spec ops

***Na końcu tekstu jest podsumowanie tych wypocin w formie klipu na YT!

Teraz kiedy już pograłem w tę grę, to sobie myślę, że gdyby stworzyć na podstawie jej fabuły taki film z tytułem np.: Służby Specjalne: Granica (tak kurka wodna, jestem polonistycznym purystą lingwistycznym!) – to mogłoby powstać coś kultowego na miarę “Czasu apokalipsy” Copoli (jeśli ktoś czyta ten tekst i nie wie o co kaman – to kulturalnie zapraszam na jakiegoś streama obejrzeć se ten film; gwarantuje opad szczęki, a jeśli on nie wystąpi to.. no cóż bez komentarza pozostawię wasz gust i ludzką wrażliwość…).

Tyle chyba starczy na wstępniak – gra, na podstawie której mogłoby powstać filmowe arcydzieło, to już chyba wystarczająca rekomendacja?
Ale jeśli dalej ktoś nie jest zdecydowany, czy zagrać w tę grę – zapraszam do czytania :]

Nie będę ukrywał, że trochę podchodziłem do tej gierki jak pies do dżdżownicy (!?). Bo niby wszędzie można przeczytać – genialna fabuła, fabuła wgniata w fotel, fabuła miażdży mózg, fabuła.. (rly?), no dobra jest też o klimacie, ciężkim klimacie (naprawdę CIEŻKIM) i tak dalej. A z drugiej strony oceny nie powalają, a jakoś o samej grze nie było za głośno – ja, np. o niej ledwo coś tam słyszałem i to w sumie przypadkiem, a samej gry próżno szukać w zestawieniach topowych tytułów… Więc – hmm – grać?
I tutaj mała dygresja. Nie przepadam za multiplayerami FPP/TPP, wole dobre kampanię dla pojedynczego gracza. No, a mimo że taka choćby kampania w kolejnych odsłonach Call of Duty (tych nowszych), dla niektórych może wydać się słaba – to jednak (uwaga uwaga), w single CoD w kampanii grało mi się nieźle. A dlaczego? Bo może tam fabuła nie porywa, to jednak sposób prowadzenia rozgrywki, czyli wybuchy, rozpierniczające się budynki, miazga, wszędzie kule, (pisałem już o wybuchach?), mechanika gry, szybkość prowadzenia akcji itd. (w skrócie po prostu mega kasa wydana na grę) – to wszystko sprawia, że to CoD nieźle oddaje klimat kasowego filmu sensacyjnego o żołnierzach i jakby daje możliwość w takimże wystąpić. No właśnie – film sensacyjny i chyba nic poza to. My z kolei chcemy pisać o dramacie wojennym!
Heh, miało być o Spec Ops, a pisze o CoD, wtf? Tyle tego tekstu, bo chyba już skumałem czemu ten Spec Ops: The Line nie ma samych “9” i “10”. Po prostu to nie jest rasowy/kasowy tytuł AAA – ta gra (jak ktoś już się zgubił, to dalej mam na myśli spec ops), po prostu ma średnią mechanikę – niby spoko się strzela, niby są osłony jak np. w Gears of War, jakieś granaty, można nawet wydawać rozkazy swoim dwóm przydupasom, jest kilka ciekawych zdarzeń a’la walący się budynek tudzież przesypujący się piach. Jednak to wszystko nie robi takiego wrażenia i jest po prostu takie no… ok.


Ale.. Jest jedno wielkie, wręcz potężne “ale”, które sprawia, że ta gra wciąga nosem, miażdży gały i wysrywa zmiętolone poczucie przyzwoitości prawie każdego gracza. Nieważna mechanika, ważna jest całość!
Czy ktoś zna ten syndrom ostatniej tury ze strategii, czy innych gier turowych? Tutaj włączył mi się on w TPP’esie – jeszcze jeden chcekpoint, jeszcze chwilkę, już kończę, tam za tym zakrętem i już koniec 🙂 albo – dobra, jeszcze jeden rozdzialik (ale taki malutki, już naprawdę kończę!!!) – byle tylko pchnąć tę opowieść do przodu!
Po prostu jest klimat. Ile razy to słowo pada w najróżniejszych recenzjach i opisach gier… Ale nie chodzi tylko o samo wrażenie, uczucie czy jakkolwiek inaczej będzie chciało się ten osławiony klimat nazwać, tudzież wytłumaczyć. Chodzi o jego rodzaj! Bo tak ciężkiego tematu, a zarazem właśnie klimatu, chyba w grach jeszcze nie odczuwałem (ale o tym za chwilę). Tę całą otoczkę tworzy ta nietypowa grafika – obraz skąpany w żółto/pomarańczowo/czerwonym słońcu oraz przepięknym blasku wszystko przykrywającego piasku. Ten specyficzny filtr i kreska. Te ogromne rozpadające się wieżowce i wszędzie przesypujący się piach. Puste ulice z zasypanymi samochodami czy witrynami sklepów. A do tego – wszystko w kolorze złoto-czerwonym. Niby nie jest to fotorealistyczna grafika, ale jakoś tak nie można oderwać oczu.
Na to dochodzą liczne smaczki w stylu grafik na ścianach, czy porozrzucanych przedmiotów – ale nie będę za wiele zdradzał. Po prostu kilka razy trzeba się zatrzymać, rozglądnąć, przyjrzeć, no i wczuć się w klimat opuszczonego, zniszczonego (nie tylko piachem i wojną) Dubaju. Jak mówi jeden z naszych żołnierzy ‘what happens in dubai, stays in dubai’ i zaraz potem ‘what has been seen, cannot be unseen’. Te dwa zdania w pełni podsumowują oprawę graficzną gry (na marginesie – to świetne odniesienia do ogólno-pojętej kultury i polecam poszukać, jak ktoś nie czai, skąd te zdania pochodzą).

A jak ktoś ma mało oprawy, to jeszcze dorzucę otoczkę audio – godna muzyka w godnych momentach, potęgująca cały ten klimat. A już szczyt szczytów na szczycie, to towarzyszącą nam przez pół gry radiostacja nadająca w odpowiednich momentach odpowiednie kawałki – znaczy się jak wyskakują na nas kolesie z giwerami, to grają ostrego rocka, żeby im się dobrze skakało między kulami i mają nawet DJ’a. Jest moc.

No ale na koniec – wisienka, czyli wspomniany ciężar gatunkowy gry, esencja tego klimatu, warunek definiujący tę grę jako dramat! No bo jasne, gra może mieć grafikę i muzykę, miodność, grywalność i gołe cycki. Ale żeby był prawdziwy KLIMAT (właśnie taki klimat pisany capsem), musi być coś więcej. Po prostu głęboka opowieść, łącząca te wszystkie elementy w całość. A tutaj jest głębia, możecie mi wierzyć. Cała fabula, co by nie zdradzać za wiele, krąży wokół roli i doli żołnierza, jego człowieczeństwa, świadomości i poczytalności (woah ciężkie słowa – prawie jak na polaku przy tablicy odpowiadając na pytanie co miał na myśli autor ‘Dziadów’). Tutaj opowieść porusza po prostu wszystkie wnętrzności. I teraz ta wspomniana grafika, projekt lokacji, dialogi, reżyseria cut-scenek, po prostu cała gra – jest podporządkowana temu jednemu, ciężkiemu tematowi – czyli dramat zwykłego żołnierza w pełnej krasie i bez żadnych ogródek! Jest kilka naprawdę mocnych momentów, w tym wybory moralne (TAK!), przy których nie wiedziałem jak postąpić, a jak już coś zrobiłem to długo myślałem jaki ze mnie skurczybyk. Skoro gra prowadzi do takich rozmyślań, to mówię wszystkim – jest zacnie. Dość powiedzieć, że gra mocno ociera się i czerpie z opowiadania „Jądro Ciemności” J.Conrada – jednego z kanonów literatury. Który to z kolei próbuje zapytać o granice ludzkiej natury, jak daleko człowiek może się posunąć i czy zło siedzi zawsze w najczarniejszych kątach ludzkiej psychiki. To opowiadanie było zresztą inspiracją dla wspomnianego „Czasu Apokalipsy”, a w Spec Ops: The Line widać jego (opowiadania) ogromny wpływ. Cała gra próbuje opowiedzieć historię zwykłego żołnierza, od najprostszych i najbanalniejszych czynności, po najczarniejsze występki, problemy moralne i analizę żołnierskiej psychiki. Prawdziwy dramat wojenny. I nawet sam finał (a jest więcej niż jedno zakończenie) jest również godny tej nazwy. I właśnie dla tej historii zwykłego żołnierza, tak brutalnie, a zarazem świetnie oddanej, rozterek, problemów i ciężkich, ludzkich decyzji – warto zagrać.


I już! Bez zbędnego pitolenia – głęboka gra, nie po prostu rozwałka, nie pusta strzelanka – opowieść o żołnierzu. Ale nie o Rambo, czy innym super-bohaterze, nie! To opowieść o zwykłym Kowalskym, który został marines, miał siostrę/brata/rodzinę/hobby/cadilaca, ale trafił na wojnę i jego przekonania i moralność została wydana na wielką próbę człowieczeństwa. A z tą próbą musi zmierzyć się gracz, przy okazji przemierzając żołnierską opowieść, w którą się wsiąka, jak w grząski piach!


 

Na koniec krótki klip będący podsumowaniem tego całego tekstu, jego skrótem czy po prostu wstępem do gry.
Recenzja na inaczej, ostateczna odpowiedź na pytanie czy warto?!

Dozo w Dubaju! kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial