dmc

Zanim w ogóle przejdę do wstępu – zrobiłem krótkie podsumowanie całego tekstu w 2min filmiku na YT – cała kwintesencja tej gry i odpowiedź dlaczego warto zagrać. Przed obejrzeniem jednak – polecam poczytać!
   

 
A teraz wstęp, który będzie trochę z tyłka..
Kiedyś długo się wahałem czy zagrać w Darksiders (wiem, że tekst ma być o DmC – cierpliwości!). Później, właśnie dzięki Darksiders, odkryłem kolejny gatunek gier, który sprawia mi wielki fun. Tym samym rozpuściłem swe macki w poszukiwaniu choć trochę podobnego przedstawiciela tegoż gatunku. No i trafił mi się w pewnym bundlu Devil May Cry. Kumam, że to dwie niby całkiem różne gry, ale jednak sama mechanika obu gierek jest już bardzo do siebie podobna – rozumiemy się?

No więc Devil May Cry – w głowie pojawiły mi się tylko jakieś takie mgliste przebłyski, jak na wielkim kacu, po imprezie mordercy, matce wszystkich imprez – takie wiadomo, niby mgliste, ale nikt nie wie, czy to się działo naprawdę, czy jednak to był sen. Niby, że kiedyś, kilka lat temu, już w to grałem i jakoś… nie urwało mi jaj.. No ale mówię – jak już forsa poszła, wieczór późny, nudny, a żona okupuje łazienkę, to może jednak włączę. Uprzedzam, że nie przepadam za klimatami szatana, sześciu szóstek, demonów, aniołów, walki na krzyże, wodę święconą itp., ale dobra, włączyłem.

I już intro, a przede wszystkim czaderska MUZYKA, wprawiły mnie w dobry nastrój. Ok, główny antagonista (w sensie ten zły) nie ma gustu i jego kochanka jest zgredna jak babcia Chewbaki, ale późniejsze sceny z klubu.. uhuhuh jest miło – no i ta muza, pisałem już o muzyce? Dalej to już jest poetyczna miazga – Dante wyłazi na golasa ze swego kampera do jakiejś niuni i jedynie brakuje mi tu podrapania się po jajkach. Kolejna scena, gdy wskakuje w swe ciuchy – plus wiszące na lampie i staniku spluwy – po prostu rozwaliły system. Japę miałem, gdyby nie uszy, to wkoło głowy. Dante w tej gierce to ten mój ulubiony typ kolesia, który po prostu wie, że jest zajebisty (bo kurna jest) i jak pojawia się demon wielkości wieżowca, to on na niego sra, bo zjada go jeszcze przed fajką i śniadaniem, iha! Trzydzieści minut i pierwsza misja minęła mi jak z pejcza strzelił w gołe poślady. I tak samo też się czułem 😉 Znowu to napiszę – dawno nie słyszałem tak zajefajnych kawałków w trakcie walk, proza i poezja.
Grafa jak na gierę z 2013 daję radę. Co jest najlepsze w gierkach o demonach? Że można puścić wodze fantazji i wykreować naprawdę walnięte scenerie – niektóre lokacje poważenie ryją beret, a piszę to jako wielką zaletę! (screeny tego nie oddają, trzeba zagrać, przystanąć, rozejrzeć się).


Ogólnie biegamy, i napierniczamy swym wielgachnym mieczem (prawie jak wiedźmin) miliardy kombosów. Do tego można se postrzelać, walnąć więcej kombosów i zrobić jeszcze większą rozwałkę przy użyciu kosy, shurikenów, siekiero-młota, czy po prostu z piąchy!
Gdzieś wyczytałem, że fani poprzednich serii nie będą uradowani mnogością kombo – nie wiem, nie grałem. Dla mnie wszystkiego było w sam raz, może nie za dużo i nie za skomplikowanie, ale wystarczająco żeby cieszyć. Jedynie w niektórych zręcznościowych poziomach moje palce, klawiatura i nerwy ledwo dawały radę – takie gry są mimo wszystko nastawione pod pada (chlip chlip od pecetowco-klawiaturowca).

O przeciwnikach nie będę się rozpisywał – jest ich dosyć. Tego trzeba potraktować mieczem, innego młotem, piątego przyciągnąć itd itp. Prawdziwa jatka zaczyna się na wyższych poziomach trudności, gdzie demony są przemieszane i czasami, jak już pisałem, moja klawiatura ledwo wytrzymywała ewolucje, które musiałem wcisnąć żeby ogarnąć ten tłum.
Za to nie omieszkam nie wspomnieć o bossach – jak dla mnie kolejne mistrzostwo artyzmu i projektowania. Szkoda tylko, że nie ma ich więcej. Jak zawsze w takich grach na każdego jest inny styl walki, ale tutaj nie sprowadza się to do zwykłej zmiany broni. Co prawda jak już się skuma czacze, to idzie łatwo – ale zanim znajdziecie sposób to … monitor leci za okno.. A na koniec walki nieodzowna cięta riposta Dantego – ech pikne!

Fabuła? Nie będę nikogo oszukiwał – nie powala (nie wiem czy w ogóle to to można nazwać fabułą?). ALE! Jest Dante.. czyli typowy “Boguś jaWASzapierdolęKURWA Linda”. Postać świetnie stworzona, która swym komentarzem, mimiką i nonszalanckim podejściem – i tak was rozwalę umrzyj.pl – po prostu ratuje każdą cut-scenkę i robi z fabuły coś, co po prostu warto obejrzeć..
Ale nie o głębokie przesłanie tu idzie – w tej grze liczy się czysta rozrywka – dla oczu, uszu i wszystkiego innego co tam się posiada. I ta rozrywka, zabawa i radocha jest cudowna.


Rozumiem, że nie każdy lubi takie gry, ale ta jest po prostu zacna. Sam jestem fanem gier, które coś nam przemycają, zmuszają do myślenia, przemyśliwania, posiedzenia na kibelku w zadumie dłużej niż wymaga tego fizjologia. Gry z głęboką fabuła, wyborami moralnymi, które miażdżą psychikę na kolejne lata, ściskające serca tudzież portfele oraz wyciskające łzy niczym największa cebula i ryjące beret do kwadratu. No dobra, kilka razy DmC próbuje poruszyć głębsze tematy – że niby ludzie są zniewoleni (poziom z napojem – każdy na pewno skuma) itd itp – i może dzięki temu historia w tej grze nie do końca jest miałka niczym obraz pod tytułem “biały kwadrat na białym tle”. Ale za chwilę wyskakuje Dante ze swoim grubym dowcipem i pozostaje tylko cieszyć japę zapominając o wszystkim innym!
Ta gra to po prostu pusta, czysta, piękna ROZRYWKA. Nie wiem ile razy w tym tekście użyłem wyrażenia „czysta rozrywka” – ale po prostu musiałem!. Zagrałem w DmC, nastawiłem się na prostą rozwałkę i dostałem jej tyle, że prawie spadłem z krzesła. Bawiłem się wybornie i z czystym sumieniem (nie wiem, czy mogę tak pisać o grze z demonami w roli głównej) POLECAM DmC: Devil May Cry.

Pozdro 10000. Teraz można se obejrzeć skrót na YT! Dajcie lajka bo Dante was odwiedzi!
MÓJ KANAŁ na razie ubogi, ale będzie się rozwijał!


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial