hl2

Jeśli komuś nie chce się czytać – małe podsumowanie gejmplayu w krótkim klipie YT
 

 
Przy okazji polecam również toplistę ciekawostek ze świata HL kLiK!!!!!


Ok – zanim ktoś zacznie wybrzydzać, czemu polecam część drugą, a nie pierwszą – małe wyjaśnienie.
W dzisiejszych czasach Half-life może się okazać grą trochę archaiczną, a że tekst kieruje do ludzi, którzy w tę serię nigdy nie grali, w pełni mogę zrozumieć, że dla osoby przyzwyczajonej do dzisiejszych mega produkcji, taka właśnie gra, może zupełnie nie zrobić wrażenia… No cóż Half-life faktycznie był przełomem, ale 18 lat temu (lub 12, jeśli mówimy o części drugiej). M.in. dlatego (choć może nie powinienem) – wrzuciłem HL2 do kategorii klasyków (a niech ma!). No więc nie oszukujmy się – aktualnie wiele rzeczy może od tej gry odrzucać – a szczególnie oprawa wideo… No wieje trochę teksturami i kwadraturą! Ale dobra! wiem! – oprawa wideo się nie liczy i inne temu podobne teksty… Wiadomo o co chodzi, tłumaczyć nie będę – gra ma już swoje lata i tyle. Mi jednak (nawet teraz) gra się w obie części wyśmienicie, a ponieważ mam wrażenie, że druga część jest na dzień dzisiejszy „bardziej na czasie”, do tego fabuła, mimo że jest kontynuacją, to w sumie nie przeszkadza w ograniu serii od końca – zatem więc zawżdy polecam najpierw zagrać w Half-life 2, a później, gdy stwierdzi się, że miałem rację i było warto, to polecam rzucić se okiem także na część pierwszą. Wtedy historia, o tym, jak ten biedny Gordon się w to wszystko wpakował, stanie się jaśniutka niczym białe gacie wyprane w perwolu.

Jeszcze mała uwaga – jest taki fanowski mod – Black Mesa, który jest jakby remejkiem pierwszej części HL. Powstaje chyba od 2012r. i wtedy był jeszcze darmowy. Grałem w niego właśnie, gdy był za free i muszę powiedzieć, że była to świetnie odrestaurowana część pierwsza – może nawet z grafiką lepszą niż w dwójce. ALE! Aktualnie mod ten w ogóle nie posunął się do przodu – wciąż brakuje finałowych poziomów spoza laboratorium Black Mesa (nie zdradzam szczegółów dla porządku fabuły) i niestety kosztuje (LOL!) 20 euro… Pozostawię to bez komentarza… Wspominam o tym, ponieważ gdyby ktoś w jakiejś niezłej przecenie, miał jednak dostęp do tego moda, a jest fanem half-life, to naprawdę warto go wypróbować.

No dobra, a teraz czas na sedno! Ostrzegam – nie zamierzam się rozpisywać (hehe). Half-life 2 to typowy szuter z perspektywy okagłowy (FPP synu!), gdzie lecimy wyznaczoną ścieżką, kosimy przeciwników, zbieramy kolejne giwery i ratujemy świat, a raczej siebie i przyjaciół.


Fabula tutaj mnie jakoś nie powala. Mam wrażenie, że pod tym względem część pierwsza (szczególnie 20 lat temu) była czymś znacznie ciekawszym i odkrywczym. Dwójka już średnio. Świat opanowany przez obce stworzenia, w którym ludzie walczą o wolność, a w tym wszystkim Gordon Freeman i tajemniczy pan z teczuszką. W sumie niedopowiedzeń i pewnych niejasnych niuansów jest sporo, dlatego zapraszam do wspomnianego wcześniej tekstu o ciekawostkach. Jasne, idealnie byłoby zagrać w pierwszą część, żeby chociaż wiedzieć skąd się wzięliśmy i WTF w tym świecie, ale wydaję mi się, że na początek dla niezdecydowanych, naprawdę nie zrobi to, aż tak dużej różnicy. A może wręcz zagranie w drugą część zachęci kogoś bardziej do części pierwszej – co by obkumać czacze i wsiąknąć w magię „pół-życia” (wiem, kurna, że tytuł się tak nie tłumaczy!). Znam ludzi, którzy odbili się od pierwszej części, a potem trafili na drugą i bawili się świetnie. Do fabuły za chwilę wrócę!

Ale co wyróżnia HL2 (nawet dziś)? No cóż, aktualnie deweloperzy dostali jełopa na punkcie sandboxów, ilości godzin rozrywki i dodatkowego contentu. Najlepiej niech przejście z jednego końca mapy na drugą trwa tydzień czasu rzeczywistego, przy okazji pierdyliard znajdziek, i już kompletnie nie wiem, gdzie jestem… A wciąż piszę o FPP, a nie rasowym RPG!
Hakf-life 2 to z kolei gra, w której podążamy bliżej określoną, liniową ścieżką, ale skonstruowaną w taki starodawny sposób, że w innej grze-wielkim-sandboxie szybciej znajdzie się drogę do celu, niż na prostej jak strzała drodze w HL. Ta gra to przedstawiciel wymarłego mam wrażenie gatunku fps’ów, gdzie nie raz stoi się na liniowej mapie, w jakimś magazynie, czy korytarzu i… no nie ma bata, nie wiadomo, gdzie iść!! Powaga!! A do tego to, co mnie urzekło w tej gierce. Mianowicie – tutaj nie ma interaktywnego przycisku na ścianie, który wali po oczach z kilometra żeby go wcisnąć. Nie znajdzie się w tej grze cut-scenki czy quick-time eventu, gdzie wciskamy po prostu klawisze i oglądamy radośnie jak nasz bohater odwala gruz spod drzwi… NIE! Tutaj każda dźwignia, czy ta będącą nieporuszalną teksturą, czy też ta, którą trzeba przełączyć – wygląda tak samo! Ile to razy klikałem w tekstury drzwi, które były zwykłymi teksturami (ja pierniczę, ale siara!). W HL jak droga jak zawalona, to trzeba każdą deseczkę podnieść i samemu odrzucić. Po prostu większość takich ukrytych przejść i ścieżek trzeba odnaleźć i/lub wykonać takie niby mini-zagadki, w stylu poukładania kartonów żeby wyżej wskiknąć, albo zrobienia odpowiedniej przeciwwagi żeby coś przeciążyć i otworzyć przejście (że niby na zasadzie wagi, jakby kto nie kumał). Czasami trzeba się rozejrzeć, oblukać co zrobić żeby podążać dalej i… po prostu to zrobić! Bo żadna cut-scenkowa postać nie zrobi tego za nas – i właśnie ta imersyjność jest siłą tej gry!

W HL2 jest pewna lokacja, Revenholm, która jest jedną z najlepiej zaprojektowanych lokacji w historii gier i do dziś robi na mnie mega wrażenie.. Nie grafiką, wydotryskami i cut-scenkami… Nie, kurna! Po prostu świetnym rozplanowaniem lokacji i ścieżek oraz cudowną interakcją z otoczeniem. Nie jest to może idealne miejsce, gdzie można każdą ścianę wyburzyć itp. Nie o to mi chodzi. Ta lokacja, to takie opuszczone miejsce, mini-miasteczko, gdzie ktoś poustawiał pełno pułapek (przeróżnych, różnistych) – ale nie na nas, ale na stwory, z którymi my też walczymy.. A, że w tej lokacji amunicji prawie nie ma, cała zabawa sprowadza się do wciągania przeciwników w te pułapki, pułapeczki. A to coś spuścimy im na głowę, a to podpalimy, a to jeb głowa ucięta, itd.. Pewnie każdy zna (a jak nie, to pozna), cudowną w swej prostocie broń grawitacyjną – przyrząd którym możemy przyciągać i rzucać różnymi obiektami. Można powiedzieć, że gravity gun to znak rozpoznawczy half-life. Moja ulubiona zabawa w Ravenholm? Łapiemy se tarcze piły i…. ciach – strzelamy we wrogów, którzy jak ciamajdy ustawili się w rządku.. ups… No jest radocha na gębie przy poczwórnym ścięciu tułowia 🙂 Można se walnąć śluby jak Longinus Podbipięta z Ogniem i Mieczem (np. „nie umówię się z żadną laską, dopóki jednym strzałem z piły nie przetnę 5 zombiaków na raz!”)


Miałem jeszcze wrócić do fabuły. Po pierwsze – jest ona o wiele lepsza w dodatkach i dlatego polecam przejść także i oneż! A po drugie chciałem też napisać, że drugim mocnym punktem tej gry, jest nie sama historia, ale sposób prowadzenia opowieści. Tutaj wszystko opiera się o silnik gry! Jak pisałem, nie ma cut-scenek, we wszystkim uczestniczymy my, osobiście, przed własnym monitorem – rozmowy czy momenty bez walki, gdy musimy coś stworzyć, wykonać itp. W tym wszystkim uczestniczymy własną osobą, jako gracz, w samym środku – a nie gdzieś tam obok oglądając kolejny przerywnik. Do tego wszystkiego, fabuła jest opowiadana poprzez całe otoczenie gry. Nie usłyszy się tutaj skrótu opowieści z ust przypadkowego NPC. Żeby poznać ten świat i zrozumieć, co się tu w ogóle dzieje, trzeba się rozejrzeć wokoło i posłuchać miejscowej fauny i flory. Cała opowieść tworzy się przez pełną otoczkę gry. Wszystkie rozmowy mijanych NPC, napisy na ścianach, plakaty, przechodzący obok nas ludzie, zachowanie innych NPC’ów, lokacje same w sobie, kolejne zadania, jakie nam się przydziela – to wszystko tworzy niesamowitą całość i opowiada nam historię pośrednio poprzez najnormalniejsze przebywanie i obserwowanie świata gry. Daje to wyczadziste poczucie imersji i wsiąkania w świat gry po same majty. A same dialogi to z kolei mistrzostwo sarkazmu, inteligentnych docinek (czy tam dla niektórych – docinków) i ukrytych żartów.

Nie ma co się rozpisywać – trzeba zagrać. Może dzisiaj jest milion innych gier z lepszą oprawą audio-wideo i cudownie płynną mechaniką. Ale w żadnym innym FPP nie znajdzie się tak namacalnego świata i tak dużej imersji. W ten świat się wsiąka! I choć czuć już lata tej gry na karku, to mimo tego warto zagrać.

kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial