coj

No dobra, każdy Polak – patriota – powinien w to zagrać, ponieważ jest to gra stworzona przez naszych ziomków i już! Do tego można ją wyrwać już nawet za dolara, a to dla każdego polaka-cebulaka-janusza-biznesu musi coś znaczyć!

A teraz na poważnie – jakoś nie mam zamiaru się rozpisywać i trzaskać piętnaście stron rozkminy o zwykłej szczelałce. Kto nie bawił się w cowboyów? Kto nie oglądał westernów (albo jego tata – mój, jak leci jakieś stare westernicho to już pozamiatane, TV zajęte na 5h… ).
Pojedynki w samo południe, strzelaniny w miasteczku gdzie jest tylko jedna ulica i te dwa rzędy domów.. salooony, poker, panienki, koks, colty, koks, whiskey i te czadowe buty i pasy na broń! No dobra, jeśli kogoś to nie grzeje, to niech spada bawić się lalkami!

No więc musiała powstać też gra o cowboyach. Ok, tak naprawdę powstało ich kilka – jedne lepsze, inne gorsze. Niestety jedna z najlepszych gier tego typu nie została wydana na PC’ta (na pochybel konsolowcom – konsole do piachu! tylko piec!), więc skupiamy się na tym, co mamy na blaszaka.

Gunslinger to czwarta część serii – pozostałe były różne, jedna lepsza, inna bez piersi. Ponieważ te gry mają już swoje lata, ja skupiłem się na tej ostatniej.
Poza tym jest też coś innego, co przyciąga mnie do gunslingera. TAK! Oprawa graficzna! Nie każdemu się będzie podobać, ale dla mnie czadowa – komiksowa kreska, pełna kolorów, a zarazem tak łechcącą oko. W niektórych momentach naprawdę przystawałem żeby popodziwiać krajobrazy, a dobrze strzelony screen może walczyć w konkursie na najlepszy widoczek nawet z tymi z Wiedźmina 3 (na średnich detalach :P). No i te świetne arty w trakcie fabuły + humor gry! Minus tej całej kolorowości wszędzie wkoło był jedynie taki, że zanim zacząłem w tej ślitaśnej oprawie dostrzegać wrogów, musiałem się po prostu do tego wszystkiego przyzwyczaić!


Co się będę rozpisywał – wpadamy do saloonu schłodzić gardełko, a że jesteśmy znani, to po kolejnej szklaneczce opowieść o naszych szałowych akcjach szybko zaczyna się snuć w powietrzu. Ten sposób rozgrywki świetnie pasuje do klimatu dzikiego zachodu. Gramy w przygody, opowiadane popołudniową porą przy butelce whisky. Chwilami opowieści są bardzo podkolorowane (to przynajmniej tłumaczy ilość pokonywanych przez nas wrogów i uniki przed kulami); chwilami cofamy całą akcję, bo okazuję się, że ktoś ze słuchaczy zna inną wersję, więc zaczynamy misję od nowa w trochę innych okolicznościach (świetny motyw btw). W tym wszystkim pojawia się też jak dla mnie mega skąpany w klimacie dzikiego zachodu voice-acting (aczkolwiek trochę smutno, że zabrakło w polskiej grze, polskiego dubbigu – z drugiej strony prawdziwy cowboy musi mówić po amerykańsku!). Zresztą teksty i komentarze ziomków z saloonu towarzyszą nam cały czas w czasie gry i dodają całości jeszcze więcej klimatycznej otoczki. A moment, kiedy naparzamy kolejnych bandziorów, a nasz bohater nagle musi się odlać – pogracie, skumacie, śmiechniecie!

W całej opowieści spotykamy największych skurczybyków i największe sławy THE WILD WEST. Jest Billy the Kid, jest Jesse James, bracia Dalton, gdzieś tam przewija się Wyatt Earp i Doc Holiday (kto nie oglądał Tombstone ten faja! – najlepszy współczesny western z czaderską obsadą i klimaciorem wyrywającym majty z tyłka). No są wszyscy najwięksi i najszybsi twardziele.
A że z każdym mamy jakiś zatarg, to nie mogło się obejść bez niezapomnianych pojedynków – „kto pierwszy ten pipa” – przy okazji – trochę minęło zanim skumałem zasady i mechanikę tych pojedynków, ale gdy się już wciągnąłem, to naprawdę był nerw na czole i serducho w gardle.

Co dalej? No jak w westernie – mamy napad na bank, indian, kopalnie złota, napad na dyliżans i pociąg (z nieodzownym zaminowanym drewnianym mostem). Kilka lokacji daje po gałach – a miejscówka na bagnach prawie jak żywa!


Cóż więcej? Ta gierka nie powala mechaniką, czasem hitboxy kuleją, coś tam się nie klei, historyjka taka prosta (ale nawet ciekawie opowiedziane i może zaskoczyć), nie jest za długa (9h dla opowieści, ale są też inne tryby gry) – jednak na koniec i tak japa się cieszy przy kolejnych strzałach „między oczy”, zwolnieniach czasu kiedy miażdżymy pięciu na raz – a w tle komentarz gościa z saloonu kładzie nas na łopatki; jest dobrze, gdy unikamy kuli o włos, a setny już bandzior gryzie piach! Za 1$ naprawdę świetna rozrywka na wieczorową porę, by poczuć się małym chłopcem z coltem w ręku, a czasem nawet prawdziwym skurczybykiem naparzającym kolejnych badbojów.
Klimat wild west w pełnej krasie! Oprawa, dźwięk, humor, dziki zachód – dla każdego chłopca (a i dziewczynki), który od tych klimatów nie stroni – nic tylko grać!

pozdro
kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial