wasteland

War… war never… ups! To nie ta gra! Ale postapokaliptyczny klimat wciąż ten san i wciąż tak samo wciągający.
Ale!

***** Mała errata (słowo do sprawdzenia w słowniku) Zanim zacznę, chciałem zaznaczyć, że grałem w wersję GOTY (właściwa nazwa to „wersja reżyserska”, ale ten skrót mi pasi) – gra była wtedy już po kilku paczach i w sumie nie odnotowałem jakiś crashy, czy większych bugów. Przez 40h gry (tyle potrzebowałem, by dojść do końca) może raz wywaliło mnie do systemu i tyle. Grałem od samego początku w wersję GOTY, bo bardziej odpowiadał mi filtr graficzny i cała oprawa wizualna z tej wersji. Poza tym podobno ta wersja ma kilka usprawnień fabuły/questów i więcej ścieżki audio dialogów.
W ogóle nie odczułem jakichkolwiek problemów z kamerą czy samym sterowaniem, na co część ludzi się skarżyła – ale może to przez to, że właśnie po przejściu z wersji podstawowej na reżyserską czuło się tę negatywną różnicę. Ja z kolei, zaczynając od razu od wersji reżyserskiej, bawiłem się świetnie, o czym niżej ****

Zacznę od tego, że Wasteland 2 nie jest grą dla każdego. Napiszę nawet, że jest to gra dla specyficznej części graczy! Czyli?! No kurna mi się grało kosmicznie dobrze! I już! Pozostawiam was z tym! Grajcie, sprawdzajcie, męczcie się…
.
.
.
.
.
.
Poważnie – jak czytam niektóre branżowe recenzję to czasami na serio można je podsumować tak, jak zrobiłem to wyżej… WTF?! Ok, koniec narzekania na kiepskie recenzje, bo sam niemałą kupę odwalam i każe ludziom czytać ten szit, z którego nic nie wynika!

A więc (po tysiąckroć azaliż nie zaczyna się zdania od ‚a więc’, ale mi się tak podoba!) po pierwsze primo, zacznę od spraw mniej istotnych, a nawet banalnych!
Co by tu nie pisać, Wasteland 2 nie powala oprawą graficzną. No ale najgorzej też nie jest! Po prostu 3D w pseudo izometrycznym rzucie, ale z możliwością obracania kamery i zoomowania – takie kij wie co, ale nie jest źle. Ogólnie podsumuję to jako sposób przeniesienia starego rzutu izometrycznego w świat nowoczesnej (ekhm no prawie nowoczesnej) trójwymiarowej technologii. No mi to odpowiada. Powiem (a nawet se kurna napiszę!) więcej – moja growa tożsamość została wychowana na grach RPG z rzutem izometrycznym i to, co oferuje Wasteland jest dla mnie dość dobrym kompromisem pomiędzy sentymentem do oprawy starych RPG, a pogonią za kosmicznie realistyczną grafiką nowych tytułów. I nawet spoko to wszystko wygląda. Wcale nie odczułem, że kamera działa z dupy, no może raz!
Innymi słowy – jeśli ktoś ma sentyment do starych erpegów z widokiem „pół z góry, pół z boku”, to myślę, że Wasteland mu po prostu podejdzie. Jeśli jednak ktoś jest fanem przepięknej ręcznie malowanej grafiki albo turbo wyczadzistego 3d z trzeciej osoby z MSSASASAS i antyaliasingiem x400, to niestety może od tej gry się odbić i nawet najlepsza fabuła będzie mu wtedy smakować – no jakoś tak miałko.

Po drugie primo! POSTAPOKALIPSA! Bez jaj – jesteś fanem światów po zagładzie, czy tam wybuchu bomby? Płaczesz z nostalgii na myśl o Fallout 1&2 – odpowiedź jest jedna: musisz zagrać w Wasteland 2 i gwarantuję Ci, że klimat postapokalipsy urwie Ci głowę, albo nogę! No tutaj klimat wylewa się nawet z puszki po konserwach! Tyle w temacie.


Po trzecie primo – ultimo! Czas na jedną z najważniejszych zalet tej gry – nie fabułę, ale ogólnie przedstawiony świat – postacie, questy, zadania, przedmioty, opowieści, sposób prowadzenia fabuły, ciężkie wybory moralne oraz możliwość rozwiązania problemów na kilka (często więcej niż 2-3) sposobów; po prostu wielkie uczucie wolności, realności świata i tego, że mamy naprawdę wpływ na naszą opowieść! Jeśli ktoś pamięta albo może wciąż grywa w papierowe RPGi, to tutaj, w grze komputerowej, czuć ten zapach ogromnego potencjału jaki gry fabularne dają.
Cały świat pustkowi jest bardzo spójny i realistycznie przedstawiony – no kurna, gdyby faktycznie doszło do atomowej zagłady pewnie tak ten świat by wyglądał. Bo jest tu miejsce na herosów (ale stosunkowo mało), ale są też biedni mieszkańcy walczący o swoją świnkę, jest walka o wodę i pożywienie, do tego brak amunicji, szwindlowy handel, cała masa złych charakterów robiących kasiorę na krzywdzie innych i tysiąc malutkich problemów zwyczajnych ludzi próbujących przeżyć na pustkowiu. Cała historia jest może tylko dobra (a nie – urywająca pośladki), ale tutaj naprawdę nie o to chodzi. Nie ma znaczenia patetyczna opowieść, zwroty akcji czy wyskakujące z papuci zakończenie. Tutaj liczy się sposób opowiadania, snucia historii i jej przeżywanie. To nie znaczy, że fabuła jest słaba – nie! Jest po prostu zwykła (a to nie znaczy przeciętna), bo mówi o grupce strażników, którzy chcą naprawić radiostację, pomóc potrzebującym i dowiedzieć się dlaczego ich kumpel zginął. I ta historia chwyta za serce, bo jest przyziemna i przez to tak bliska rzeczywistości (a nie ratowanie świata przed kolizją trzech wymiarów i napadem bogów z innego świata!)
Tutaj dochodzi też to, co dla wielu może okazać się wadą – ilość tekstu i opowieści. Dla mnie Wasteland 2 to RPG w najczystszej postaci (olewam purystów, którzy być może mnie po tym stwierdzeniu zjedzą). Jest tutaj masa, tona, hektolitry (!!!) tekstu, dialogów, opisów, dopisków, notatek itd. itp. Dla mnie? CZAD! Ale jeśli ktoś nie jest fanem gier fabularnych, nie lubi dużo czytać, i nastawia się na mega akcję przy okazji dobrej opowieści – to może to nie być gra dla niego!

Muszę jeszcze napisać o samych questach. Tutaj naprawdę czuć swobodę, ale też konsekwencje działania. Zadanie można rozwiązać na kilka sposobów – na gadkę, rozwalając wszystkich wkoło; można się dogadać, że zrobimy coś w zamian; można sprzymierzyć się z różnymi frakcjami, by dane zadnie rozwiązać; można też rozwiązując je zakraść się od tyłu, rozwalić mur, przekopać tajne przejście, rozbroić zamek albo ukraść do niego klucz – no cały czas czuje się tę swobodę działania! A konsekwencję? No cóż, są rozłożone w czasie i każdy sam odczuje, jak wpływają na grę. Zresztą już na samym początku gry mamy do wyboru, której osadzie pomóc, a nie da się obydwóm na raz; można jednak nie pomóc nikomu i od dupy strony zdobyć potrzebne przedmioty do dalszej części gry. Nie będę chyba za wiele spoilerował, jeśli napiszę, że można nawet olać strażników pustkowi i wszystkich zwyczajnie pozabijać, co też ma swoje konsekwencję. W połowie gry, można też zakumać się z naszym przeciwnikiem i grę zakończyć „na tego złego”! No świetne! Podoba mi się też sama konstrukcja zadań. Jasne, znajdą się te w stylu „ej potrzebuje kubek do umycia zębów – możesz go znaleźć i przynieść?” ale w sumie jest ich bardzo mało i są dosyć zabawnie umiejscowione fabularnie. Jednak najbardziej podoba mi się to, że tzw. questy poboczne są jakby częścią całości. Bo żeby popchnąć główny quest, trzeba coś tam zrobić, z kimś porozmawiać, coś załatwić, a do tego potrzebne jest chociażby zaufanie jakiejś tam szychy, które z kolei zdobywamy robiąc co innego. Dzięki temu cała gra jest dość spójna, a aktywności w stylu „uzbieraj 10 ziemniaków dla farmera” jest bardzo mało i wychodzi to tej grze zdecydowanie na plus!
A same questy? Kilka naprawdę zapadło mi w pamięć! Quest, gdzie próbujemy rozwiązać spór w mieście pomiędzy dwoma plemionami, które się uzupełniają i po kłótni bez wzajemnej współpracy wegetują – bajka! Jedno z najlepszych zadań, po których miałem niezłego kaca moralnego, to zadanie w kanionie Tytana. Jest to ważne handlowo przejście, w którym spokoju pilnują atomowi mnisi. Panuje tam specyficzna atmosfera, bo mnisi pomagają każdemu i pilnują spokoju, ale tylko gdy złoży im się daninę. W konsekwencji osoby, które nie zapłacą, nie są chronieni i tym samym są rabowani przez przeróżne bandy, którzy z kolei wykorzystują ten fakt do stworzenia w kanionie swoistego eldorado. Naprawdę pojawia się dylemat, czy lepiej zostawić ten system w spokoju, bo może nie jest sprawiedliwy ale zapewnia pewną równowagę i spokój, czy też rozwiązać zakon doprowadzając do całkowitego chaosu w kanionie, ale przynajmniej sprawiedliwego zarówno dla biednych jak i bogatych. A jak już wybierzecie swoją drogę, konsekwencję wyboru pojawią się w przyszłości i na pewno zaboli od nich głowa – super!

O tysiącu easter-eggów, gagów, nawiązań do innych gier, filmów i pop-kultury nawet nie będę wspominał. Zresztą nawet polskie tłumaczenie ma swoje „smaczki” (co ja lubię to słówko :D).

I na koniec czwarte primo – mechanika. Gra wykorzystuję system turowej walki i muszę powiedzieć, że wieje on trochę stęchlizną. Walki jest nawet sporo i czasem jest stosunkowo długa, ale jeśli ktoś jest fanem taktycznych potyczek w turach, to Wasteland może go rozczarować. Głównie z uwagi na trochę przestarzałą mechanikę – chociażby takie pierdoły jak brak kucania/czołgania, stosunkowo małą ilość broni, czy też straszne RNG (czyli masakryczna losowość, która pojawia się zbyt często!) Ja grę przeszedłem na easy, czasami na normalu. Trochę żonglowałem stopniem trudności, bo na łatwym, było mega łatwo, a na normalu już pojawiały się niezłe schody i czasami można było wpaść we frustrację. Tym bardziej, że nastawiłem się na grę będącą świetną opowieścią, tymczasem nagle spędzałem ponad 1h w jakiejś masakrycznej walce ze szczurami… Z kolei na „łatwym” było tak łatwo, że ani razu nie kupowałem naboi/czy też waluty bo miałem tego wszystkiego od kija. Fakt faktem, że dla kogoś, kto kocha wyzwania, liczenie statów i kombinowanie, to Wasteland na trudnym może być prawdziwie cudownym przeżyciem!


Trzeba też pamiętać, że w Wasteland nie mamy jednego bohatera, a całą drużynę! Bardzo ważne jest umiejętne rozłożenie umiejętności już od samego początku. Czyli jeden ziom to lekarz, drugi mechanik, trzeci złodziej, czwarty od gadki-szmadki, a na koniec najlepiej, by każdy używał innej broni. Jeśli się o tym zapomni i spróbuje się stworzyć jednego super-bohatera, to w połowie gry może się okazać, że utkniemy z powodu braku rozwiniętych umiejętności, a pomóc może tylko save sprzed kilkunastu godzin gry! Niech nikt nie popełni tego błędu!

Zatem czym jest Wasteland 2? To świetna gra z nutą starych RPG’ów, dla wszystkich fanów postapokaliptycznych klimatów, dla fanów pierwszych części Fallout’a (ale kolejnych też), dla ludzi lubiących stare RPG’i w rzucie izometrycznym, dla ludzi kochających immersję poprzez wyobraźnię, tony świetnych dialogów, opisów i różnistych tekstów, dla tych, co kochają gry fabularne i wsiąkanie w interaktywny świat, ale też dla hardkorowych ziomków spędzających setki godzin przy cyferkach charakteryzujących postać, lubiących dość trudne walki taktyczne – pomimo momentami leciwej mechaniki.
Tyle! Jeśli ktoś odnajduje się w którymkolwiek z opisanych wyżej akapitów – niech zagra, bo warto!

kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial