soma2

No jestem zmiażdżony – ta gra mnie po prostu zmiażdżyła! Ale mam na myśli tylko i wyłącznie pozytywne znaczenie słowa „miażdżyć” – czy jakoś tak.

UWAGA – tekst BEZ spoilerów, można kurna czytać spokojnie dalej. A jeśli ktoś myśli, że to ostrzeżenie jest bezsensu? Widać nie wszyscy to rozumieją – wyjaśnienia później.

Już dawno nie napaliłem się tak mocno na jakąś grę, jak na Somę. Ogólnie nie przepadam za horrorami (Outlast itp. to poważnie nie moja bajka). Ale za to kocham klimat takich filmów jak Pandorum, Sunshine (po polskiemu ‘w stronę słońca’ jak ktoś nie ogarnia), czy kultowa Odyseja kosmiczna.. No oglądasz te filmy i po prostu wyjmujesz wiadrami klimat, niesiesz do lodówki i składujesz na później – tyle tego jest!
Ale wracając do SOMY – włączyłem se kanał jednego z ytuberów, mówie se: obejrze se jakiegoś dobrego meczyka csa przy herbacie, pacze, a tam Soma. Hmm, łykne se, myślę se, opacze (dobra już bez “se”), rozkminie. No i po 20min oglądania miałem tyle klimatu w pokoju, że po prostu musiałem łopatą wynosić. Jak w tych filmach, co to pisałem wcześniej. No to musiałem kupić! I kupiłem, i włączam, i gram.

20min jak z Youtuba – gały rozwalone, uszy zmiażdżone, radocha na gębie. Jest dobrze. Ślina mi cieknie po szyi, napalam się jeszcze bardziej, oczekiwania pod sufitem. Ale po tych 20-30min, pewne zwątpienie. Pojawia się pierwsze zagrożenie, pierwsze informacje na temat fabuły, zaczynam łączyć fakty, tytuł soma itp. Pewnie o jakiejś śpiączce, że niby kolesiowi się śni, że jest w jakiejś bazie itd. (że niby soma=coma – no przecież się rymuje!) Do tego szybko pojawiają się ci antagoniści, potwory znaczy się. I jakoś mówię, chyba po 1h, emocje opadły… I nagle jeb – pierwszy wybór moralny, zwrot fabuły, zęby na podłodze. Dalej już nie będę opowiadał i psuł zabawy. Jest naprawdę zacnie.

Ale jeszcze zanim się rozwinę i strzelę piętnaście stron suchego tekstu, to tak a propos spoilerów. Fabuła mnie naprawdę wciągnęła. Uważam, że jest genialna (albo prawie), ma kilka oblatanych pomysłów, ale świetnie ze sobą połączonych i może na koniec nie urywa nogi, ale miałem naprawdę radochę z odkrywania i poznawania tej historii. A o co chodzi z tymi spoilerami? Jak pisałem na początku, o grze obiło mi się o uszy, ale wszystko co wiedziałem przed zagraniem w nią to to, co zobaczyłem w tym gameplayu przez 20min na youtubie. Byłem kompletnie zielony jeśli idzie o to, o co kaman w tej grze. I to chyba sprawiło, że tak wkręciłem się w wątek fabularny. Już po skończeniu gry przeczytałem kilka recenzji, żeby zobaczyć, czy to tylko ja się tak podjarałem. No i w jednej z tych recenzji, przemiły RECENZENT, pierdyknął skrót fabuły chyba z pięciu godzin grania (jak nie więcej). Dzizus, jakbym przeczytał to przed zagraniem w SOME, poważnie, nie miałbym chyba żadnej przyjemności z grania. Więc jeśli ktoś wie tyle, co tam było napisane, to naprawdę mogę się nie dziwić, że kogoś ta fabuła nie wciąga lub klimatu nie czuje. Cała radość polega na powolnym odkrywaniu zagadki – gdzie jesteśmy, skąd się tam wzięliśmy, co się stało i dlaczego oraz co będzie dalej?

Ogólnie cała gierka to jedno wielkie odkrywanie wszystkiego. LOL dopiero pod koniec gry odkryłem jak unikać różnych rodzajów stworów (debil ze mnie i tyle). Ale o co mi chodzi tak naprawdę z tym odkrywaniem? Nie oszukujmy się – to nie jest RPG, FPS, TPP hack&slash, czy nawet ten survival, jak go zwią. Nie ma co się nastawiać na rozpiernicz, wory strachu, bieganie po korytarzach, zagadki, pułapki, sradki i duperałki. Tutaj się eksploruje, czyta różne zapiski, odsłuchuje nagrania, a potem wszystko łączy się w całość. I muszę powiedzieć, że sam nie jestem fanem takich gier, wręcz mnie nudzą. Ale tutaj wszystko jest tak świetnie zgrane, dopasowane i polane klimatem, że tylko czekałem kiedy dotrę do kolejnego maila po to, by poznać następny fragment tajemnicy PATHOS II. Jasne – gra to nie tylko radosny explor, ale bazuje na tym w dużym stopniu.
Tutaj mała uwaga – albo organizujesz sobie spolszczenie albo ogarniasz w pytę angielski, bo bez tego granie jest .. hmm bezsensu? no niestety rejczel.

I jeszcze wzmianka, skoro już o to zahaczyłem – większość recenzji wymienia jako minus fakt, że ta gra nie straszy lub straszy mało. Ale sry z tego co wiem, to nie miał być typowo survival horror. No jest kilka momentów potu w majtach, ale raczej się w gacie człowiek nie posra. Bardziej podoba mi się określenie – thriller game. Powaga, ta gra trzyma w takim napięciu, że gały wychodzą – i akurat to robi doskonale.
Ogólnie grając w tę grę miałem wrażenie, że czytam świetną książkę. Dobra, pewnie dla większości takie stwierdzenie nie jest zachęcające – ale poważenie: to jest ZALETA.

Wracając do klimatu – czas na udźwiękowienie! Aha – kolejna uwaga. W tę grę gra się w nocy przy zgaszonym świetle i na słuchawkach. Raz próbowałem zagrać sobie tak około godziny 16 i co? Wyłączyłem po dziesięciu minutach – zero klimatu, zero skupienia, tu ktoś mi biega nad uchem, tam ktoś się drze “wynieś śmieci, zrób obiad” – w SOME tak się po prostu nie gra. No, a co z tym dźwiękiem? NO jest orgazmiczny. Muzyka i dźwięki otoczenia zwalają (chyba stąd te orgazmy.. yyy łejt? łat?? Nieważne:). Kilka razy grając w nocy, robiłem pauzę i zdejmowałem słuchawki mając wrażenie, że ktoś mi łazi po kuchni albo wlazł do szafy. A to był tylko przewalisty dźwięk tej gry w słuchawkach. Ciary na plecach murowane i do tego to uczucie, że jak się odwrócisz to tam w kącie pod ścianą będzie stał On – poważnie, grając w SOME ani razu się nie odwróciłem..
Skoro już opisałem temat audio – czas na video! No całość razem do kupy (dźwięk + obraz) robi po prostu genialne wrażenie samotności, opuszczonego miejsca i… (koniec! Bo zdradzę fabułę). Dlatego też nie daję za dużo screenszotów. Zresztą nie ma co zwracać na screeny za dużej uwagi – po prostu pokazują suchą grafikę, która bez reszty oprawy gry nie robi takiego wrażenia i nie oddaje nawet w połowie klimatu. Razem z grą światłocieni, muzyką, odgłosami i tą całą otoczką; do tego grając w nocy samemu, po ciemku i w słuchawkach – SOMA wbija w fotel.


Jeszcze jedna mała uwaga – w SOMIE natrafiłem na chyba najlepiej skonstruowany moment otwarcia wrót przed którymi stoimy. Jak sobie przypomnę tę chwilę, to wciąż mam dreszcze między palcami stóp.

Na sam koniec jeszcze raz kwestia fabuły, a raczej czegoś więcej, co twórcy gry chcieli przemycić. I chyba im się to udało. Kilkukrotne wybory moralne i wynikające z postępów fabuły wątpliwości natury filozoficznej (tak kurka, w grze jest zawarta FILOZOFIA – odsyłam do słownika), sprawiały, że po prostu z miną co najmniej noblisty w dziedzinie biologii molekularnej, zamierałem zadumany nad istotą człowieczeństwa…. (chwila przerwy, cisza, czas na przemyślenia nad tym zdaniem)
.
.
.
.
.
.
.
.
.

Ok. Już. Więcej nie napiszę, bo znowu te spoilery – odsyłam do moich przemyśleń na temat fabuły gry – OSTRZEGAM tam już jest od uja spoilerów, a i rozkminą nie śmierdzi. Jak ktoś miał 2 z polaka albo gry nie ukończył – niech nie czyta >>>>>>  rozkmina SOMY

Podsumowując – no motyla noga, trzeba zagrać. Dla muzyki, fabuły, klimatu, pomieszczeń, przemyśleń, napięcia, odskoczni od tej papki strzelaninowej między jednym a drugim hedszotem. Soma to thriller, z dużą ilością eksploracji, czytania i przemyśleń. Przesiąknięta klimatem, dreszczem i wiecznym niepokojem. Z elementami strachu – choć bez typowej atmosfery horrorów. Gra, która z w/w względów być może nie każdemu się spodoba, ale i tak warto – na słuchawkach i w nocy kur*a!
Tym razem pozdro1000. kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial