trinep

OK na początek muszę się wytłumaczyć – nie pograłem sobie wystarczająco w pierwszą i drugą część Trine – w sumie to tylko kiedyś przeleciały mi przez ekran i już… No dobra – raz włączyłem, czyli w sumie nie grałem. Dlaczego o tym piszę? Bo w każdej recenzji Trine 3 przeczytacie, jaka ta gra jest słaba w porównaniu do poprzedniczek (w tym podobno GENIALNEJ drugiej części) – tego brak, tamtego nie ma, fabuła słaba, brak rozwoju postaci, ogólnie gra niedorobiona bla bla bla bla…
No więc po zagraniu w “trójkę” muszę stwierdzić, że faktycznie są rzeczy, które mogłyby działać ciut lepiej, a mając świadomość jak działały w poprzednich częściach podsumowuje ten wstęp w taki sposób – jeśli jesteś fanem Trine, a w trzecią część jeszcze nie grałeś to… no…. możesz się rozczarować! Mimo wszystko – TYLKO „możesz” – cała reszta zależy od nastawienia. Ja na nic się nie nastawiałem, a na pewno nie na cudownego spadkobiercę serii. Do tego zapłaciłem za giere po taniości jakieś 4zeta i świetnie się bawiłem.

Do tej gry trzeba podejść na luzie, bez oczekiwań, bez wspomnień z pozostałych części, bez spiny – i myślę, że może nie powali was wtedy na glebę, ale na pewno bajkowość tej gierki (wylewająca się z każdej dziury) – wciągnie was dość szybko.
To po prostu nie jest kolejna część Trine, raczej taki mały, luźny spin-off poprzednich części.

Sakramentalne – „a więc” – A więc Trine 3, to kolejna gierka z jakiegoś bundla za śmieszne pieniądze (chyba deweloper wie, że nie do końca mu wyszło z tą grą i co rusz rzucą ją w promocji). I kolejny raz gra, która powala mnie oprawą graficzną. Znowu to napiszę – jasne grafika to nie wszystko, są gry przy których wystarczy edytor tekstu i wsiąkasz bez mydła. Ale wszystkie gry to pewien rodzaj hmm można by rzec sztuki i każdy element ma swoją wartość. A tutaj? No jak patrze na te cudowne, kolorowo, słitaśne trójwymiarowe krajobrazy to.. no kisiel w majtach. Nastrzelałem chyba z milion screenów – właziłem na kamyki, wieże i inne pierdoły byle tylko walnąć se kolejną wyczadzistą samojebkę. Szkoda, że nie można ich wrzucić od razu na fejsa czy innego instagrama – powinni taką opcję od razu strzelić z menu samej gry, co by się nie męczyć!


I chodzi mi o to, że to nie są tylko ładne tekstury, fajne światło czy pieprzpięty x1000 antyaliasing – po prostu cały projekt graficzny, lokacje, pierdółki, rozwalające się skrzynki, drzewka, stwory i inne pierdoły – wszystko to tworzy naprawdę przepiękne widowisko. Tam się rusza, tu się kręci, tam coś łazi, ech… Praca kamery może czasami nie jest doskonała, ale daje radę, a te trójwymiarowe (i ruchome!) widoczki sprawiają, że to wszystko po prostu płynie!! To pierwszy z powodów dla których WARTO!

Poziomy? Oprócz grafiki – wszystko inne (czyli projekt lokacji) – po prostu ze sobą współgra, a platformowość gry jest naprawdę przyjemna. Czasem nawet trzeba się spocić, żeby gdzieś tam wleźć – więc powód nr 2 zaliczony!

Fabuła? Eeee nie kumam tego świata do końca i chyba nie ma co się nastawiać na oskarowy scenariusz, ale gadki i dialogi naszych ziomków mogą wywołać błysk uśmiechu na gębie – czyli powód trzeci też mamy – pośmiać się można 🙂
Jest tylko jeden problem – w wielu recenzjach spotkałem się ze stwierdzeniem, że gra nie została ukończona i nie mogłem zrozumieć o co chodzi dopóki nie zagrałem. Nie ma co spoilerować (choć też nie ma za bardzo co) – sami zobaczycie (ten minus się nie liczy i kij z tym!)

Czas na zagadki logiczno-wyżynająco-palce-i-klawisze-klawiatury! Jakoś tak nie było strasznie trudno, wszystko tutaj jest w miarę proste, spójne i nie łamałem sobie czachy żeby przejść za kolejny mostek. Nie tylko grafika płynie, gejmplay też – po prostu lecicie, podziwiacie, rozwiązujecie kolejną przeszkodę i lecicie zbierać gwiazdki dalej. To co mi się spodobało, to sposób przechodzenia niektórych lokacji – naprawdę część przeszkód można było pokonać na 3-4 różne sposoby – w zależności od pomysłu na zgranie swoich kompanów. Mam wrażenie, że w kilku miejscach wymyśliłem sposób przejścia danego poziomu, którego twórcy nie przewidzieli hehe. I to w sumie sprawiało niezłą frajdę!


Gierka wciągnęła mnie na tyle, że wymaksowałem wszystkie poziomy i zdobyłem wszystkie osiągnięcia STEAM w jakieś 9h gry – yeah baby! Ale ok – nie było to zbytnio trudne – mimo to gra porwała mnie na tyle, że mi się chciało, a to już o czymś świadczy. Czyli odznaczam na liście – powód „dlaczego warto” nr 4.

Nr 5 na plus to (i tutaj będę nudny jak śledzie w majonezie) – muzyka i dźwięk. No pasuje do tego bajkowego świata i kurna *piii**

Pod numerem szóstym powodów, dla których warto zagrać w Trine 3 to projekt poziomu „wewnątrz księgi” – no czadowy pomysł i świetnie wykonana lokacja – wielkie wow, musicie zagrać, żeby to zobaczyć.

Nr 7 – oprawa graficzna – wiem kurna, że drugi raz, ale ja decyduję co się liczy i czemu warto – GRAFA RZĄDZI! (nawet pomijając fakt, że dostaje oczojebu od ilości kolorów i święcącego fioletu!)

I biorąc całość do kupy – 7 na plus, i jeden minus – czyli gra arcydzieło! Nie no dobra, bez żartów… Nie zrozumcie mnie źle – po prostu to nie jest gra, na którą wszyscy czekali – to nie jest kolejna i lepsza odsłona serii, to nie jest apogeum umiejętności twórców – ale mimo wszystko to bardzo fajna, luźna, miła dla oka i ucha, PRZEPIĘKNA gierka na niedzielne popołudnie (a 3D naprawdę jest superaśne). To po prostu luzacka przygoda, niezbyt mocno wymagająca gierka, ale mimo wszystko dająca duuuużo radochy. Taki casualik, gdy chcecie sobie miło odpocząć gdzieś tam pomiędzy kolejnym meczykiem na de_dust2, Dark Souls 3, a kończąc pojedynek z Kasparowem w master chess simulator 12.


GRAĆ!

PS Grając w tę gierkę przypomniał mi się pewien growy klasyk – The Lost Vikings – jedna z gier Blizzardu z 1993r., która patrząc na gejmplay, była chyba jedną z głównych inspiracji dla twórców Trine. Sprawdziłem – dziś dalej ta giera daje radę, więc polecam sprawdzić samemu KLIK!!!

kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial