Endless legend

W ogóle gra wylądowała w kategorii gierek niezależnych lol. No faktycznie pierwotnie była tworzona niezależnie. Aktualnie po sukcesie jaki odniosła oraz po wielkości tej gry, chyba trudno ją klasyfikować jako indie – ale niech będzie, że jest WIELKIM indykiem – z nadzieniem!

Ok, a teraz o grze.. Macie czasem tak, że spojrzycie na screena z gry i już wiecie, że to jest gra, która wam się spodoba? Albo z drugiej strony – świetna gra, 100/100, ale patrzycie na grafe i to nie wasza bajka.. Ja jak spojrzałem na endless legend, wiedziałem, że muszę w nią zagrać. Jest po prostu piękna! Grywalność? Kij z tym, zobaczcie jaka jest ładna !! Może nie każdemu się spodoba (serio, komuś się nie podoba??!), ale dla mnie – miodzio. Do tego te artworki w opcjach, ustawieniach czy wstępnej opowieści, gdy zaczynamy grać. Czadowe.


No ok, grafika to nie wszystko, także jak ktoś się nie przekonał (bez jaj) to… niech spojrzy se jeszcze raz na te cudowne ujęcia!!!! Albo niech czyta dalej…
Jeszcze małą uwaga – jak jesteście fanami strategii turowych, podobała wam się seria civilization, do tego lubicie klimat fantasy – to poważnie nie ma co się zastanawiać. Mast-hew! No cóż, jak nie lubicie fantasy (choć tutaj nie znajdziecie elfów, krzatów i goblinów), to może wam ten cały klimacik nie podejść.

Ja ogólnie jestem fanem serii civilization: od jedynki, po aktualne “V” – nie podeszło mi jedynie beyond earth, ale też za dużo w to nie grałem. Wiem, że civ ma swoje wady i wiele dałbym żeby wywalić te i inne bezsensownie działające systemy z civilizacji (chociażby walnięty system dyplomacji). I trafiam na turówkę niezależną, która po prostu strasznie podoba mi się wizualnie (pisałem już to?); do tego klimacik mniej lub bardziej dziwnego fantasy – no kupuję! I bęng! Nagle odkrywam grę, która ma IDEALNIE poprawione te wszystkie mankamenty z Civ V – tak! mam na myśli Endless Legend.

Po pierwsze: rasy! Wreszcie porządne różnicę, która naprawdę mają wpływ na naszą strategię. Rozumiem, że w cywilizacji tamci są lepsi do zwycięstwa kulturowego, a mongołowie to wiadomo rozpiernicz, ale różnice w sumie ograniczają się do jednej budowli (no góra dwóch), jakiejś jednostki i zdolności. Jak będę chciał to i mongołów zmuszę do wysiłku umysłowego i strzelę wygraną naukową. A w endless legend? No nie wygram dyplomatycznie, ziomkami, którzy nie mogą zawrzeć żadnego sojuszu, bo są nastawieni właśnie na mordor! Inna nacja w EL z kolei może wybudować jedno miasto.. Żeby się rozwijać i zdobywać teren mogą jedynie atakować innych. Są też ziomkowie, którzy nie używają do przetrwania żywności, ale pyłu (czyli tamtejszego złota, golda czy kasiory jak tam chcecie). Takie różnicę robią wrażenie i czuć inność tych wszystkich ras.

Moi ulubieni drakoni są z kolei mistrzami dyplomacji – mają mnóstwo bonusów właśnie do rozmów międzypaństwowych. Wiecie – dyplomata to człowiek, który (jak mawiał klasyk), potrafi w taki sposób powiedzieć “spierd..” że na samą myśl o nadchodzącym wyjeździe robi wam się przyjemnie. Drakosi mają to coś.
Właśnie – system dyplomacji! Chyba najlepiej i najprościej rozwiązany system jaki widziałem. Każda akcja (wymiana, ogłoszenie pokoju, darowanie czegoś) itp, kosztuje punktu wpływu (wpływ to jeden ze środków poza złotem, żywnością, nauką i produkcją – jaki tworzą miasta). Jak wypowiadamy wojnę musimy mieć 20pkt wpływu, ale jak chcemy ją wypowiedzieć długoletniemu sojusznikowi, to nagle kosztuje to 2000pkt. A wpływ jest o tyle istotny, że wykorzystuje się go do okresowego określania bonusów dla naszego państwa – takie wybieranie rodzaju naszej polityki raz na chyba 60tur. Przez to, że potrzebny nam jest ten „wpływ”, to nie szasta się nim na lewo i prawo. Czasami człowiek długo się zastanawia, czy to wypowiedzenie wojny nie będzie nas za dużo kosztować (nawet jeśli nasza armia miażdży sąsiada pierdnięciem).
A w dyplomacji można wszystko – wymieniać się technologią, mapami, kaską, surowcami, miastami (tak!), żądać, dawać, rozkazywać, nakładać embargo (raz nałożone na mnie embargo sprawiło, że nie mogłem kupić surowca, którego nie miałem i przez to nie mogłem zmodernizować swej armii – co mnie to wnerwiło!). Wspomniani Drakosi mogą wymuszać sojusze – przykładowo ziomek chce poszperać po twoim terytorium, bo ma tam quest do zrobienia, Ty mu zamykasz granicę, więc on w zamian za ich otwarcie daję Ci coś tam.. Przykładów jest pinćset. A sama wymiana dyplomatyczna działa na zasadzie wagi – jak chcesz jakąś technologię pojawia się pasek postępu przechylony na stronę przeciwnika tak bardzo, jak bardzo on nam jej nie chcę dać. I teraz trzeba ten pasek przesunąć w stronę równowagi, żeby koleś się zgodził na wymianę, a przesuwa się go oferując coś w zamian (i ilość przesunięcia zależy od nastawienia przeciwnika i tego, co mu potrzebne). Banalne rozwiązanie, ale świetnie się sprawdza – jak nie kumacie, to po krótkiej grze zrozumiecie jak cudownie się to sprawdza.


Skoro wspomniałem o dyplomacji, to nie można nie napisać o wojnie i wojsku. I znów ciekawie rozwiązany system. Każda jednostka może mieć inną zbroję, czy broń albo pierścionek, w zależności od zaawansowania technologicznego. Faktycznie – dobrze odkryta technologia i szybka modernizacja armii, może odwrócić losy przegranej wojny o 360st.. (w8? – nie no 180 ofkors:])
Do tego dochodzą bohaterowie, którym rozwijamy umiejętności i szukamy unikatowego ekwipunku. Trochę jak HoMM3 – aczkolwiek w EL brakuje jednak większej, o wiele większej otoczki fabularnej. To jeden z minusów tej gry. Jest tutaj fabuła i ciąg questów dla danej nacji, są fajnie opisane, ciekawe i tworzą jedną z dróg do zwycięstwa. Jednak brakuje mi w tym ciekawym świecie, pełnokrwistej fabuły, a właściwie dużej fabularnej kampanii składającej się na dobrze napisane misje-scenariusze.
Drugi jako taki minus to już sama walka – gdy atakujemy, przechodzimy w widok hexagenalny i naparzamy swą armią przeciwnika w mini-turach – coś podobnie jak herosi, ale na mniejszą skalę. Na początku jest fajna taktyczna zabawa. Ale później walki rozrastają się do długaśnych nudnych potyczek, a system automatyczny gra debila i zawsze rozwali Ci połowę jednostek..

Dróg do zwycięstwa jak zwykle jest kilka – ukończenie wątku fabularnego (wykonanie szeregu questów – przynieś wynieś pozamiataj), budowa specjalnego budynku (ala cudu), dyplomatyczne (uzbieranie odpowiedniej ilości pkt dyplomacji), technologicznego, wojskowego (anihilacja wszystkiego) itd.. Do wyboru do koloru, nie będę się rozpisywał.

I na koniec – system pór roku. Mamy tu lato i zimę. Na początku lata są długie, a zimy krótkie, potem odwrotnie. W zimie wiadomo – jest w luj zimno, nie ma żywności i ogólnie jest ciężko. Także trzeba pamiętać, żeby się odpowiednio przygotować i np. nie zaplanować inwazji militarnej na zimową porę, bo nasza armia po prostu utknie w śniegu i dupa.. ZIMNA.

W tej grze w ogóle można znaleźć wiele ciekawych rozwiązań. Nie chcę tu opisywać wszystkich mechanizmów, smaczków i tworzyć mega odpierniczoną recenzję – bo przecież nie recenzuję gier (hehe) – polecam je! A ta jest godna polecenia.

Wspomnę jeszcze tylko, że grając można spotkać niegrywalne nacje poboczne, świątynie pełne skarbów i questów, są surowce strategiczne i luksusowe (mocno się przydają i mogą znowu odmienić bieg kampanii o kolejne 97stopni); miasta natomiast buduje się jedno na region i w ten sposób dany region przyłącza do swego państewka – co znowu wymaga objęcia odpowiedniej taktyki planowania – gdzie najpierw walnąć kolejny przyczółek (a wróg nie śpi i już zajął upatrzony regionek, dziad jeden). No jest tego wszystkiego dużo – miłego odkrywania, bo WARTO!

kloni the Drakkens, elens!


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial