espop

O czym będzie ten tekst? Taka dłubanina ciekawostek ze świata e-sportu, czyli: zarobki, gracze, refleks, doping (?!), czity, haxy i inne pierdółki. Jak pisałem – coś dla wyjadaczy jak i świeżaków, polane moim sosem własnym!

AHA! – co prawda dziś e-sport to wiele różnych gier (nawet ultra street fighter miał swój turniej i niezłe nagrody), a do tego największe nagrody wypadają w takich grach jak DOTA2 i LOL, to ja jednak skupię się głównie na Counter Strike’u Global Ofensive.
cs

Co jest takiego w tej grze? Sam nie wiem. Nie grywam w CS’a – czasami mnie ciągnie, ale potem daje sobie jednak spokój, jakoś wolę te 1231423425h przeznaczyć na inne gry hehe. Ale mimo, że nie jestem graczem counter strike’a to jednak dałem się wciągnąć w ten świat. Lubie obejrzeć dobry meczyk, zobaczyć nadludzki refleks, a czasem zwykły fuks, dobry grupowy tajming czy też świetną współpracę albo jakiś śmiechowy fail. A jak jest do tego dobry komentarz (nie będę wskazywał palcem kto nagrywa najlepsze mecze CS’a), to po prostu ogląda się to naprawdę dobrze. Po tych wielu meczach, które wciągnąłem do kolacji, mogę nawet napisać, że w miarę kumam te wszystkie edwardy, standardy, palące, piwnie i inne dywany. Czym jest counter-strike? Chyba obraziłbym co po niektórych tłumacząc esencję tej gry. Po prostu napierniczamy z digla, auto-lamy czy tam kałacha we wszystkich noobów, wyzywając ich matki, płacząc na ping i czitując wallhackiem ile wlezie. Podsumowanie godne 13-sto latka. Jak jest naprawdę? Trudno to wszystko opisać… Trzeba samemu zobaczyć, skumać. I naprawdę nie trzeba być graczem cs’a, żeby cieszyć się z oglądania meczu i czuć satysfakcję z kibicowania topowym drużynom (patrz na mnie!). Zresztą, całe miliony drą japę, gdy Ronaldo strzela niemożliwego gola, a 90% tych ludzi nie potrafi dobrze kopnąć piłki! (z czuba się nie liczy!)

Zatem – zacznijmy od przyjemnych rzeczy! Każdy, kto gra w gry, marzył lub wciąż pewnie marzy o jednej jedynej takiej sytuacji… Żeby ktoś płacił mu za to, że gra w swoją ulubioną grę – i to płacił gruby hajs! No cóż, profesjonalni gracze chyba spełnili to marzenie.


ZAROBKI $$$$$

Nie będę tutaj wchodził za bardzo w szczegóły, posłużę się jedynie danymi z oficjalnych stron (m.in esportsearnings.com).
Większość topowych turniejów CS’a zamyka swoje pule w 250tys dolców, a za pierwsze miejsce drużyna otrzymywała zazwyczaj ok 100tys$$. Niestety trzeba to jeszcze podzielić na 5 lub 6 (bo jeszcze trener) i pewnie część oddać swojej federacji (bo gracze grają w profesjonalnych, zrzeszających różnych graczy temach). Według w/w strony najwięcej zarobił team Fnatic z Flushą na czele, który wyciągnął z samych turniejów jakieś 291tys. dolarów czyli …. ponad milion złotych. Gdzie są Polacy? Cała piątka naszych z virtus.pro zarobiła w granicach 140-160tys dolarów, co zresztą możecie sobie oblukać dokładnie na screenach niżej.
Dla porównania – dwa największe turnieje w DOTA 2 miały pule nagród ok 15-18 MILIONÓW dolarów, a główna nagroda dla pięcioosobowego teamu to 6 milionów. Najlepiej zarabiające gracze grają właśnie w DOTA2 i LOLA i mają na swoim koncie po 1-2 miliony baksów.

pula nagród dla różnych turniejów różnych gier źródło: esportsearnings.com

pula nagród dla różnych turniejów różnych gier
źródło: esportsearnings.com

 

maksymalne kwoty dla turniejów jak i pojedynczych graczy źródło: esportsearnings.com

maksymalne kwoty dla turniejów jak i pojedynczych graczy
źródło: esportsearnings.com

Oczywiście to tylko oficjalne zarobki z turniejów. Do tego trzeba doliczyć zyski z wszelkiego rodzaju reklam i sponsoringu, które pewnie są porównywalne lub nawet wyższe. No i oczywiście taka pierdoła jak Twitch. Nie będę się tu rozpisywał o donejtach dla Jarka “Pashy” polskiego bicepsa, który nie raz dostał 15tyś dolarów za nagrania swoich meczy.
W tym wypadku rządzi ziomuś o nicku mortar2k, który podarował już tyle pieniędzy różnym graczom CS’a, że głowa odpada. No ale jak się pochodzi z Zjednoczonych Emiratów Arabskich, to kto bogatemu zabroni?;)


DOPING I HAXY

Gdzie w grę wchodzi wielka kasa, tam i wygrana za wszelką cenę przysłania ducha realizacji.

Każdy kto grał w jakąkolwiek grę online, która ma jakiś system rankingowy, na pewno nie raz spotkał czitera (albo sam nim był, co by podreperować sobie swojego peniska).
Czy można zrozumieć czitera? No chyba nie, aczkolwiek jest mała różnica między ziomkiem, który po prostu jest tak słaby, że ręce i majty opadają, więc co by mieć cokolwiek z życia – odpali sobie jakiegoś haxa; a profesjonalnym graczem, który w ten sposób zarabia grube pieniądze i… oszukuje… Skala powagi robi różnicę. Ale czy faktycznie jest to różnica? W końcu oszust za free i oszust za milion dolarów to wciąż oszust…

Pewnie wiele razy w czasie transmisji meczów CS’a widzieliście, jak któryś z graczy idealnie celuje na głowę kogoś zza ścianą, mimo, że na 10000% go nie mógł widzieć. No cóż – dla mnie to po prostu przypadek, tym bardziej, że każdy pros trzyma celownik na wysokości głowy, a gracze i tak mają często główne miejscówki, gdzie podchodzą i czekają na przeciwnika, więc naprawdę to chyba nic dziwnego, że czasami ktoś poceluje kogoś przez ścianę. Gorzej jak faktycznie przez tą ścianę walnie headshota – ale kto coś takiego widział na oficjalnym turnieju?
Przykład?
Wciąż uważam, że to tylko przypadek, który sprawia wrażenie wallhacka, a to dlatego, że my widzimy „ghosty” przeciwników


 

Jest tylko małe „ale”. W 2014r. trójka graczy z górnej półki zarobiła VAC-bana za używanie programów trzecich w czasie gry. Do niesławnej trójcy należał m.in KQLY z Titan – całkiem niezłej ekipy z Francji. Jeden z komentatorów e-sportu twierdzi, że nie był to typowy toporny chamski czit w postaci, np. wallhacku (bo coś takiego łatwo wykryć), ale były to bardzo subtelne ułatwiacze, które tylko nieznacznie poprawiały, np. celowanie; i przy tak wielkim poziomie gry profesjonalnych graczy, bardzo ciężko było odróżnić faktycznego skilla i nadludzki refleks z autentycznym czitem. A jak wiemy, na tak wysokim poziomie gry, każdy szczegół, każda setna część sekundy (o czym za chwilę) – naprawdę może robić różnicę.
Oliwy do ognia dolał jeden ze zbanowanych twierdząc, że 40% profesjonalnych graczy używa w/w wspomagaczy. Na razie nic nikomu nie udowodniono i pewnie nigdy się nie dowiemy czy to prawda. A nawet jeśli? To już chyba pytanie natury filozoficznej… Wolimy nie wiedzieć, że gracze używają czitów i cieszyć się z ich „cudownych” akcji i przepięknych meczy (i wtedy nam to nie przeszkadza), czy też mimo wszystko potępiamy oszustów nawet jeśli każdy używa haxów?

Tutaj muszę dodać jeszcze małą „aferkę” na Dreamhack Winter 2014 (w sumie zaraz po ujawnianiu skandalu tych 3 haxów), która mi narobiła niemałego bulwersa. W półfinale (chyba?) – w każdym razie w meczu pomiędzy Fnatic – LDLC, drużyna fnatic użyła małego exploitu, wykorzystując niewidzialny piksel przy ścianie. Dzięki temu byli w stanie podsadzić się w miejscu, w którym kontrolowali pół mapy i… przez to tak naprawdę wygrali mecz. Oczywiście było odwołanie, potem kontrodwołanie fnatic (że niby LDLC też używało zabronionego boosta) – koniec końców Fnatic zrezygnowało z dalszej gry. Pomijam fakt, że tak renomowana drużyna używa takiej techniki na oczach wszystkich w wielkim turnieju… No cóż później twierdzili, że używali jej od 2 miesięcy i uważali ją za część mechaniki gry, która na to pozwala… A przecież wiadomo, że takie rzeczy gracze wynajdują testując grę dla Valve, więc musieli sobie zdawać sprawę, że jest to nadmierne wykorzystanie błędu niewidzialnego piksela – przynajmniej ja tak to widzę! ALE! Bardziej mnie poruszyło, że używali tego przez 30min meczu, na oczach wszystkich, a w tym czasie komentatorzy i publiczność wręcz zachwycała się tym pomysłem i nikt nie wziął tego za exploit… Czy tylko ja uważam ten boost za oszustwo????
 

fnatic

fnatic1


Co jeśli chodzi o doping?
Znów jakiś czas temu – były zawodnik Cloud9 – Semphis, stwierdził, że gdy grał w tej drużynie, wszyscy używali dopingu pod postacią leku o nazwie Adderall. Są to pochodne soli amfetaminy używane podczas leczenia m.in ADHD, a u zdrowych osób mogą poprawiać koncentrację, zmniejszać zmęczenie i zwiększać pobudzenie.
adderall
Po tym wydarzeniu ESL zapowiedziało współpracę z agencjami antydopingowymi i badania graczy CS’a na substancje poprawiające koncentracje. Wcześniej brak było jakichkolwiek regulacji w tej sprawie… Czy jednak brak przepisów pozwala na oszukiwanie? No cóż jeśli chodzi o doping w profesjonalnym sporcie (a esport zaczyna wielkimi krokami doganiać największe i najbardziej dochodowe dyscypliny konwencjonalnego sportu), to mamy naprawdę cienką granicę między tym co już jest dopingiem, a co jeszcze nie. Rozumiem, że zakazuje się np. anabolików czy erytropoetyny (substancji odpowiedzialnej za stymulację syntezy krwinek). Jednak leków czy nawet preparatów ziołowych, albo nawet odpowiednich suplementów diety na poprawę koncentracji jest aktualnie tyle, że naprawdę ciężko powiedzieć, gdzie jest granica między po prostu naturalnym przygotowaniem, a już dopingiem… Czym się różni specjalna dieta czy też niskotlenowy trening zwiększający poziom epo w organizmie, od po prostu przyjmowania epo, skoro efekt jest taki sam! Na marginesie – ten problem ominięto w kolarstwie w taki sposób, że bada się krew kolarzy w skrócie na jej gęstość (co jest odbiciem ilości czerwonych krwinek, a więc poziomu syntezy erytropoetyny) i tak – jeśli kolarz am zbyt „gęstą” krew (upraszczam, żeby każdy skumał), to nie jest dopuszczany do wyścigu.

Jak pisałem, gdy do sportu, czy tutaj esportu – wchodzą ogromne pieniądze (a stają się one aktualnie coraz większe), to chęć zarobku przewyższa wszystkie wartości, a nakłady finansowe na środki z pogranicza legalności, które mogą pomóc w wygraniu i zarobieniu tej fury kasy – również rosną. Mam wrażenie, że wraz z rozwojem esportu, doping w tej dziedzinie również zacznie się rozwijać – o ile już nie jest rozwinięty. Tym bardziej, że regulacje w tej sprawie dopiero się rodzą, środków farmaceutycznych na poprawę koncentracji jest trochę, a w CS’ie, gdzie rolę odgrywają setne części sekundy – naprawdę każdy szczegół może mieć znaczenie w drodze do zwycięstwa.
BTW – dlaczego nie zabrania się energetyków? W grze, w której naprawdę czasami mgnienie oka może przesądzić o wygranej, taki redbull może faktycznie przechylić szalę zwycięstwa… Czepiam się?

A co powiedziecie o dopingu genetycznym? WTF ziom??? Dziś na razie nieśmiało wspomina się o jego wprowadzaniu do profesjonalnego sportu. A, że znów kwoty np w piłce nożnej są nie do ogarnięcia mózgowo, to stworzenie czegoś tak abstrakcyjnego za miliony dolarów, po to by zarobić miliardy, naprawdę może nie być fikcją. Jak to działa? Tak jak terapia genowa – czyli w skrócie: wirus posiada zakodowaną w swym materiale genetycznym informację np. o jakiejś cząsteczce białek mięśni, następnie wirus ten wprowadza ten kod do naszych komórek, które przechwytując go, zaczynają produkować tę cząsteczkę, zwiększając np. masę mięśniową – nie do wykrycia. Oczywiście to jest abstrakcja, ale możliwości jest tysiąc. Dziś terapia genowa nie jest jeszcze dostępna komercyjnie, ale są pacjenci w próbach klinicznych (np. z niedostatkiem białek odpowiedzialnych za krzepnięcie krwi), którzy w ten sposób są leczeni i to działa. Wyobraźcie sobie, że w przyszłości gracz CS’a ma modyfikowany kod genetyczny, żeby produkował więcej neuroprzekaźników w mózgu zwiększających koncentrację – wiem science-fiction, ale czy na pewno?

A eugenika? Ktoś wie co to jest? Takie krzyżowanie ludzi, by w kolejnych pokoleniach wydobyć najlepsze genetycznie cechy człowieka – czyli tworzenie przez odpowiednie parowanie ludzi – nadludzi. Ktoś czytał Wiedźmina? Nie będę spoilerował, ale ten temat był mocno wałkowany w sadze Sapkowskiego… Niby kolejna abstrakcja. Aczkolwiek są teorię, że to wciąż się dzieje w naszym świecie. Najlepsi gracze CS’a (znaczy się kobieta i mężczyzna), mający razem dziecko, które będzie jeszcze lepsze od rodziców? Teoria – aczkolwiek praktyka i genetyka działa trochę inaczej.

Od tworzenia genetycznych mistrzów esportu przechodzimy do … szkół esportowych. Pierwsza w Polsce klasa o profilu „esportowym” powstała podobno w technikum w Kędzierzynie-Koźlu. Zamiast matmy będą najierniczać w de_dust! No nie do końca, ale czy to jest dobry pomysł? Może za 30lat to będzie normalność, ale dziś? Hmm sam nie wiem.

BTW skoro poruszamy już kwestie predyspozycji genetycznych do grania w gry czas na …

REFLESK

Chyba nikt się nie będzie kłócił, że żeby być dobrym graczem, trzeba mieć refleks więcej niż szachisty, a timing niektórych prosów wykręca gały.
Mały przykład poniżej:


 

Pytanie czy to tylko refleks? fuks? albo obie rzeczy na raz? Zresztą podobnych filmików znajdziecie kolejny milion w necie, a sam nie raz widziałem (w czasie oglądania meczów turniejowych) takie reakcje, że włos się jeżył w majtach (znaczy się takie dobre). A sytuacje, kiedy nawet nie widziałem piksela przeciwnika – BOOOOM! HEADSHOT! – tysiące! I jakież to piękne!

Jak to wygląda z naukowego punktu widzenia? Trzeba wziąć pod uwagę, że czas reakcji jest ograniczony przez ludzką fizjologię – bo impuls np. wzrokowy (czyli to co zobaczymy) musi odpowiednią drogą nerwową dotrzeć do mózgu, a potem do odpowiednich mięśni, żeby one zadziałały (czyli wciskamy klawisz myszki). A ponieważ impuls ten rozchodzi się w komórkach z odpowiednią prędkością, logiczne jest, że czas jego przejścia od punktu A do punktu B, musi mieć pewną minimalną granicę, której nie da się przeskoczyć (to tak łopatologicznie). Zatem! Czas ten trochę się różni dla bodźców słuchowych i wzrokowych, zależy od wieku, wytrenowania, ale też od…. PŁCI (zaraz do tego dojdziemy). Średnio czas reakcji dla różnych ludzi to ok 160-200 milisekund, czyli 0,16 sekundy. Zresztą można to sobie w miarę prosto sprawdzić, wykonując różne testy, których w necie jest od zasrania (wpiszcie se reaction time test). Najprostszy, który każdy pewnie kiedyś robił, to start i zatrzymanie stopera – przyznać się! każdy kiedyś tego próbował 😛
W profesjonalnym sporcie używa się granicy 0,100s poniżej której uznaje się falstart – twierdząc w ten sposób, że człowiek nie jest w stanie zareagować szybciej. Podobno najlepszy był sprinter Surin Bruny uzyskując w półfinale sprintu na 100m mistrzostw świata z 1999r – 0,101s. Fuksiarz i tyle!

Problem CS’a jest taki, że reakcja nie zależy tylko od zauważenia wystającego piksela przeciwnika. Nasz mózg (a szczególnie mózg wytrenowanego sportowca) analizuje tysiące zmiennych, często poza naszą świadomością. W ten sposób ułatwia nam wiele zadań. Jak to działa? Świetnym przykładem są bejsboliści. Ktoś obliczył, że profesjonalny miotacz rzuca tak szybko, że ludzkie oko nie jest w stanie tego zarejestrować i odpowiedzieć na tyle szybką reakcją, by taką piłkę trafić pałką. Więc jak trafiają te skurczybyki? Uważa się, że w toku wieloletniego treningu mózg pałkarza przyzwyczaja się do całej gamy zmian w ułożeniu rąk i ciała miotacza – poza świadomością sportowca analizuje układ ciała miotacza i dzięki temu „wie” kiedy ten wykonuje rzut, dlatego może wystarczająco szybko zareagować, a tym samym zawodnik trafia „niemożliwą” piłkę.
Wnioskuję, że tak samo dzieje się w czasie meczu CSa. Mózg graczy „widział” już tyle meczów, że reaguje nie tylko na widok piksela, ale analizuje wszystko wokół, np. dźwięk tupnięcia i w ten sposób przewiduje, że przeciwnik zaraz wyskoczy zza murka, a tym samym daje sygnał do strzału w idealnym momencie. I tak dalej…

Tutaj też dochodzimy do tej sławetnej pamięci mięśniowej. Żeby nie było – mięśnie nie mają „pamięci” i w żaden magiczny sposób nie przechowują schematów odpowiedniego ułożenia ręki przy odrzucie z kałacha. Pamięć mięśniowa to prawdziwa pamięć w naszej łepetynie, jednak poprzez powtórzenie akcji milion razy, mózg by optymalizować naszą pracę, wytwarza szlaki nerwowe omijające elementy kory (czyli to co jesteśmy świadomi) i prowadzi impulsy poza ośrodkami świadomości, wprost z mięśnia do mięśnia. Dzięki temu ma się wrażenie, że robi się coś z automatu. Np. ja tak wpisuje PIN do bankomatu. Wniosek? Jak chcesz być olofem musisz napieniczać w CS’a non stop, bez przerwy na siku i luj!

A co z kobietami? W pewnych badaniach wykazano, że kobiety mają gorszy czas reakcji niż mężczyźni, ale za to reakcja ta jest bardziej dokładna. Co jest lepsze w grze – szybkość czy dokładność? Nikt nie wie… I tu dochodzimy do tematu…

KOBIETY eSPORTU
Czemu w topowych drużynach nie ma kobiet? Czemu w topowych turniejach nie ma kobiecych drużyn? I dlaczego w CS’sie tworzy się osobne turnieje dla kobiet i mężczyzn? Przecież nie powinno być żadnych różnic płci w jakości grania w gry. Rozumiem różnice fizyczne i fakt, że kobieta pobiegnie wolniej na 100m niż sprinter męski, ale w grze?
Zanim odpowiem… Nacieszmy oczy kobiecymi zespołami, bo naprawdę istnieją 🙂

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies, drużyna LOL’a

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

No więc, czemu nie ma topowych drużyn kobiecych? Cóż, odpowiedź jest prostsza niż ktoś się może spodziewać… Kiedy rodziła się scena esportu, to głównie faceci ją tworzyli i przechodzili na profesjonalny gejming (m.in. dlatego, że facetów statystycznie gra po prostu więcej w CS’a). I ci gracze grali tak długo, że dzisiaj mają ogromnego skilla i ciężko im dorównać. Kobiecy eposrt dopiero zaczyna i kobiety po prostu dziś jeszcze nie doszły do takiego poziomu, jaki prezentują aktualnie topowe teamy. Może w przyszłości te różnice się zatrą i będziemy oglądać konkurujące ze sobą drużyny kobiet, mężczyzn i mieszane też. Niestety, dziś kobiety grają odrębne turnieje, bo nie byłyby w stanie nawiązać walki w tych topowych „męskich” drużynach. A, że ich skill jest mniejszy, mniej osób to ogląda, mniejszy jest przez to zysk, mniejsze tym samym nagrody (dla porównania- nagroda w Katowicach dla kobiet to 30tys, dla facetów 250tys), a jak zysk mniejszy to mniej dziewczyn się garnie do profesjonalnego grania i koło się zamyka…

To tyle – oglądajcie dziewczyny! bo przecież chcemy ich więcej w esporcie (tych ładnych ofc – ale ze mnie świnia!)


SKINY
Na koniec jeszcze tylko wzmianka o obiecanym na samym początku – najdroższym skinie do broni.

Nie będę już dawał całej rozkminy, co ja o tym wszystkim sądzę! Ale lubię kiedy gra fajnie wygląda i sam kiedyś długo grałem w pewne mmo – a tam faktycznie fajna czapka czy ładniejsza zbroja, robiły dla mnie różnicę. I w sumie mogą zrozumieć fenomen skinów, chyba można nawet napisać, że to pewien wyznacznik “zajebistości” (tak – specjalnie daje w cudzysłowie) ale kurna 1000zl za wzorek na kałaszku albo nożu? Hmm może to po prostu kwestia podejścia. Jak ktoś zarabia 20k dolców to faktycznie te 250$ to jak dwie dyszki na pół litra dla kogoś, kto w Polsce ledwo dociąga do średniej krajowej.
A przecież broń ozdabia się już od kiedy.. ludzie tę broń tworzą. Im większy wojownik, tym bardziej odwalona giwera. Taka już chyba ludzka natura, więc i gracze chcą mieć swe narzędzia zagłady pięknie przyozdobione.

No dobra, każdy gracz CS’a wie, że najdroższym skinem jest M9 Bayonet Cromson Web Factory New StatTrak, który podobno sprzedał się za 23tys dolców.

skiny

Podobno… Bo większość twierdzi, że ten screen to ściema. ALE – niżej screen z mojej przeglądarki.

ebayskin

Gdzie leży prawda? Chyba nikt już do tego nie dojdzie, bo dziś fejkowych aukcji, screenów a nawet fejkowych gejmplayów z AWP drgon lore ze StatTrakiem, jest mnóstwo i Dragon Lore’a temu, kto byłby w stanie dojść, co dziś faktycznie jest prawdą.

Fakt jest taki, że najlepsze skiny (najbardziej rzadkie) dochodzą cenowo do 1-2tys dolarów.
A co będzie, gdy więcej dziewczyn zacznie grać na profesjonalnym poziomie?
Będziemy mieli takie skiny!

źródło: facebook.com/csgoladies

źródło: facebook.com/csgoladies

A na koniec końców – coś, co znalazłem na którejś ze stron ze sprzętem komputerowym – śmieszny bajer dla fanatyków 🙂
csklawiatura

pozdro kloni.


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial