panorama

Część pierwsza – Klik!


 
Part tu toplisty dziwnych historii ze świata gier. Bez zbędnego pitolenia lecimy od razu dalej!
 

Nr 5. Killswitch

killswitch

Gra, która podobno została stworzona w 1989r. przez tajemniczą Karvina Corporation. Różne amerykańskie serwisy podają, że gra powstała w sowieckiej Rosji i była popularna w państwach komunistycznych tamtego czasu.. No jasne, jakoś nie słyszałem. Niezłe jest to, że najpierw podają, że była popularna, po czym pojawia się informacja, że gra wyszła tylko w 5000 egzemplarzy i tylko nielicznie w nią grali. A teraz najlepsze – gry nie można było skopiować, ani powielić, a po ukończeniu, gra automatycznie usuwała się z dysku. Właśnie przez to Killswitch jest niby tak rzadki, że obecnie pozostało podobno tylko kilka kopii..
Ok, przyjmijmy, że uwierzyłem w tę bajeczkę i taka gra faktycznie istnieje – są nawet screeny:

killswith

Całą historię nakręca również fabuła gry, w której możemy zagrać kobietą lub demonem – ale ponieważ demon jest niewidzialny i raczej ciężko się nim gra (serio ciężko się gra niewidzialną postacią?), podobno każdy wybierał postać kobiety. Fabuła kręci się wokół przeklętej kopalni, gdzieś w Rosji, gdzie z powodu planu 200% normy wszyscy zginęli czy tam zostali zamordowani przez „system”. Po tej tragedii, główna bohaterka budzi się właśnie w tej kopalni, do tego pełnej demonów i trupów, no i próbuje się z niej wydostać (przy naszej wspaniałomyślnej pomocy). Z kolei firma Karvina Corp. wydaje oświadczenie, w którym pojawia się informacja o bohaterce gry i jej ukochanym demonie! Woah miłośc między wymiarami w komunistycznej Rosji – to musiała być WIELKA miłość.
Mając takie info ludzie wpadli w szał posiadania tej gry – a, że nie było jej wiele..

Sprawa zrobiła się jeszcze bardziej popularna, gdy pojawiła się wiadomość, że w 2005r. pewien Japończyk Yamamoto Ryuichi kupił ostatnią kopię gry na eBayu za 733 000 dolców. Postanowił ją odpalić i być ostatnim graczem tej gry na świecie (bo po przejściu miała się skasować), a przy okazji miał walnąć z tego streama za gruby hajs.. Tymczasem dostępny jest jedynie film trwający 1min i 45s, gdzie Japończyk siedzi przed kompem i płacze… bo gra okazała się uszkodzona i dupa blada, 700tys dolców do kosza…
Podobno można znaleźć ten film.. podobno..

Aktualnie tylko na nielicznych stronach można znaleźć teksty, że cała ta gra wraz z jej otoczką to jeden wielki FAKE! Ktoś sobie zadał wiele trudu, żeby nagłośnić taką historyjkę. Są dostępne screeny z tej gry, z eBaya z aukcji, nawet gameplay.. Już teraz bardzo trudno znaleźć info, że to wszystko to wielkie, nakręcone przez internet, oszustwo………… A może nie?


 

Nr 4 Fallout 3 – przewiduje przyszłość

Ważna informacja – gra została wydana w 2008r. A teraz o co kaman.
W różnych dziwnych miejscach internetu można znaleźć teksty, że niby w Fallout 3 istnieją tzw. radiostacje numeryczne. WTF? W grze faktycznie można posłuchać radia, ale co to za gówno, że niby numeryczne?? Radiostacje numeryczne istnieją naprawdę w realnym świecie – jakby ktoś nie wiedział, są to radiostacje, które nadają jedynie ciąg czytanych kolejno liczb, albo pozornie nic nie znaczący kod morse’a. Takich radiostacji znaleziono setki na całym świecie, ale nikt nie przyznał się do ich stworzenia czy bycia właścicielem. Nikt też nie odszyfrował żadnych informacji z tych wiadomości. Uważa się, że w większości są to przekazy przeznaczone dla szpiegów różnych państw, którzy w ten sposób odczytują informacje od swego wywiadu. Podobno rząd czeski przyznał się oficjalnie do utrzymywania takich stacji w Czechach. Są też informację, że używało je CIA w czasie zimnej wojny (brrrrr).. Stacje te istnieją do dziś i można je nawet posłuchać w necie.

No dobra, ale co z faloutem? Chodzą pogłoski, że jest sposób odblokowania takiej stacji w Fallout 3 z użyciem Galaxy News Radio. Jednak pomimo wielu opisów jak to zrobić, nikt tego nie dokonał (poza tymi, którzy to niby opisują). No, a jak już się to jakimś cudem odblokuje, radio zaczyna nadawać szereg liczb i alfabet morse’a. Na kilku forach ludzie podają odcyfrowane informacje z tego radia. Część z nich mówi o śmierci królowej brytyjskiej w 2014 (uuu nie przewidziało się); inne za to podają dokładną datę śmierci aktora Garego Colemana, a także informację o wypadku wylania się ropy przez BP w 2010r. (przypominam – to zdarzenie z 2010r, a więc nastąpiło już po wydaniu gry).

Znów na YT znajdziecie tony filmów niby z gry z tymi nagraniami. Niestety większość z tych filmików to typowy fejk i remix.. Poza tym nikt oficjalnie nigdy nie znalazł sposobu na odblokowanie takiej stacji radiowej w Fallout 3. (Bethesda również w oficjalnych komunikatach zaprzeczyła o jej istnieniu w grze). Ale…

Warto wspomnieć, że najpóźniejsza data w tych wiadomościach to 1:27 6 lipca 2027, czyżby koniec świata? Nuklearna apokalipsa? Pożyjemy zobaczymy.


 

Nr 3 Berzerk

Berzerk
 
Gra z 1980r. (to dopiero klasyk!), która hulała na atari. No cóź, mimo bycia klasykiem, raczej bym jej nie polecił.. Może i gameplay jest sensowny, ale.. nie no bądźmy szczerzy – to nie jest gra na dzisiejsze czasy..
berzerk1

Gra jest słynna, ponieważ uważa się, że jest pierwszą grę, z którą łaczy się śmierć człowieka. Podobno w 1981r. ziomek nazwiskiem Jeff Dailey zrobił w grze hiscora po czym wstał i … umarł. Miesiąc później to samo stało się z Peterem Bukovskim (znajome nazwisko BTW). Można znaleźć tytułu gazet z tamtego okresu, mówiące o tych przypadkach. Ja dotarłem do stron, gdzie ludzie grzebali w amerykańskich metrykach i znaleźli, że w tamtym czasie ktoś taki, jak Jeff Dailey w ogóle nie istniał. Za to faktycznie w 1981r. żył niejaki Peter Bukovski, który zmarł na zawał w wieku 18 lat w kwietniu/maju 1981r. Inne źródła podają, że Bukovski był mega grubasem z cukrzycą i milionem innych chorób, wszedł po schodach na drugie pietro (z mega zadyszką przy okazji), gdzie miała być ta gra, po czym dostał zawału – bo po prostu miał ku temu powody!
Ale! Jeszcze inne strony podają, że ta śmierć była zemstą tzw. Evil Otto – złego stwora z gry, który wkurzył się, że ktoś pobija rekord w 15min grania……. AHA – N/c.


 

Nr 2 Polybius

Jest to chyba jedna z pierwszych legend dotycząca gier, jaka powstała (podobno historia ta pojawiła się wcześniej niż ta z Berzerk i do tego jest w USA o wiele bardziej znana).

polybius fake

Historia odnosi się do gry z automatu z lat 80tych. Niby takie automaty z grą polybius widywano w tamtych czasach w Portland w stanie Oregon, USA. Była to jakaś zręcznościówka z elementami pacmana i logiki. Do tego pełna wirujących kolorowych pierdół i latających błysków światła. Co w niej takiego dziwnego? Ludzie, którzy w nią grali często mieli zawroty głowy, nudności, czasem wymioty.. Później zaczynali chorować, a nawet umierali. W salonach gier natomiast, przy automatach z Polybiusem, widywano panów w czarnych garniturkach. Niestety żaden automat z tą grą nie zachował się do dzisiaj, ba! nie ma nawet żadnej foty. To wszystko podobno z powodu faktu, że gra miała być eksperymentem rządowym, który szybko został usunięty i zatuszowany przez ‚men in black’ – ciekawe czy mieli te błyskająco-zapominające latareczki? Polybius miał niby służyć do testowania wpływu fal elektromagnetycznych na ludzi i takie tam..

Ta historia była tak popularna w USA, że gra polybus pojawia się nawet w jednym z odcinków The Simpson’s.
polybius simsop

Jak pisałem – do dzisiaj nie zachował się żaden automat, ani żadne zdjęcie.. Najprawdopodobniej jest to kolejny wielki fejk, nakręcony tym razem przez zwykłe plotki (w tamtych czasach nie było jeszcze internetu – niemożliwe!:D).
Na YT można za to znaleźć gameplaye z tej gry – pod koniec lat 90tych część osób podniecona tą legendą po prostu stworzyła takie arkadowe gierki imitujące to, co miało być polybiusem. Po kilku minutach oglądania tych latających pierdół, barw i duperelek, naprawdę można dostać bólu głowy.
Pewnie to kolejna legenda, ale… jeśli idzie o działalność pozarządową USA – niczego nie można być pewnym.. Tym bardziej, że ta historia pojawiła się w czasach kiedy nie istniał internet i masa trolli, która mogłaby coś takiego wykreować..

I tutaj moja mała uwaga – wywołanie nudności, wymiotów a nawet ataku padaczki przez gry – a dokładnie przez nagłe i szybko zmieniające się błyski światła – jest jak najbardziej możliwe. Zresztą takie błyski są podstawą diagnostyki padaczki. Sami pewnie nie raz siedzieliście przy migającej żarówce i po pewnym czasie zaczynała was boleć głowa i robiło się niedobrze (ja tak mam kurna!).

Właśnie w taki sposób stał się popularny POKEMON. Niektóre stronki podają, że ta anime była uważana za słabą, ale odniosła światowy sukces, ponieważ została zareklamowana przez masowy atak padaczki, który wywołała. To kolejne niedomówienie, bo incydent z padaczką miał miejsce już po sukcesie pokemona. A dokładnie w 1997r. W 38. odcinku Pokemonów, który wyemitowano w Japonii, czterosekundowy epizod migających kolorów, wywołał ataki padaczki u dzieci, co później oficjalnie potwierdzono w 560 przypadkach. Co prawda mówi się, że było to m.in spowodowane używanym wówczas w Japonii systemem TV NTSC (który ma częstotliwość odświeżania ok 60Hz) i nieszczęśliwym dobraniem częstotliwości błysków do tej z sytemu TV (w europie używa się PAL, w którym podobno nie byłby możliwy taki atak). Pomimo różnic tych systemów obrazu TV, odcinek został wycięty z amerykańskiej i europejskiej wersji pokemona.

A skoro jesteśmy przy pokemonach!


 

Nr 1 Ostatnia historia również dotyczy pokemonów i dziwnej działalności na zmysły
Gra Pokemon na gameboya i poziom Lawendowe Miasto.

Według tej legendy po wyjściu gry Pokemon na gameboya, w Japonii wśród dzieci 8-12lat odnotowano liczne bóle głowy, zawroty, zasłabnięcia oraz ok 100 samobójstw (uuuuu mrocznie). Dzieciaki, które w większości skakały przez okno z wieżowców (a w Tokyo są naprawdę wysokie!), grały przed śmiercią w pokemona i u wszystkich tych dzieciaków, progress gry zatrzymał się na poziomie ‚lawendowe miasto’.
Historia zrobiła się popularna po tym, gdy ktoś nagłośnił informację, że w kolejnych wydaniach gry Nintendo zmieniła ścieżkę dźwiękową właśnie w tej lokacji. W rzeczywistości faktycznie chodziło o zmianę ścieżki dźwiękowej, ale całej gry – co znów było związane z wydaniem gry na rynek europejski i używania w Europie innych częstotliwość działania urządzeń elektrycznych.
Tymczasem na forach zaczęto nagłaśniać sprawę, że niby zmienione dźwięki z tej lokacji, powodowały napady paniki i próby samobójcze u dzieci. Ktoś wymyślił, że w lokacji ‚lawendowe miasto’ odtwarzane były dźwięki o niskiej częstotliwości niesłyszalne dla ludzi dorosłych, ale za to bardzo wpływające na dzieciaki (różnice w budowie ucha, inne odbieranie dźwięków i tym podobne legendy ludzkiej anatomii).

Co prawda, dźwięki o odpowiedniej częstotliwości (nawet niesłyszalne dla ucha), tak samo jak obrazy i światło, mogą znacząco wpływać na organizm człowieka, doprowadzając do najróżniejszych, nawet skrajnych stanów. Było to nawet kwestią badań CIA i ZSRR. Na dzień dzisiejszy w taki właśnie sposób tłumaczy się fenomen nawiedzonych miejsc, w których ludzie tracą zmysły. Takie miejsca to zazwyczaj jakieś opuszczone, podniszczone domy czy magazyny, gdzie hulający wiatr albo przepływ powietrza, przepływając przez różne szpary, powoduje powstawania dźwięków o bardzo niskiej częstotliwości, które z kolei powodują ataki paniki i uczucie strachu.
W necie nie brak nagrań, po których odsłuchaniu zeszczacie się w majty – nie polecam!

Cała sprawa robi się jeszcze bardziej mroczna, gdy weźmie się pod uwagę fabułę gry. Lawendowe miasto jest miejscem, gdzie trafiają pokemony, które….. umarły. A przecież wszędzie mamy informację, że pokemony nie umierają i można je zawsze uzdrowić.. wtf?!

lavender town

Nie znalazłem żadnych oficjalnych informacji o tych samobójstwach, ale z uwagi na ograniczenia w języku japońskim, po prostu trudno jest dotrzeć do jakichkolwiek wiarygodnych lub nie wiadomości na ten temat.
Fakt jest taki, że wtedy w Japonii panował prawdziwy szał na pokemony, a dzieciaki grały histerycznie w tę grę po kilkanaście godzin dziennie. Ja też byłbym nerwowy po 20h grania non stop! A sami wiecie, jacy japończycy są porypani.

Na koniec – na YT można znaleźć rzekome (przerobione!) nagrania z lawendowego miasta ze zmienionym podkładem w niskich częstotliwościach dźwięków, po których odsłuchaniu kręci się w głowie – stanowczo odradzam, myślałem, że się porzygam..

To tyle dziwnych historii na dziś! Milej nocy 😉
kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial