alien

Na początek, zanim w ogóle przejdę do wstępu, małe ogłoszenie: jeśli ktoś grał w Somę i mu się podobała, albo: ktoś jest wielkim fanem Obcego (i zna na pamięć teksty Ellen Ripley i Obcego również) – to nie ma ziomka na mariolę – po prostu nie ma sensu czytać dalej, Alien: Isolation to gra idealna dla takich właśnie osób – wciągnie Cię nosem i wysra rękawem – no trzeba zagrać!
W każdym innym przypadku lub, gdy ktoś po prostu mi nie wierzy (na pohybel niedowiarkom!) – zapraszam na wstępniak.

Zacznę od tego, że kiedy ograłem „Somę” (tutaj link do poczytania Klik!!!!), poczułem jakąś taką wewnętrzną pustkę.. Ktoś znacie to uczucie? Jak pogra się w coś, co zwali z nóg (a mnie Soma zwaliła), to potem, jak już się skończy taką grę, to jakoś tak pusto, nudno i najchętniej od razu walnęłoby się równie dobrego sequela, prequela albo co tam jest pod ręką w kuchni. No to zacząłem szukać gier podobnych klimatem do Somy i nie wiedzieć czemu wszędzie – w Google, w Steam – jako podobne pojawiał się Alien: Isolation. Nie będę ukrywał, nie byłem przekonany do tej gry, ba! nie miałem ochoty w ogóle w to grać. Po prostu po przeczytaniu kolejnych miliona recenzji Obcego stwierdziłem, że to nie mój klimat. Tym bardziej, że te recenzje jak zwykle są z dupy – jedni się zachwycają, w innych przeczyta się, że nędza i zgliszcza, gra średnia, mechanika do dupy, milion skryptów, nie idzie się skradać, nie straszy, wieje nudą, 5h mija zanim pojawi się Obcy, nie można go zabić, za dużo androidów, za dużo Aliena, za mało androidów – jeb 7/10. Ech, w co grać, panie premierze (czy też pani premier??), w co grać?!

No to mówię obadam temat na YouTube.. Dupa zimna.. Po obejrzeniu kilku gejmplejów, tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że gra jest nudnawa, nie dla mnie, i w ogóle jakaś taka..
Ale pewnego wieczoru (kiedy na TV4 kolejny raz puszczali Nostromo), mówię – dam gierce szanse, no jakoś tak się nakręciłem na klimat eksplorowania opuszczonego statku kosmicznego, że – trudno, albo mnie ta gra zaskoczy, albo o kant dupy pińset euro.

I gram! I powiem, że klimat trzyma od pierwszych minut. Zanim zacznę się rozpływać nad różnymi aspektami tej gierki, muszę napisać (co pewnie już nie raz pisałem) – nie jestem fanem, wręcz nie przepadam za typowymi horrorami co to z majtów wyskakujesz; nie lubię też skradanek, gdzie siedzisz 2h obmyślając misterną strategię wyjścia z pomieszczania do kibelka. No i.. w Alien: Isolation tego nie ma.. TAK! To nie jest typowy horror w stylu Amnesii czy innej Penumbry, gdzie po zagraniu idzie się spać z mamusią. To również nie jest typowa skradanka, gdzie pot leci za koszulę przy kolejnej taktyce, a żyłka pęka od nadmiaru rozkminy. Alien: Isolation to po prostu świetna eksploracja kosmicznej stacji, z elementami skradankowymi, trzymająca non stop w napięciu – po prostu strasznie podobna do SOMY – jak pisałem w tamtym tekście, taka gra nie-horror, a thriller. Gra, która trzyma człowieka cały czas ‚na bacznośc’, oraz daje ogromne poczucie zaszczucia i wiecznego zagrożenia (bardziej z tą specyficzną gęsią skórką na karku, gdy trzeba się obrócić, niż z kiślem w majtach przy kolejnej scenie grozy).

Ponieważ taki klimat mi jak najbardziej odpowiada, po prostu utonąłem w tej grze.
Kolejna uwaga – to gra z serii „gasisz światło, jesteś sam w domu i grasz na full, na słuchawkach”. Jak ktoś chce grać po obiedzie w dolby sorround hi-fi 8:1, to… niech se włączy Fifę.. Inaczej nie wyobrażam sobie grać w taką gierkę.
A grając w ten sposób, klimat po prostu wylewa się zewsząd. Jak dla mnie cudowna oprawa graficzna, stylizowana na filmy sci-fi lat 80/90-tych. Dosłownie czułem się jakbym grał w filmie „Obcy: 8 pasażer Nostromo”. Grafika ze swym specyficznym filtrem, gra świateł, a przede wszystkim miażdżące efekty dymu i ognia (dawno nie widziałem tak dobrze zrobionych efektów dymu czy pyłu i rozpraszającego się w nim światła). Do tego cała stylizacja – wyposażenie stacji, te stare komputery, kabiny, ekrany itd itp.. Wszystko cudownie ze sobą spasowane. Gra jest dla mnie cudowną kopią starych filmów o Alienie i przepięknie oddaje ich klimat. I na taki efekt trzeba się nastawić! Jak ktoś nie lubi takiej stylizacji, cały ten klimat szybko pryska.


Fabuła? Jest ok – historia jest wypełnieniem dziury w filmach o Obcym, w których w sumie jest tylko mała wzmianka o córce Ellen. A tutaj gramy właśnie Amandą Ripley, która po prostu chce się dowiedzieć, co stało się z jej matką. Niby wszystko zdaje się przewidywalne, ale jednak 2-3 postacie, które spotykamy, są nieźle zarysowane i w sumie cała historia może i jest banalna, ale w tym banale wciąga. Ma (nie będę zdradzał ile) zaskakujące zwroty (które nieźle mnie zaskoczyły!!) i po połączeniu z klimatem chylącej się ku upadkowi stacji Sewastopol (już sama nazwa wywołuje u mnie ciary) – no naprawdę daję radę. Zresztą mam wrażenie, że najprostsze historie, ale za to opowiedziane przez ciekawych bohaterów, są najlepsze. To nie jest tak, że ta historia jest słaba, albo że po prostu uciekamy przed Obcym i już.. Nasza bohaterka ma pewne motywacje (wiadomo – mamusia!), a poza tym my również chcielibyśmy się dowiedzieć, co się kurna stało na tej stacji, skąd się wziął tam Obcy i czemu wszyscy walczą o przetrwanie?! I w sumie powoli się dowiadujemy, jak pisałem – z nawet ciekawymi zawirowaniami fabularnymi. A gdy złoży się wszystko do kupy – historię, stację, bohaterów, walki ludzi o własne życie, cały ten klimat, to świat gry daje naprawdę niezłą imersję rzeczywistości i przede wszystkim wciąga!
Tę otoczkę fabularną nakręcają m.in. porozrzucane to tu, to tam w terminalach lub nie, różne maile i informację na temat stacji i jej mieszkańców, co właśnie buduje pewne poczucie dramatu zwykłych ludzi w kosmosie. Ktoś nie lubi łazić i czytać kolejnych maili z komputrów? – to znów klimat może wydać się mu płaski i bez majtów.
Ech te chwilę, kiedy czytam sobie radośnie sprawozdanie jakiś szmuglerów, a przez ramię zagląda mi Alien.. wtf? Niczego bardziej nie znoszę, jak ktoś czytający przez ramię i jeszcze się ślini i sapie.. mógł se sam uruchomić..

Jedynie ta nasza Amanda wydała mi się trochę ciapowata. Ale może to przez jakiś taki słaby model postaci (Lara Croft to to nie jest). Na marginesie – wyczytałem gdzieś, że w krótkim epizodzie Amandy w filmach, wykorzystano prawdziwe zdjęcia matki Segurney Weaver; te z kolei również posłużyły do stworzenia modelu z gry (lol – czego to ludzie nie wymyślą, choć smaczek ciekawy).


Skoro już zacząłem o Obcym.. Ktoś tam narzeka w jakiejś recenzji, że zanim się pojawi, to jest połowa gry. Hmm mi to nie przeszkadzało, ale może dlatego, że wiedziałem, że pierwsze 1-2h to czysta eksploracja bez Obcego. Tutaj klimat buduje się powoli, ale za to jak! Zresztą gra starcza na jakieś 15h i później nie raz zatęskni się za sielskim spokojem czystej eksploracji. A kiedy już spotykamy maszkarona.. sama scena jest wyborna, muzyka i cała oprawa sprawia niemałe ciary na ręcach.

A propos braku Obcego – jest taki epizodzik, kiedy wciskamy pewien przycisk i czekamy na reakcję (nie będę zdradzał na co czekamy – takich scen jest wiele, raz jest to winda, innym razem drzwi, jakiś mechanizm, czy wagonik kolejki); gdzieś wyczytałem, że akurat w tej scenie skrypt jest tak ustawiony, że choćby czekać do końca świata, to Alien i tak nie przyjdzie – a ja mimo tej wiedzy i tak co rusz odwracałem się do tyłu i czekałem z takim nerwem, że mi prawie gumka w gaciach pękła. Scenka świetnie wyreżyserowana i w pełni oddaje klimat całej gry, a muzyka wgniotła mnie w fotel, uczucie niesamowite, dla takich chwil chce się być graczem (choć to też kwestia nastawienia – pewnie u niejednego podobna akcja nie wywoła nawet skurczu rzęsy – cóż, niech żałują!).

Same akcje w stylu wyskakującego tuż przed graczem Obcego nie wiadomo skąd, minięcie się z nim na milimetry (ale mnie nie zauważył ufff), odjechanie windy w ostatnim momencie, wskoczenie pod biurko akurat na czas – no jest takich sytuacji milion. Robimy radosny krok do pokoju z zapisem stanu gry, a tam przemyka ogon Obcego – w tył zwrot! Najlepsze, że duża większość takich akcji nie jest wyreżyserowana i oskryptowana, a po prostu tak działa mechaniki tej gry, którą często rządzi czysta losowość (przynajmniej miałem takie wrażenie, a to mi wystarczy). Obecność Obcego, jak i sam Obcy są świetnie wykreowane i nakręcają dodatkowo grę. Epizody, gdzie maszkarona po prostu nie ma (choć jest ich bardzo mało, albo po prostu tak się tylko wydaję, że takie bywają), są tylko lekkim oddechem przed kolejnym starciem i świetnie wpasowują się w klimacik.


Co jeszcze mi się podobało? Kiedy ginąłem i akcja zaczynała się od nowa, to nie raz i nie dwa, kolejne starcie przebiegało zupełnie inaczej. Do tego moja ulubiona zabawa – napuszczanie obcego na ludzi, którzy byli dla nas niedobrzy (hehe – cudowne, gdy NPC się wybijają same). No i te androidy.. Włazę do pomieszczenia, patrzę: Obcego nie widać – no to idę na pewniaka, a tu gość za mną: „How can I help You” jeb jeb jeb – zatłukł mnie gołymi rękami.. Pikne. Gra w ogóle zaleca granie na poziomie trudnym, ale ja, że nie lubię nadmiernie ginąć, grałem na easy i bawiłem się wybornie. Dla mnie było idealnie. Były momenty, kiedy się napociłem i ginąłem, były momenty stresu i nerwówki, ale wszystko to było wyważone idealnie pode mnie (czyli przypominam – osobę, która średnio ogarnia tego typu gry; jesteś hardkorem? proszę bardzo, ściągnij se mody na poziome trudności uber mada-faka, sraka-ptaka najtmer).

W necie znajdzie się teksty, że w Aliena trzeba się po prostu nauczyć grać. I to prawda. Tutaj nie ma samouczka. Sam musiałem wyczaić jak działają różne pierdółki. Jasne, działanie czegoś o nazwie „hałaśnik” można wyczaić z samej nazwy, ale już fakt, że race używa się głównie do odwrócenia uwagi Obcego, to obadałem dość późno. No i te szafki! To poważnie ostateczność. Wszystkie schowki skrzypią tak, że wyłażąc z niej budzi się połowę stacji, a Obcy już do rączo zmierza w podskokach. Bardzo rzadko używałem wszystkich tych szafek i schowków. Za to pod biurkiem siedziałem często.

Cóż więcej? No nic – trzeba zagrać. Jeśli ktoś lubi filmy o Obcym, klimat filmów sci-fi lat 80/90-tych, podoba mu się Soma, chce poeksplorować i poodkrywać historię stacji Sewastopol, poznać losy córki Ellen Ripley, do tego to wszystko w klimacie wiecznego zagrożenia (Amanda ma chyba uda ze stali, bo 3/4 gry przełaziłem w kucka), z przepiękną grafiką, równie świetną muzyką oraz z idealnie oskrytptowanymi akcjami z jedynym takim Obcym w grach – WARTO WARTO WARTO!

Kloni.


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial