2

Warstwy strachu – polskie tłumaczenie naprawdę oddaje ducha tej gry!
Chcę jednak ostrzec, że gra jest specyficzna, w moim odczuciu świetna, aczkolwiek nie jest to typowy horror pokroju Amnesii czy choćby Outlasta’a. Tutaj strach jest bardziej wyrafinowy, często ukryty, niedostrzegalny lub zapięczetowany pod grubą warstwą tajemniczości, przez co nie każdy będzie w stanie dostrzec jego „piękno”. Tak! Strach może być piękny.

Przeszedłem Layers of Fear w jakieś 3,5h, grając sobie przez trzy kolejne wieczory – każdego razu jakoś ponad godzinkę. Przy każdym innym tytule powiedziałbym, że 3,5h to stanowczo za mało; że cena nieadekwatna do długości rozrywki; że chciałoby się grać dłużej i dłużej – ale nie powiem tego przy Layers of Fear. Te trzy wieczory były idealnie wyważone i odpowiednio dobrane do całej rozgrywki. Każdą jedną godzinę odbierałem jak 3-4 przy innej grze, a czas na przejście „Warstw” wydał mi się wprost idealny. Intensywność doznań (i nie tylko mam na myśli strach, ale wszelkiego rodzaju uczucia) sprawiła, że po tych 3,5h czułem się w pełni zadowolony i spełniony (bez skojarzeń!).
Oczywiście, do tego trzeba pamiętać, że gra jest specyficzna i jak każdy horror-like-game wymaga wyciszenia, samotności w pokoju, ciemności, ciszy i słuchawek na uszach. Inaczej równie dobrze można se włączyć tetris.

Poza tym te 200 minut to czas potrzebny na dojście do końca gry, a nie na jej „przejście”. Już na początku deweloperzy wciskają nam tekst, że nasze decyzje mają wpływ na to, jak potyczy się rozgrywka. No efekt jest taki, że gra ma kilka zakończeń i w zależności od tego jak będziemy grali, dotrzemy do jednego z nich. Niestety żeby zakumać, co trzeba dokładnie zrobić, by dotrzeć do danego zakończenia, trzeba…… poszukać informacji w necie. Nie będę tłumaczył, bo zbyt dużo informacji musiałbym zdradzić – najpierw trzeba zagrać, zobaczyć, a potem już tylko zostaje szukanie jakichkolwiek informacji na temat historii czy fabuły; no i próba dotarcia do kolejnego zakończenia (a nie jest to błahostka). Chodzi o to, że w grze mamy możliwość odnalezienia mnóstwa skrawków historii. Słowo „znajdźki” tutaj średnio pasuje, bo te wszystkie przedmioty do odnalezienia, faktycznie wiele wnoszą do historii gry i ciężko je porównywać chociażby do jakiś tam niepotrzebnych trofeów z innych gierek. Innymi słowy – znalezienie wszystkiego zajmuje z 2x więcej czasu, jest wciągające i mocno zarysowuje fabułę. Piszę o tym dla prawdziwych purystów czasu gry, którzy z automatu nie odpalają żadnego tytuły, którego czas przejścia wynosi poniżej 4h. Po prostu wymaksowanie wszystkiego zajmuje trochę czasu!

Kiedy przechodziłem tę grę zamieniałem się w takiego eksploratora, jak chyba nigdy mi się to nie przytrafiło. Miałem wrażenie, że przetrząsnąłem każdy kąt i zajrzałem do każdej szuflady. Wszystkie ukryte przedmioty moje!!!! A na koniec? Ja pierniczę okazało się, że znalazłem tylko połowę… Jak to możliwe – nie mam pojęcia!

Małe wyjaśnienie – screeny absolutnie nie oddają ducha gry, są wyblakłe i nieciekawe – ale po pierwsze: grafika w grze ma głębię, której nie sposób oddać na zrzucie ekrany; po drugie: ruch, otoczenie, muzyka dodają niesamowitego życia całej scenerii; po trzecie: nie mogłem wrzucić najlepszych scen, by nie spoilerować gry i jej cudownych momentów!


I jeszcze uwaga – Layers of Fear to pewien rodzaj symulatora eksploracji. W tej grze się chodzi, ogląda, zagląda, słucha, przeżywa. Jeśli ktoś zamierza wskoczyć do gry i przelecieć każdy pokój na wariata, to dojdzie do końca w jakieś 10-20min i pewnie ani razu nie odczuje strachu. To nie taka gra! Tutaj ważny jest napis na ścianie, przekrzywiony obraz, walający się na biurku jakiś przedmiot, list ukryty w setnej przeszukanej szafce itd. Zresztą ta historia naprawdę wciąga – po tych kilkunastu minutach cały czas prze się do przodu żeby poznać kolejną część układanki. Z kolei już po 2 minutach gry ma się wrażenie, że rozgryzło się całą historię – ale tutaj nie chodzi o to, co się stało – ale dlaczego i jak? A wszystkie informację są podane w wyśmienity sposób. Krótkie teksty do znalezionych przedmiotów, notatka z gazety, ułożenie książek na półce, przewrócona zabawka – tutaj całe otoczenie opowiada swoją historię i naprawdę ma znaczenie. Jeśli ktoś nie jest typem, który ma ochotę łazić i zaglądać do każdej szafki albo nie zwraca uwagi na szczegóły, a chce jedynie się bać – zapraszam do gry w Outlast 2 – Layers of Fear to zupełnie inna gra!

Wpadło mi do głowy porównanie Warstw Strachu do tomiku wierszy, czy wizyty w galerii sztuki. Tutaj się przeżywa, doświadcza, interpretuje. Czasami każdy (nawet dres z ławeczki) ma ochotę usiąść w swoim fotelu i przeczytać jakiś zaplątany wiersz/opowiadanie/obejrzeć dziwny film i zastanowić się nad filozofią życia. Takie jest Layers of Fear! Włączasz, wsiąkasz w ten świat, odkrywasz kolejne warstwy strachu, zastanawiasz się dlaczego akurat tutaj powiesili dany obraz, albo o co chodzi z tym tekstem na ścianie. Myślisz, interpretujesz, łączysz fakty i … boisz się!

Niestety nie mogę podać za wiele przykładów z rozgrywki, ponieważ gra nie jest za długa, a za to mega intensywna i gęsta (tak, to odpowiednie słowo – gęsta!). Dlatego ograniczę się tylko do kilku obrazów strachu. No więc! W Layers of Fear jest wszystko. Są typowe jump-scary, ale jest też napięcie wywołane świetną muzyką, odgłosem płaczu, szczekania, skradania się.. Zresztą muzyka i dźwięki to mistrzostwo. Jeśli komuś podoba się utwór tytułowy z menu – gra również się spodoba. Straszy tutaj nagle uderzenie dźwiękiem, ale też niespokojny odgłos tupania za plecami, czy niepokojące szumy gdzieś z boku. Straszy też oprawa wizualna, ale tutaj nie będę komentował, trzeba to zobaczyć.
Muszę za to dodać, że malarstwo to naprawdę MOTYW PRZEWODNI gry! Nie chodzi tylko o to, że próbujemy poznać historię pewnego malarza. Wielkie propsy dla twórców, którzy wkomponowali w grę niesamowitą ilość świetnych obrazów, które w większości są autentycznymi pracami światowych artystów. Wystarczy strzelić sobie screena obrazu i wrzucić na google. Taka mała misja edukacyjna, a ile klimata!


Pojawia się również coś, czego doświadczyłem chyba po raz pierwszy w grze – dezorientacja, która wywołuje strach. W czasie gry otoczenie zmienia się dynamicznie bez jakiegokolwiek śladu ładowania, a to sprawia momentami niesamowite wrażenie i uczucie zakręcenia zwojów mózgowych z nutą niepokoju za plecami. Wchodzę do pokoju, odczytuje notatkę, po czym wychodzę, a krzesło z korytarza stoi lekko przesunięte w prawą stronę.. I nagle czuje się taki niepokój – czy mi się zdaję, czy ono jednak stało gdzie indziej. Zmieniające się dynamicznie korytarze, pojawiające się za plecami drzwi, których nie było (bez choćby śladu doczytywania się gry), zabawa przestrzenią i jej zaburzaniem – to kolejny rodzaj wprawiania gracza w niepokój i to mega niepokój!
Jak pisałem wyżej nie mogę wymienić wszystkiego, bo zepsuję zabawę – to trzeba zobaczyć? nie – to trzeba przeżyć!

No i jest sama historia. Niby prosta, banalna, ale nie chodzi o nią. Nie ma znaczenia co się stało, ale dlaczego i jak do tego doszło. Kolejne notatki, zapiski czy opowiadanie przez otoczenie (a to jest wykonane na najwyższym poziomie) powoli odkrywa równie straszną, co niepokojącą prawdę. Kolejne niedopowiedzenia, które sami układamy sobie w głowie, dopełniają wizji strasznej historii. A ta pewnie taka straszna nie była – jednak wyobraźnia robi swoje 🙂

No cóż, nie mogę pisać za dużo i nawet nie chcę. W te grę warto zagrać i warto ją przeżyć po swojemu. Zadumać się, poodkrywać, poszperać, powałęsać się po tym strasznym domu. Ilość strachu – nie tylko tego zrzucającego z fotela i wywołującego zawał, ale też tego malutkiego, wiercącego tylko małą dziurkę w żołądku, czy też wywołującego niepokojące myśli lub zawrót głowy – jest wielka. Chociaż to gra nie dla każdego.
Layers of Fear jest grą dla kogoś, kto lubi coś przeżyć, a nie tylko przejść grę; kto lubi odkrywać historię, szukać szczegółów, wtopić się w klimat. Nie do końca horror, a bardziej studium ludzkiego strachu i psychiki, otulone malarstwem, muzyką i szaleństwem; gra dla lubiących się zadumać, albo popatrzeć na obraz, tudzież zasłuchać się w muzyce; dla graczy chcących doświadczyć tego uczucia, które pojawia się po obejrzeniu przedziwnej wystawy w galerii sztuki; tudzież lęku, który nachodzi nas po wysłuchaniu mrocznej historii.
Polecam na specyficzny, samotny wieczór lub trzy. Na wyciszenie i wystraszenie – nie zawsze dosłowne i dosadne.

kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial