deep

Revel The Deep – taki mały indyk. Nie wiem skąd go wyciągnąłem – chyba wyświetlił mi się w polecanych Steam, albo rzucił w oko na jakiejś stronie. I pewnie bym nie zagrał, ale gejmplay z youtuba przesiąkał jakimś takim mrocznym klimatem, że aż mi ciary na mózgu wylazły, a co najważniejsze (ale ze mnie sknera!) – ta gra kosztuje 1 dolara (a w przecenach podobno nawet i 50 cenciszy). Czyli za 4 złote (dobre piwko), kupiłem se rozrywkę na 120min. I nie żałuję!

Czemu tak bardzo jaram się ceną tej gry? Mały offtop – dzisiaj panuje jakiś taki trend, żeby tworzyć różne indycze gry, które w wielu przypadkach są naprawdę dobre, a czasami wręcz porywające, jednak ich rozgrywka starcza na max 2-3h i co gorsze przejście ich drugi raz zazwyczaj mija się z celem. Może i przełknąłbym ten fakt, że przechodzę grę nie dopijając szklanki herbaty nawet do połowy, bo część z tych gier to naprawdę świetne growe opowieści i często na dłuższą rozrywkę nie miałyby sensu – ALE! 20 euro za 2h grania? Serio? Zaraz ktoś powie, że to nie jest dużo, że ktoś przecież musiał stworzyć tę grę i ciężko na to pracować, że przecież w kinie oglądamy też jakieś 120min zadymy nieczęsto za 50 dyszek itd. Ale 80zl za grę niezależną na 2h grania? Taki wiedźmin kosztuje 50 euro i starcza na 100h, a można nawet i z 200 ugrać – skala nieporównywalna. A przy Reveal the Deep miłe zaskoczenie – skończyłem gierkę w niecałe 2h, bawiłem się świetnie i zapłaciłem za ten cudowny czas nieco ponad 4zł. Można? MOSZNA!
*offtop-end

Co to za gra? W ogóle po jej skończeniu zacząłem się przez moment zastanawiać, czy można takie rzeczy wciąż nazywać grami. Niby sterujemy postacią, eksplorujemy, czasem nawet coś przełączymy, czy też wejdziemy UWAGA – w interakcję – ale przy dzisiejszych pomysłach na rozgrywkę w grach, trudno w Reveal doszukiwać się jakiejś innowacyjności, czy porywającej mechaniki. Nie znajdzie się tu łamiących zakręty mózgowe łamigłówek, ani wykręcających palce etapów zręcznościowych. Trzeba zapomnieć o napierniczaniu napalmem w hordy wrogów, czy też skradaniu się na tyły ekhm.. przeciwnika… Tu po prostu łazimy sobie po zatopionym statku i powolutku próbujemy odkryć jego tajemnicę.
Więc cóż takiego jest w tej „grze”? Nie będę oryginalny i też nie mam zamiaru wymyślać tysiąca poetycznych epitetów do nazwania siły tej gierki – po prostu jest KLIMAT.

1

To kolejna z tych gier, gdzie obowiązkowo gasi się światło i co najważniejsze – gra na słuchawkach! Jakość głosu i podwodnych dźwięków zmiata z fotela. Nie pamiętam, kiedy grałem w grę, w której tak ogromną rolę odgrywał dźwięk i przy tym był tak genialnie stworzony.

Pikselowy art również dodaje uroku. A zaczynamy grę jako nurek gdzieś na dnie oceanu w jakimś wraku i próbujemy skumać o co kaman. Nie będę się za wiele rozwodził, bo gra jest króciutka i wyjdzie, że dłużej będzie trwało przeczytanie tego wpisu niż przejście samej gry. No dobra – wspomnę tylko, że nasz nurek ma pewną ciekawą umiejętność gaszenia światła swojego skafandra, a co z tego wynika i czemu tak się dzieje – trzeba sprawdzić już sami. Do tego dochodzą porozrzucane po wraku przeróżne notatki i wpisy. Bez tych zapisków ciężko poznać całą historię i wsiąknąć w ten klimacik, a jak już pisałem jest on, że .. hoho!

3
2

Mógłbym jeszcze napisać, że gra ma głębie – bo w końcu jesteśmy na dnie oceanu – że statek nazywa się Eurydyka, a Eurydyka to żona Orfeusza, po którą ten wybrał się do Hadesu, a w drodze powrotnej złamał zakaz, obejrzał się i stracił żonę na zawsze (każdy zinterpretuje sobie to sam); no a jedna z głównych bohaterek notatek to Beatrycze czyli można by rzec na podstawie Boskiej Komedii – uosobienie wielkiej miłości… STOP Chyba przesadzam z tą interpretacją, czuje się jak na języku polskim – niemniej jednak gra do zadumy nad ludzkim losem, przeznaczeniem i ciemną stroną tudzież jądrem ciemności!

Poczucie wielkiej samotności, głębi, wszechogarniająca pustka, a całe te odczucia potęgowane niesamowitą oprawą dźwiękową (może przesadzam, ale dobra jest!). Czy to wciąż prawdziwa gra komputerowa? Po tych króciutkich 120 minutach i minimalnej aktywności mechaniki mam pewne wątpliwości, ale na pewno była to świetna rozrywka na samotny pełen zadumy i dreszczyku wieczór (przy jednym jump-screanie prawie wskoczyłem z fotela do szafy gubiąc majty i mocz). W sumie skoro świetnie się bawiłem klikając w klawiaturę i oglądając wirtualny świat, to jednak w ogólnej definicji „gry” Reveal the Deep pewnie się mieści. Za cztery złocisze? Nie ma co grzeszyć skąpstwem – trzeba zagrać wieczorową porą te 2 godzinki, bo warto!


kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial