Śmiercią? z zajewielką kosą? WRÓĆ! Z DWOMA ZAJEWIELKIMI KOSAMI!!). No i ta biedna Śmierć, chce po prostu uratować swojego równie biednego braciszka, który w sumie to tylko przez przypadek i niechcący wyrżnął całą ludzkość i w ogóle to przecież bądźmy poważni – on nie chciał! Nie wiem o co problem i dlaczego go za to ukarali lol. Kontynuując – Śmierć wsiada na swego rumaka, bierze swego kruka (żeby nie pisać ptaka), no i kosy (nie zapominajmy o kosach), i wyrusza odkupić winy brachola, co by go uratować itd itp. W sumie fabuła tyłka nie urywa, ale sam świat jest dość ciekawie przedstawiony, historia jakoś tam wciąga, ma swoje smaczki – mówiąc inaczej – nawet jest klimacik (dla starych pierdzieli co pamiętają ‚Bajtka’ i inne takie – MIODNOŚĆ, kurna miodność). Do tego sama postać Śmierci, mmmmiodzio. To pewny siebie, sarkastyczno-ironiczny, może trochę zmęczony życiem (śmierć zmęczona życiem – no cóż zdarza się każdemu po 30stce) skurczybyk – i fajnie się gra takim charakterem. Może i czasem biedaka ganiają to tu, to tam, ale kurka – nikt nie powie do Śmierci: ‘ej ziom nie dam ci tego klucza bo jesteś cieniasem’ – tak się po prostu do Śmierci nie mówi. A nawet jakby ktoś tak chciał powiedzieć to i tak flaki latają, a na koniec komentarz naszego bohatera – bezcenny. I tu dorzucam do tego wszystkiego, jak dla mnie, niesamowity voice acting dla Śmierci (ale i innych postaci). W ogóle, jak już przy tym jesteśmy, to cała oprawa audio jest fenomenalna. Początkowo zdało mi się, że muzyka w tej grze nie pasi, że coś nie gra. Ale im dalej w las, to przyznam jednak, że no.. jest świetna. Motyw muzyczny z walki ze Strażnikiem miażdży. W ogóle, sam strażnik miażdży – boss, który jest trypierdyliard razy większy od ciebie i może cię zdeptać jak wsze – naprawdę robi wrażenie. Można się zatrzymać, popracować kamerką i nawet zginać, tylko po to żeby po prostu sobie popatrzeć.


Skoro dotarliśmy do bossa, kilka słów o samej mechanice. Gra typowo konsolowa pod pada, ale kilka minut na klawce oraz w opcjach ustawienia klawiszy i w sumie gra się spoko, nawet przyjemnie. Przy każdym końcu rozdziału czy też lochu (locha? maciora?) czeka na nas mniej lub bardziej wyczesany BOSS (zazwyczaj bardziej). Miałem wrażenie, że nie są oni mega wymagający, ale to co się podoba – każdego z nich zabija się inaczej i chwilami, trzeba stanąć i pogłówkować, obczaić. Jak już się zrozumie danego szefa, idzie dość łatwo, aczkolwiek daje to satysfakcję, i co najważniejsze, każdego z tych przebrzydłych stworów zabija się inaczej (chyba się powtarzam). Gra jednak nie jest najwyższej trudności i czacha nie dymi przy obmyślaniu strategii. Pod koniec z kolei jest jakby łatwiej, bo jednak trochę jesteśmy skoksani, ale daje to wrażenie potęgi i gra się dość.. morowo :]. Zwykłe stwory to już czysta jatka – ale jaka przyjemna: jakieś różne ataki, bronie, umiejętności, sprawiają, że widząc na horyzoncie przebrzydłego szkieletora lecimy z wywieszonym jęzorem (ciul z wątkiem głównym i artefaktami po drodze), byle tylko efektownie włożyć mu kose pod żebra, a potem przejechać młotem czy też lancą po czerepie. I muszę napisac, że jest nawet efektownie. W sumie pozostaje tylko smuteczek, że tym razem było tych demonów czy tam innego pomiotu tak mało. Do tego Śmierć zdobywa w pewnym momencie zgubę swego brata – i nagle możemy naparzać rewolwerem niczym prawdziwy John Łejn (AWENSOME !). A już szczyt czystego rozpierniczu jest, kiedy trafiamy na zniszczoną Ziemię (yes yes yes – kolejna lokacja, zupełnie inna niż wszystkie, która robi wrażenie), i tam właśnie dostajemy od kumpli aniołów (anielica Uriel to niezła dupcia) spluwę, która działa albo jak rasowy RKM albo shotgun. Rambo się chowa! No nie będę mówił jak szeroki uśmiech gościł na mych smukłych usteczkach kiedy roz.. walalem wszystko co się tylko dało, łącznie z samochodami (wylatujący w powietrze ambulans jest świetny), latarniami i milionami obleśnych, śliniących się demonów – no miazga. Co by nie psuć zabawy nawet nie będę wspominał, że można też zdobyć granatnik (ups).
A propos lokacji ‘ziemia’ muszę jeszcze raz nawiązać do muzyki – bo w tym miejscu grają takie nuty, że z łezką w oku przypomniało mi się sławetne Tristram (if ju noł łat aj min).

Wracamy do mechaniki – w przeciągu całej gry co rusz odblokowujemy coraz to nowsze przedmioty, umiejętności czy też inne pierdoły, które to znacznie modyfikują całą grę, sposób szlachtowania stworów itd.
Samej walki oraz typowego biegania, jest mniej więcej po równo. Chociaż gra, mam wrażenie, to typowa platformówka z dużą ilością zręcznościowych zagadek. Chwilami trzeba przystanąć, rozejrzeć się i pomyśleć co zrobić, jak oraz gdzie pójść i co włączyć? Nie jest to wysiłek umysłowy na miarę szachów z Kasparowem, ale ogólnie „zagadki” są jakoś tak skonstruowane, że również sprawiają frajdę, a przy tym gra się płynnie, bez zbędnych kur* i ujów oraz „do piiiii*, nie wiem gdzie iść, jak przejść, nie gram, ja pierniczę! [klawiatura przez okno]. Przez cała grę przystanąłem na dłużej może z 2-3 razy, ale głównie dlatego, że nie skumałem mechaniki nowych umiejętności (za to jaki byłem dumny jak po 10min zajarzyłem bazę i pobiegłem dalej). No i muszę jeszcze dodać, jak już wspominałem po krótce wyżej, że brnąc głębiej w grę, co rusz pojawia się nowa specjalna umiejętność, która winduje platformowe zagadki na co raz wyższy poziom. A to strzelamy lub rzucamy wybuchającymi głazami, skaczemy, przesuwamy różne rzeczy, toczymy kule, jeździmy na wielkich ‘konstruktach’, tu znowu rozkazujemy duszom by przełączały przekładnie, używamy teleportów, rozczłonkujemy się na troje, i… pod koniec naprawdę jest tego dużo, łącznie z portalami to już głowa pęka. Przynajmniej nie miałem wrażenia, że ciągle robimy to samo.
Same lokacje są słitaśne, niektóre kolorowe, niektóre mroczniejsze niż czarna czerń dupy. Są momenty, kiedy po prostu się staje i podziwia – np. na grzebiecie wielgachnych wężów popierniczających radośnie po niebie, gdzie można rzucić okiem w dolinę; tudzież gdzież kiedyż – lecimy na grzebiecie gryfa. O innych miejscówkach nie wspominam, krótko – no wszystko lata, fruwa, trzęsie się, muzyka gra! Do tego oprócz wątku głównego istnieją też zadania poboczne, różne miejscówki, które można pozwiedzać w poszukiwaniu jeszcze bardziej wywalonego w kosmos topora, czy też innej czapki, runy lub artefaktu. Zadań pobocznych jest kilka, a samych znajdziek to już od kija. Co prawda niektórych bossów od zadań pobocznych szukać jak ze świecą (ale daje to znów – frajde).
Przedmiotów, w tym broni jest całkiem sporo i fajnie różnią się wyglądem, co od razu widać na naszej postaci (miły smaczek – znów ten klimacik). Ponadto zbieramy tu doświadczenie (rly?). Mamy drzewko umiejętności i wykupujemy różne skile, co by jeszcze efektowniej rozbryzgiwać krew fantazyjnym deseniem. Nie jest to może Planescape Torment, ale można poeksperymentować z różnymi buildami i, np. jak przystało na Śmierć wskrzesić se ghule albo rzucić wroną.

Rozpisałem się i już chyba nikt nie dotarł do końca. A chciałem dodać jeszcze coś, co dla mnie jest dość ważne, gdy kupuję grę – czyli czas jaki w niej spędzę. Bez jaj – kup se giere za 100zl i przejdź ją w 3h posiadówy przy jednym piwku – no nie o to nasi dziadowie walczyli! (bez obrazy) I tutaj miła niespodzianka. Po 6 rozdziałach przegrałem 10h – a rozdziałów jest (taramtamtam) 17! ( :O – to jest emotikon wyrażający maj emocjon, gdyby ktoś nie kumał). Do tego wiem, że trochę pobocznego kontentu ominąłem, nie wspominając o znalezieniu miliona kamyczków, sryczków i innych gówien (wszystko w pozytywnym znaczeniu słowa „gówno”, jeśli takie istnieje) byle mieć te 100000%. Także giera na długie, romantyczne chwile przy kominku.

O minusach nie będę pisał (gra nie jest idealna i jakieś tam ma). O gustach się nie dyskutuje (miałem dać po łacinie, ale może ktoś nie skuma i pomyśli, że jakieś wulgary). Wracając do sedna – jak ktoś ma wątpliwości to niech sobie przeczyta jeszcze raz tekst powyżej – no kurna! naprawdę miło się zaskoczyłem, gra wciąga, świetna zabawa: tu biegamy, tam się bijemy, tu znowu podziwiamy krajobrazy, a potem jeszcze cut-scenkę, tam mordor, tu flaki, tam arena, tutaj runa – no jest spoko, kul, czacha mała, im dalej w las tym ciekawiej, nie nudzi – POLECAM!


elos ludziska – kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial