gierki

Jak wspomniałem gdzieś już wcześniej – gierka jest grą planszowo-towarzyską i bez dziewczyny/żony/chłopaka/męża/konkubenta/czy-innej-zołzy nie ma szans zagrać. Do tego grę sygnuje Andrzej Mleczko (o którym za chwilę), a skoro mamy Mleczkę, nie obejdzie się bez tony seksistowskich żartów – innymi słowy: jeśli nawet ktoś ma już drugą połówkę, ale jego wiek schodzi w okolice tuzina, to również niech sobie odpuści.

Jeszcze tylko gwoli mojego wytłumaczenia – jestem fanem gier komputerowych, ale też ogólnie pojętej rozrywki, więc różnymi poza-komputerowymi grami, również nie pogardzę. Wszystko co ma w tytule „gra”, to coś dla mnie – „gra wstępna” też może być.
Jednak mimo wszystko, gry papierowe (poza fabularnymi) są mi raczej obce, więc nie będę się tu wymądrzał znajomością mechanik i porównywał techniczne wykonanie pionków – po prostu polecam gierki małżeńskie jako zwykły ziomek zza rogu, kumpel od piwa, czy inny swój chłop.

A więc po kolei.

Gra powstała przy udziale rysownika Andrzej Mleczki – specyficznego satyryka, którego chyba każdy zna. A jeśli ktoś o nim nie słyszał, to poniżej wrzucam moją subiektywną galerię najlepszych rysunków A.Mleczki, co by zrozumieć klimat gierek małżeńskich.


A.Mleczko wydał też podobne do Gierek Małżeńskich planszówki, że niby w serii – „Kariera polityczna” i „Korporacja” – ale słyszałem, że są trochę gorsze (nie grałem i jakoś mnie nie ciągnie). Widziałem, że są też dostępne zwykłe karty w stylistyce rysunków Mleczki i muszę powiedzieć, że dają radę. A 25zl, jak ktoś grywa w tysiąca albo remika, to chyba nie jest dużo (nie żebym reklamował – po prostu fajne są).
*Update – obecnie pojawiły się też nowe gry, kubki i jeszcze wiele więcej. Te nowe gierki podobno nie są złe, ale nie urywają nogi (znów – nie miałem okazji wypróbować, a może i szkoda), niemniej dla każdego fana Mleczki super sprawa.

Ale wracamy do tematu gierek małżeńskich!
Przyznaję – podjarałem się tą gierką po obejrzeniu kilku youtuberów, grających w to ze swoimi żonami/dziewczynami. W sumie mam wrażenie, że właśnie przez te akcje na YT, gra zrobiła się tak popularna, że na jakieś 3 miesiące wyczerpał się jej nakład i nie można jej było nigdzie dostać (LOL?).
No ale kupiłem i pograłem – i naprawdę warto było, a nawet wciąż jest!

Po pierwsze to, co mi się mega spodobało już przed kupnem – gra ma w sobie wszystko, czego potrzebujesz żeby w nią zagrać. Nic mnie tak nie wkurza, jak wydanie 150zl na grę planszową, po czym okazuje się, że żeby zagrać musisz mieć jeszcze kości, kartkę, pisak, talię kart, stół 10×10 metrów albo po prostu dostajesz w pudełku ino instrukcję, a resztę zrób se sam. A tu nie! Z całą grą, w pudełku, jest wszystko, co potrzeba – no wiadomo: plansza i karty do gry, są pionki, mini-butelka do kręcenia, mazak (poważnie – dają pisak do gry, a nawet dwa!), dwie zmazywalne tabliczki do malowania kalambur, a nawet ściereczka do tych tabliczek, jest też mini klepsydra do odmierzania czasu, są nawet woreczki strunowe do żetonów i pionków oraz gumki recepturki żeby spiąć karty (wiem, że pierdoła, ale jak się potrzebuje recepturkę, to nagle jej w domu nie ma, mimo, że jeszcze przed chwilą ktoś miał cały pęk i strzelał prosto w nas) – a na koniec mamy pliczek wuczerów, które można po wygranej nad żoną wypisać, i odebrać sobie obiecany SEX wtedy, kiedy właśnie będzie bolała ją głową (bo, ponieważ, gdyż przegrała i obiecała oddać nagrodę, kiedy tylko sobie zażyczymy! – ech marzenie ściętej głowy).


No dobra – a więc mamy cały pakiet wszystkich duperełek i możemy grać. O co kaman? W sumie gra jest dla jednej pary lub dwóch, trzech albo czterech. Przy czym gra sam na sam ze swoją połową jest średnia, bo po prostu szybko się kończy i nie daje tak wiele śmiechu, jak partyjka w kilka osób. Także polecam grać w 2-3 pary – im więcej tym lepiej – sprawdzone! W grze chodzi o to, że co turę osoba z pary porusza się o jedno pole i wykonuje zadanie w zależności od pola, na którym stanie. Nie rzuca się tu kośćmi żeby określić ilość pól, o które mamy się przesunąć (chociaż gdyby znacząco wydłużyć planszę i wprowadzić taki element – to myślę, że gra byłaby jeszcze ciekawsza). Tu po prostu mamy 10 pól – co turę idziemy jedno pole do przodu i wykonujemy jedno zadanie. A mamy cztery rodzaje zadań – kalambury (no wiadomo), zadanie typu „tabu”, pytania na zgodność par (para musi niezależnie od siebie podać odpowiedź na jedno pytanie dotyczące ich związku i gdy się zgadzają, dostają punkt), i na koniec zwykle pytania z wiedzy ogólnej.

Kalambury wiadomo – chociaż wg instrukcji w kalambury gra się w parze – jedna osoba z pary rysuje, druga zgaduję, a para przeciwna czeka – to my modyfikowaliśmy grę tak, że zgadywali wszyscy grający, bo tak było po prostu o wiele ciekawiej. Przy kalamburach pojawia się kategoria pozycji seksualnych i niestety … w większości partyjek tę kategorię po prostu odrzucaliśmy. Nie żebym się nie znał!!! (jestem mistrzem każdej pozycji), ale kto zna pozycję „kula ognia” (?!?) albo „pędzący żółw” (?) – a weź to narysuj i niech ktoś to zgadnie…
Jeśli chodzi o tabu, to jest w miarę zbalansowane i sensownie zaprojektowane.
Pytania o wiedzę.. no cóż… W jakiejś recenzji znalazłem, że są fajne, ciekawe i średnio-trudne… Kurka wodna! Pytania w stylu „który składnik jest obowiązkowy w pizzy hawajskiej” nie są średnio-trudne, tylko w kija łatwe… No bez jaj! Znajdzie się co prawda kilkanaście takich co łeb wykręca, ale akurat tutaj twórca gry się nie popisał. Rozwiązywaliśmy ten problem w taki sposób, że jeśli czytający pytanie uznawał je za zbyt banalne to dobierał kartę jeszcze raz lub dwa i już.
No i wisienka na torcie – pytania w parach. Kwintesencja tej gry. To na tym tysiące par się rozkładało, rozpadały się wieloletnie związki, a pies nie wiedział komu zostanie przyznany przez sąd rozwodowy… A poważnie? No jest śmiesznie i… już 🙂 Dobrze znająca się i mająca do siebie dystans para, albo nie będzie miała problemu z odpowiedzią, albo będzie miała po prostu mnóstwo śmiechu przy błędnych odpowiedziach. Grałem w to kilkanaście razy z różnymi parami i za każdym razem była mega beka i nic poza tym. Aczkolwiek nie były to pary młode stażem i w sumie mogę sobie wyobrazić taką 5-tygodniową parkę z motylami w brzuchu, która WIE o sobie już wszystko – i takaż para na pewno po pierwszej błędnej odpowiedzi pokłóci się na śmierć (znaczy się – żeńska część tej pary strzeli focha). Także nie jest to raczej gra na sam początek znajomości – zresztą na początku związku to raczej gra się w co innego 😉


Na koniec jeszcze jedna moja mała modyfikacja – gra jest dość krótka, więc zazwyczaj graliśmy best of 3, czyli do 2 zwycięstw, albo nawet i więcej, bo inaczej po 20min. był już koniec.
Samych kart jest dość dużo, a większość ma zadania podwójne (po 52 z każdej kategorii x2 czyli po 104 pytania/zadania), a więc ryzyko, że pozna się na pamięć większość pytań albo kalambur jest raczej niskie – chyba, że ktoś zamierza w to grać non stop przez 7 dni w tygodniu, to faktycznie po 5 dniach będzie już nudno…

Podsumowując – jeśli ktoś jest w stabilnym związku i ma podobnych znajomych, to naprawdę warto wydać te 130zl – śmiechu i zabawy na weekend przy piwko jest mnóstwo, gierka starczy na długo, a do tego – oprócz małego stolika, tudzież trawnika z kocem i oczywiście zakochanych par – nie potrzebuje nic więcej.
AAAA no i panowie mają szanse wygrać vucher na darmowy seks lub ulubioną kolację (do spełnienia o dowolnej porze dnia i nocy) także WARTO ZAGRAĆ!

kloni

PS Jeśli ktoś lubi gry towarzyskie polecam także grę komputerową Keep Talking and Nobody Explodes, która to świetnie łączy wirtualną rozrywkę z papierowymi grami towarzyskimi i daję MNÓSTWO zabawy! Do poczytania w linku poniżej.

Keep Talking and Nobody Explodes – czy warto zagrać?

Gra dla co najmniej dwóch osób, a może i piętnastu! Czas by poczuć się, jak prawdziwy saper – te emocje, te napięcie! Gwarantowana fura śmiechu, mega kłótnia i tony bluzgów – a co drugie wasze zdanie będzie nominowane do „najlepszego ostatniego zdania przed śmiercią” („ten zielony mam przeciąć??”)


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial