choroba1

Tym razem na warsztacie subiektywna lista najciekawszym chorób z gier. Kilka wymyślonych, kilka zerżniętych z podręcznika chorób zakaźnych i kilka wymysłów z dupy, które jednak mogą się kiedyś pojawić i wtedyż zrobią ciary na plerach. Jak zwykle w tym wszystkim stosowny naukowo-szyderczy komentarz vel. K.Czubówna (nie będę gorszy niż CDPRed – kto nie grał w drugi dodatek do Wiedźmina i nie kuma – ten lama)

autentyk z trasy! koty i psy już nie są modne autentyk z trasy!
koty i psy już nie są modne
 
 

LECIMY!!


„Wampir pożywia się krwią swoich ofiar, a następnie spiernicza do krypty w formie nietoperka”
11. The Elder Scrolls IV: Oblivion – wampiryzm i porfiria

No nie mogłem se darować wampiryzmu, kurna! Wiem, że to nie jest choroba, ale jednak istnieje kilka hipotez, co do powstania legend o wampirach, które opierają się właśnie o autentyczne choroby (a właściwie jedną konkretną grupę chorób). I właśnie to wykorzystuje Oblivion. Co prawda wciąż trwają naukowe (tak, kurka – naukowe!) spory o pochodzenie i genezę legendy o wampirach, to jednak w większości prób wyjaśnienia tych opowieści pojawia się tajemnicza choroba czyli poczciwa porfiria. Ok, wszyscy wiemy, że wampiry po prostu żyją se wśród nas, a żeby się ukryć rozsiewają ploty o domniemanej przyczynie powstania legend o samych sobie. Ale wracając na ziemię – właśnie porfiria, a dokładniej Porphyric Hemophilia występuję w The Elder Scrolls IV: Oblivion jako choroba, którą możemy się zarazić i stać się wampirem.

vampir1

Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem mechaniki samego wampiryzmu z obliviona (przypominam, że to gra z 2006r.). Będąc wampirem i wychodząc na światło słoneczne dostajemy określoną ilość obrażeń na sekundę – możemy to niwelować posilając się krwią innych. Do tego w zależności od czasu od ostatniego “posiłku” dostajemy odpowiednie bonusy jak i ujemne statystyki (np. spadek odporności na ogień, czy zwiększoną siłę), albo dodatkowe umiejętności. A na koniec – zostając wampirem zmienia się nasz wygląd. Zanim jednak zamienimy się w przebrzydłego latającego krwiopijce możemy przez jakieś 2-3 dni trwania choroby po prostu się wyleczyć. Później próba usunięcia wampiryzmu jest już bardziej skomplikowana i wymaga odpowiedniego questa i pierdolniętych składników na odtrutkę (ofc czosnek musi być!). Cóż, może nie jest to odkrywcza i urywające głowę mechaniką, ale tysiąc dzisiejszych “super-produkcji” jest często dużo bardziej uboższa.

zmiana wyglądu źródło: TES wikia zmiana wyglądu
źródło: TES wikia

A o co chodzi z tą porfirią? W skrócie grupa chorób, w których zaburzone jest powstanie barwnika krwinek czerwonych, a substancje z których ten barwnik powstaje czyli różne różniste porfiryny (ponieważ nie są używane do produkcji krwi), odkładają się w tkankach organizmu dając najdziwniejsze objawy. Czyli! – nadwrażliwość na światło, czerwienienie skóry od promieni UV lub nawet oparzenia słoneczne, czerwona barwa moczu (od porfiryn), czerwono-szare przebarwienie zębów, zanik dziąseł i tym samym wrażenie wydłużonych zębów, czasami wypadanie lub nadmierny porost włosów, nadwrażliwość/uczulenie na allicynę czyli składnik czosnku itd itp.. Weźcie se to wszystko do kupy i jeb macie wampira.

Porfiryny, które nie są przekształcane w nieprawidłowych szlakach metabolicznych, mogą też odkładać się w mózgu i być przyczyną przeróżnych zaburzeń psychicznych. To jest jedną z podstaw hipotezy jakoby szaleństwo różnych postaci historycznych miało być związano z chorowaniem na porfirię. M.in. posądzano o to szalonego króla Anglii Grzegorza III (podobno jakiś kronikarz widział jak siurał na niebiesko). Mimo badań (w tym badań genetycznych), nigdy nie zostało to potwierdzone – jednak część porfirii może nie mieć podłoża genetycznego, a być chorobą nabytą i pojawić się po różnych lekach/toksynach. Były też hipotezy, że niby na porfirię chorował Van Gogh, król Nabuchodonozor oraz Vlad III Dracula – władca rumuński, uważany za wzór powstania legendy o drakuli. No spoko…

 


“W oddali można zauważyć tradycyjnego kowboja, który sra po krzakach i po swych gaciach również”
10. Oregon Trail Series – Biegunka
BIEGUNKA! a dokładniej w tym przypadku dysenteria, czyli sraka krwią spowodowana infekcją bakteryjną jelit (ale czad!)

southpass

dysentery

Chyba nie będę opisywał mechanizmów sraki…
Ale była taka gra – Oregon Trail Series z 1971r.! – gdzie próbowaliśmy bezpiecznie przeprowadzić osadników do Oregonu. Oprócz hordy Indian, kojotów i bandziorów, można było po prostu zesrać się w gacie i umrzeć z odwodnienia. Zresztą w tej grze były też inne choroby – jak chociażby ospa, tyfus czy cholera.
Czemu o tym w ogóle pisze? Bo była to chyba pierwsza gra, a było to już ponad 45lat temu, gdzie wykorzystano chorobę w mechanice gry w celu wpływania na przebieg rozgrywki.
Poza tym gra ta była podobno bardzo popularnym “programem edukacyjnym” w amerykańskich szkołach w latach 80-tych. W Polsce raczej wszystko to co opisałem wyżej…. nic mi kurna nie mówi! Jednak zdanie “You have died of dysentery” było (i jest? niby tak znane i popularne w USA, że swego czasu zagościło nawet na koszulkach.

dysenteria shirt
A propos – przy biegunce wywołanej bakterią cholery można wysrać 10-20litrów płynów na dobę i umrzeć z odwodnienia… 20 litrów sraczki? Nie polecam sobie tego wyobrażać – bleeeeee

 


„A tutaj widzimy wyraźny i okrutny przykład szaleństw sobotniej nocy…”
9. Wasteland 1&2 – Pustynna opryszczka

Sry, ale nie mogłem sobie tego darować (:D) Przy okazji grę Wasteland 2 polecam wszystkim starym pierdzielom, którym łezka w oku się kręci na samo słowo Fallout! A innym też polecam – ale o tym w osobnym tekście niedługo.
Tymczasem, zarówno w pierwszej części Wasteland jak i w drugiej, można złapać przenoszoną drogą płciową wysypkę ekhm – no wiadomo czego. W pierwszej odsłonie gry do zarażenia dochodzi po barabara z…. trójnogą prostytutką (wut?!). Natomiast w 2. części jedną z opcji zarażenia jest jeden z questów w Las Vegas, ale nie będę zdradzał szczegółów.

wl

Jest nawet osiągnięcie STEAM za zarażenie się chorobą weneryczną – „gorączka sobotniej nocy”. Swego czasu to osiągnięcie było nawet przyczyną mini protestu wobec Steam, ale widziałem chyba gorsze acziwmenty.

Przy okazji skoro już poruszam temat post-apo – w Fallout 2 jest pewien quest o polskiej nazwie: „Odwiedź Filis”, a w języku wyspiarzy – „See Phyllis”. Dla kumatych inaczej – brzmi całkiem jak syfilis.
A sam quest jest o pielęgniarce, która martwi się mała ilością dzieci w Vault City i problemem sterylności hehe. Mieli poczucie humoru.

 


“Wirus. Najbardziej śmiercionośna cząstka białkowa we wrzechświecie – albo i nie!”
8. Różne gry i różniste wirusy

Dobra.. Tutaj wrzucam wszystkie wirusy do kupy… Wirus zombie, t-virus, z-virus, dupa-virus, ch**-virus itd.
Nie przepadam za wplataniem wirusów do fabuły gier… Mam wrażenie, że zazwyczaj deweloping takiej gry wygląda tak:
game-designer1: ok! mam zajebisty pomysł! Będziemy walczyć w grze ze zmutowanymi ludźmi, którzy są prawie-nieśmiertleni i zjadają ludzkie mózgi
game-designer2: no dobra, ale jak to wytłumaczymy fabularnie? Skąd one się wzięły?! Przecież to nie ma sensu..
game-designer1:: no…. wirus!
game-designer2: Zajebiste, robimy to!

Masz pomysł na świetną grę, ale nie masz pojęcia jak wyjaśnić powstanie mutantów/super-rasy/zombiaków/epidemii/końca świata/kij-wie-co-tam-jeszcze? Jebnij se wirusem…

Wykorzystanie wirusów do wszelkiej maści tworzenia zmutowanych historii nie zna granic..
A chciałem przypomnieć, że z punktu widzenia biologii nie jest to takie proste. Po pierwsze wirus to tylko nośnik krótkiego kodu genetycznego zamknięty w białkowej otoczce. Musi on mieć specjalnie receptory żeby dostać się do ludzkich komórek, potem mieć inne białka, żeby nie zostać w niej rozpoznanym i nie być zjedzonym przez ludzki system immunologiczny, następnie musi być odpowiedni kod genetyczny, żeby mógł on wpasować się w ten człowieczy, a na koniec – modyfikacja genetyczna czyli rzecz na odrębny referat na pićset stron – w skrócie nie jest to kurna takie łatwe, a wbudowanie choćby malutkiej informacji genetycznej i zmienienie tak skomplikowanego organizmu jakim są chociażby ssaki – to już prawie niemożliwe. Wystarczy spojrzeć jak powoli rozwija się terapia genowa. A co dopiero mutacja całego organizmu w coś zupełnie innego.
O możliwości wywołania objawów podobnych do zombiakowatości i nie zabiciu przy tym organizmu przez wirusy pisałem już TUTAJ!!

No dobra, dałem upust swojej frustracji na temat bzdurności wszedobylskich wirusów w grach. Co prawda gry to przecież fikcja, więc możemy pofantazjować.. Razi mnie tylko jak często po tę fikcję, z braku innych pomysłów, twórcy gier sięgają.

A więc mieliśmy:

C-Virus, G-Virust T-Virus i jeszcze kilka innych w całej serii Resident Evil – seria która dopracowała do mistrzostwa produkcję całych ton przeróżnych wirusów. Niektóre używane do mutacji, inne do zabawy, kolejne do terroryzmu itd. itp.
źródło: RE wikia źródło: RE wikia
 

FEV virus – Forced Evolutionary Virus z serii Fallout – czyli przyjemniaczek odpowiedzialny za powstanie mutantów z serii. Nie będę się rozpisywał, bo musiałbym za dużo spoilerować, a może ktoś jeszcze nie grał (serio ktoś nie grał?!?!?!)
źródło: FalloutFacts źródło: FalloutFacts
 

Hyper-evolutionary virus ze Starcrafta – kolejny wirus powodujący mutację, tworzyny przez królowe Zergów – znów nie będę spoilerował
Zarażony Terran źródło: SC wikia Zarażony Terran
źródło: SC wikia
 

i jeszcze kilkadziesiąt innych by się znalazło…

A ponieważ coś tam wspomniałem o terroryzmie, napiszę tylko, że chyba łatwiej używać prostych, tanich w hodowli i silnie zabójczych bakterii jak chociażby banalny wąglik (kto zapomniał sławne liściki?) niż skomplikowanych i trudnych w kontroli wirusów. A gdyby zrobić grę o rozpyleniu wąglika nad Nowym Yorkiem??? EEEE bakteria? nudne.. zróbmy to z wirusem… Dlaczego wirus nie jest dobry dla terroryzmu? Bo jest drogi w produkcji, bardzo trudno stworzyć faktycznie takiego, który byłby groźny i zabójczy, a inżyniera genetyczna kosztowałaby miliardy…
Chyba że… wykorzystać se wirusa ospy prawdziwej. Niektóre szczepy wirusa ospy prawdziwej (śmiertelnej choroby z zamierzchłych czasów) miały śmiertelność na poziomie 95% zarażonych. W 1967 rozpoczęto na szczęście szeroką światową akcję szczepień, w 1977r. WHO ogłosiła całkowite pozbycie się ze środowiska wirusa ospy prawdziwej, a w 1980r. zaprzestano szczepień. Zatem dziś nikt z nas nie ma już odporności na tego wirusa. W 1999r. WHO i inne organizacje wydały nakazy zniszczenia wszelkich możliwych próbek wirusa, lub przeniesienie ich do 2 laboratoriów – w Moskwie i Atlancie. Podobno wszystkie kraje podporządkowały się temu nakazowi, jednak później wydano oświadczenia by zachować próbki dla badań na potrzeby innych epidemiamii – i tak do dziś śmiertelny wirus istnieje niby w tych 2 laboratoriach. Poza tym gdzieś podawano informację, że ZSRR prowadziło program broni biologicznej z użyciem tego wirusa i naprodukowało go w latach 80-tych ok. 20ton (podobno bardzo łatwo i tanio się namnaża) – nie wiadomo, czy wszystko zostało zniszczone. A na sam koniec dopowiem tylko, że wirus ospy prawdziwej tworzy w powietrzu świetny aerozol i przenosi się idealnie w powietrzu. Wystarczy pomyśleć co by było gdyby… Aaaa! A w 18-stym wieku biali kolonizatorzy ameryki wykorzystali rzeczy chorych na ospę, by zarazić i wytępić Indian. Poza tym uważa się, że ospa przywieziona przez Hiszpanów do Ameryki mogła spowodować śmierć nawet 3-4 miliona Indian.

I już na koniec – w 2014r. odkryto przypadkowo próbki wirusa w laboratorium Instytutu Zdrowia w mieście Bethesda – przypadek??!?!?!??!

 


“Na horyzoncie ojczyzna Krogan – zdziesiątkowana przez nieznaną do dziś epidemię czy tam inne gówno”
7. Mass Effect – Genophage

Skoro już jesteśmy przy wirusach i mutacjach…

Genofag to wymyślona broń biologiczna z gry Mass Effect, która powstała po to by znacznie zmniejszyć populację Krogan. Infekcja genofagiem powodowała poronienia, a tym samym – dopowiedzcie se sami…

Kroganie źródło - ME wikia Kroganie
źródło – ME wikia

Tak sobie myślę, że poszukanie w naszym świecie jakiegoś wirusa, który mógłby zadziałać podobnie, a tym samym wywołać plagę problemów ciążowych i zdestabilizować w ciągu kilku lat światową populację – nie byłoby trudne. Wystarczy chociażby spojrzeć na sławnego wirusa ZIKA, z Brazylii, który powoduje bezobjawową infekcją, ale u cieżarnych często uszkdza płód. A po igrzyskach olimpijskich – nie mam złudzeń – ten wirus będzie już na całym świecie. Ciekawe ile zarobi jakaś firma farmaceutyczna na lekarstwie, szczepionce, czy chociażby teście, do wykrywania tego wirusa. Kolejny przypadek?

 


“Retrowirus dostając się do wnętrza makrofagów i implementując własną nić DNA, zwiększa nadmiernie syntezę czynnika wzrostu nowotworów gamma, który z kolei gromadząc się w miocytach aktywuje szlak apoptozy doprowadzając do martwicy miokardium” (że co kurna???!?!)

6. FoxDie z serii Metal Gear Solid
No dobra – narzekałem, że deweloperzy gier idą na łatwiznę z wirusami, nie mają pojęcia o biologii i mikrobilogii i lecą se w kulki.. Nie Hideo Kojima. Na marginesie ten koleś jest jebnięty… Tekst z cytatu to moje uproszczone tłumaczenie faktycznych informacji z serii Metal Gear Solid. Jak widać Hideo się nie pierdoli i jak projektuje fikcyjną chorobę, to ma ona faktycznie sensowne podłoże patofizjologiczne – SZACUN.

źródło - MGS wikia źródło – MGS wikia

W skrócie – wirus FoxDie, miał zwiększać ilość pewnego białka we krwi, którego obecność powoduje martwicę komórek serca, czyli po prostu doprowadza do zawału. Faktycznie ma to sens. Szkoda, że dodano mały szczegół, iż wirus rozpoznaje specyficzne DNA oraz nanomaszyny obecne w odpowiednich osobach, a tym samym działa i powoduje śmierć tylko wytypowanych osób. No cóż, rozpoznanie osoby po DNA w żywym organizmie przez wirusa to mówiąc w uproszczeniu niezła magia… Skoro już tak się mądrujemu, wystarczyło wykorzystać układ HLA (czyli specyficzne dla każdej osoby układ białek na powierzchni komórek) – wszyscy wiemy jak trudno znaleźć dawcę organów – ale dobra już się nie wymądrzam, bo miało być o grach, a nie przewód doktorski z immunologii.

 


„A na horyzoncie stado nano-antylop właśnie zmierza ku wodopojom w wątrobie”
5. Deus Ex – Gray Death
Wciąż ciągniemy temat wirusów… A więc czas na wirusa z serii Deus Ex – a czemu go daję w osobnej kategorii? Bo podobnie jak FoxDie nie jest kolejną kalką czy próbą zapchania fabularnej dziury, ale po pierwsze ma naprawdę istotny i ciekawy wpływ na całą opowieść, a po drugie jest w nim coś zupełnie z innej beczki – tym razem jest to nano-wirus, czyli mini-robot udający wirusa.
Wszystkie odsłony Deus Ex poruszają tematy cybernetyki, wszczepów, spiskowych teorii, iluminati i tego typu podobnych rzeczy. Jedna część robi to bardziej ciekawą fabułą, inne już trochę gorzej. Znów bez spoilerów, więc zajmie się samą fikcyjną chorobą z pierwszej odsłony serii – czyli Gray Death.

Całość jest głęboko osadzona w naprawdę ciekawej fabule, ale… miało być o chorobie. Gray Death jest wywoływana przez specjalnie zaprojektowanego nano-wirusa, który przylepia się do komórek w ciele człowieka i powoduje powstawania przeciwciał przeciwko komórkom, do ktorych przyległ, a tym samym do samozniszczenia organizmu. Brzmi nawet sensownie. Zresztą wirusy działające na podobnej zasadzie istnieją w przyrodzie. Co w tym wszystkim takiego ciekawego? Ano to, że wirus powstaje na zamówienia i jest też także szczepionka – niestety wyprodukowano jej specjalnie zbyt mało, co by móc szantażować możnych świata, zbijać grubą kasiorę na cenie szczepionki, a na sam koniec rządzić światem w zaciszu swego przyciemnionego salonu. Już chyba pisałem o firmach farmaceutycznych, mogących wykorzystywać leki i choroby do tworzenia gigaimpreriów finansowych, więc nie będę się powtarzał.
pojemnik z wirusem źródło: DE wikia pojemnik z wirusem
źródło: DE wikia
 

Ale!! Zacząłem się zastanawiać, kiedy w końcu te obiecywane w medycynie (i nie tylko) nanoroboty, w końcu się pojawią. No i sukces! W 2015r. informacja, że japońscy naukowcy (no raczej, że oni) zbudowali roboty z DNA, które przenoszą cząsteczkę leku bezpośrednio w zadane miejscu w organiźmie karalucha… Aha.. Szkoda tylko, że te roboty, to faktycznie splątana nić DNA wokół cząsteczki leku, która po prostu gdy natrafi na odpowiedni schemat białek, rozwija się i uwalnia lek.. Jakoś nie o to mi chodziło, kiedy myślałem o NANOROBOTACH!
Jednak znalazłem też informację o zbudowaniu z atomów węgla, wodoru i boru ……. samochodu. Całość wygląda jak niżej i poprzez przestawianie atomów pod wpływem odpowiedniej temperatury może się poruszać, a nawet skręcać. Może to nie jest idealnie to, co mam na myśli, gdy wyobrażam sobie miniaturowe roboty pływające w moim krwiobiegu, ale jednak to już coś więcej niż nędzna nić DNA (wstydźcie się Japończycy!)

nanorobot

 


A tutaj cyborg robi masakrę wśród cywilnej ludności swoim minigunem ukrytym za uchem
4. Deus Ex: Human Revolution – Syndrom odrzucenia
CyberneticArmProsthesis2

Jedziemy dalej z koksem i deus exem. No cóż nie byłoby całej serii bez cyborgów i cybernetycznych wszczepów. I tutaj małe zaskoczenie – w trzeciej części Deus Ex, deweloperzy nie tylko tworzą świetną opowieść, ale opierają ją na nieźle skonstruowanym pomyśle ewentualnego odrzucania wszczepów. I…. to wszystko ma sens…
Nagroda nobla to chyba będzie za mało dla tego, kto wymyśli sposób tworzenia przeszczepów bez konieczności podawania leków hamujących reakcje immunologiczne i tym samym zapobiegającym odrzuceniu. Co prawda do odrzucania na tle immunologii czyli walki komórek organizmu z obcą-przeszczepioną tkanką, dochodzi właśnie przy przeszczepach z biologicznych tkanek… A jak to jest w przypadku cybernetyki? Heh niewiadomo 😀
Przy protezach metalowych jakie obecnie wszczepia się np. do kości i stawów – czasami widuje się odczyny alergiczne na metale i niszczenie protezy, ale brak jest skutecznego leczenia. Jeśli chodzi o cybernetykę – aktualnie na świecie są 2 osoby które noszą protezy ręki podłączone do systemu nerwowego w taki sposób, że osobom tym po kilkumiesięcznym treningu udaje się rozpoznawać dotykiem sztucznej protezy konsystencję czy też temperaturę rzeczy jakie dotykają – czad! Na razie wszystko w sferze badań i brak jakichkolwiek informacji na temat potrzeby stosowania leków immunosupresyjnych, mimo że proteza jest połączona z nerwami. Pewnie w przyszłości, gdy cybernetyka rozwinie się, konieczność stosowania jakiś leków przeciw odrzuceniu przeszczepu pewnie też będzie konieczna. DARPA – czyli agencja wojskowa tworzącą najróżniejsze dziwactwa na potrzeby wojska, ogłosiła rok temu, że stworzyła sztuczną cybernetyczną protezę, którą osoba, poprzez podłączenie do układu nerwowego, może poruszać siłą myśli – jednak do dziś nie podano żadnych dokładniejszych informacji.. Niemniej jak widać rewolucja cybernetyczna toczy się już, tylko, że po cichu..

proteza, dzięki której można czuć proteza, dzięki której można czuć

 


„Mały komar.. a tak wkur…”
3. Far Cry 2 – Malaria
Spoko, wiem, że Far Cry 2 był chyba najsłabszą odsłoną serii, a przyczyniła się do tego m.in. wkurzająca mechanika malarii.. Ale z drugiej strony, gdyby to wszystko dopracować, to pomysł moim zdaniem był naprawdę dobry!
Od początku gry trafiamy do Afryki, a wiadomo – w Afryce jest od kija komarów, więc kwestia zarażenia się malarią to 5 minut i po ptakach. Po zarażeniu się co jakiś czas mamy napady choroby, które objawiają się zmianą koloru ekranu na żółtawą poświatę, spadkiem wytrzymałości, i brakiem możliwości skakania czy biegania. Jeśli nie przyjmiemy lekarstwa będziemy mieli jeszcze kilka kolejnych ataków, po czym mdlejemy i budzimy się w szpitalu. Gracze narzekali, że całą grę trzeba biegać za tabletkami, a napady trafiają się w najmniej spodziewanych momentach i znacznie utrudniając walkę – ale czy kurde tak nie powinno być?! Sama malaria (ta prawdziwa) charakteryzuje się właśnie występowanie cyklicznym objawów (co 72-96h), więc w sumie deweloperzy mieli nawet niezły pomysł. Szkoda, że nie do końca wyszło. Zresztą w Far Cry 3 najwyższy poziom trudności nosił nazwę „harder than malaria” 😀

malaria2

malaria1
 

A jak z rzeczywistą malarią? No… to najczęstsza choroba zakaźna na świecie. Co roku malarią zaraża się ok 200 milinów osób, a umiera z jej powodu 1-3 milionów. Przy okazji – na medialny AIDS, o którym trąbi się na prawo i lewo, zachorowało w ciągu 10 lat ok 80 milionów, a zmarło w 2014r. jakiś milion. Mała różnica …
Na malarię nie ma do dziś szczepionki, a leki w części są skuteczne, w części nie. Jednym z pierwszych leków była chinina, czyli składnik toniku – i podobno dzięki nieustannym piciu ginu z tonikiem przez angielskich kolonizatorów – udało im się dość łatwo podbić kraje Afryki, rzadko chorując na malarię.
Malaria jest ponadto jedną z nielicznych chorób, która istotnie wpływała i wpływa na genetykę człowieka. Przez malarię, na bardzo dużym obszarze Afryki, żyje i wciąż rodzi się duża ilość osób z genetycznymi defektami krwinek krwi – mimo niedokrwistości osoby te nie chorują na malarię i przedłużają istnienie defektu w genach.
Poza tym malaria przez wiele lat istniała w Polsce (mieliśmy nawet kilka epidemii) – ale w latach 50-tych XX wieku, dzięki różnym akcjom, praktycznie wyeliminowano ją z terenów Polski. Mimo, że klimat się ociepla i malaria dociera do Polski, uważa się, że jest małe ryzyko jest nawrotu w naszym kraju, ponieważ nasze komary nie przenoszą afrykańskich zarodźców malarii, a afrykańskie komary nie za bardzo potrafią przyjąć się w naszym środowisku (i dobrze im tak!)

 


Widzimy jak w naszą stronę biegnie radosna świnka, która… jest nośnikiem śmiertelnej choroby – spieprzamy!!!!
2. The Simsy – choroba świnki morskiej

Simsy wydano w 2000r. – wtedy tytuł okazał się megahitem (prawie jak w polsacie!) i biliardy ludków zaczynało napierniczać w wirtualne życie i dekorowanie swojego małego domku. Po pewnym czasie, niektóre simsy zaczynały łapać przeziębienie, a gdy ignorowało się objawy, postacie po prostu umierały. Wielu graczy zgłaszało pretensje i było nieźle wkurzonych, że ich przepiękny, napakowany, kasiorny Sim nagle zdycha i gejmover – jak tak można i WTF MAN!!>??!?! Okazało się, ze grypą można się było zarazić od peta z gry, czyli.. no kurna od poczciwej świnki morskiej! Początkowo uważano to za bug, ale później autor gry przyznał, że wszystko to zostało specjalnie zaprojektowane i przewidziane. Choroba pojawiała się tylko wtedy, kiedy Sim nie czyścił klatki ze zwierzakiem, a następnie dał mu się ugryźć. Do tego sama choroba nie była śmiertelna, jeśli dało się simowi odpocząć w łóżku przez kilka dni. Niestety gracze zamiast zachować się jak w prawdziwym życiu przewidziano i mieć po prostu trochę rozsądku – napierniczało dalej, olewało sprzątanie i kichanie i… umierało! No i dobrze – każdy wie, że bród zabija (a nie… to chyba było, że częste mycie skraca życie.. a nieważne..)

27sims.1

27sims.2

27sims.3

27sims.4

27sims.5

 


“W oddali ork, który radośnie ginie z czkawką na czerwono, przy okazji zarażając całą pozostałą hordę”
1. Corrupted Blood Incident z World of Warcraft

13 września 2005r. Blizzard wypuścił na serwerach WoW łatkę 1.7, która dodawała m.in. 20-osoby raid dungeon, gdzie na jego końcu walczyło się z pewnym Bossem (jakiś Hakkar latająca dusza czy przelatujący duszę – jeden kij). Ziomuś miał pewien rodzaj debuffa, który powodował zadawanie obrażeń przez jakiś tam czas – z polskiego zepsssssuta krew (z naciskiem na “S” gdy to czytacie!). Jakieś 200 punktów życia co 2s przez 10 sekund czyli jakiś 1k HP, przy czym loch ten był raczej dla wysokolevelowych postaci ze średnio 4-5k HP. Jednak denuff mógł przenosić się na kolejne postacie, zarażać w kółko i trwać w ten sposób w instancji non stop – znikał tylko po jej opuszczeniu. Gdyby nie jeden mały glicz (albo i nie!). Jak pisałem debuff mógł przenosić się na kolejne postacie, które stały obok zarażonych, a nawet przenosił się na summony i pety, których używano w walce z bossem. Okazało się, że przy schowaniu zarażonego peta, timer debuffa się blokował i wyciągnięty pet już poza instancją, np. w mieście, wciąż zarażał kolejne postacie. A taka nisko-poziomowa postać ginęła w ciągu kilku sekund. Co prawda w WoW nie można zginąć pernametnie, mimo to debuff rozprzestrzeniał się w zawrotnym tempie na kolejne postacie i miasta, a całe lokacje wypełniły się zwłokami i kośćmi zmarłych.

CorruptedBlood

Taka sytuacja ciągnęła się przez jakieś 4 tygodnie. Ludzie wpadali w panikę bojąc się, że stracą swe postacie, inni wciąż ginąc nie byli w stanie normalnie grać. Gdzieś znalazłem informację, że ogólna liczna zarażonych postaci wyniosła 4 miliony (ups!). Blizzard początkowo nie reagował, później proponował unikanie debuffa przez kwarantanny, jednak część osób celowo roznosiła plagę dla funu (no jacha!) i tak serwery pogrążały się w chaosie. Na forum WoW część ludzi uważała całą sytuację za celową akcję Blizzarda i pewien rodzaj eventu, jednak kiedy wszystko wymknęło się spod kontroli, 10 października wprowadzono łatkę 1.8 i hard reset serwerów usuwając corrupted blood. Do dziś nie brak głosów, że wszystko to było celową akcją, która przez ludzkie zachowania nie do końca została skontrolowana.
Czynnik ludzki dał o sobie znać i mimo, że to tylko gra, to za postaciami wciąż siedzą żywi ludzi, którzy licząc się w milionach, tworzą pewien rodzaj społeczeństwa czy też pewien odpowiednik modelu zachowań megagrupy cywilizacyjnej.

Cała ta akcja była kilkukrotnie analizowana na dużych zjazdach medycznych i epidemiologocznych jako idealny model rozprzestrzeniania się epidemii. Zachowania graczy w stylu – ucieczka do najdalszych zakatków świata, łaczenie się w grupy, pomoc innym przez healowanie, czy nawet świadome zarażene – jest idealnym odzwierciedleniem prawdziwej epidemii. Studium WoWskiej plagi służyło m.in. do analiz potencjalnego rozprzestrzeniania się grypy i SARS. Oprócz tego niekóre organizacje analizowały tę epidemię pod kątem zachowań antyterrostycznych i postępowaia terrorystów czyli świadomego zarażenia i rozprzestrzeniania choroby.
Jak widać gry to nie tylko SAMO ZŁOOOOOOO


Znalazłoby się jeszcze sporo gier i różnych fikcyjnych oraz zapożyczonych chorób, które uprzykrzały graczom życie. Nie wspomniałem chociażby o The Darkest Dungeon, gdzie róznorakie choroby psychiczne bardzo mocno wpływają na naszą drużynę… Ale tekst i tak już rozrósł się do dwutomowej epopei.. Zatem miłego chorowania, ale tylko w wirtualnych światach!

kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial