anotherworld3

Another World to gra wydana pierwotnie na Amigę (UWAGA!) 25lat temu, czyli – dla dysmatematyków – w 1991r. Po tak wielu latach powstało mnóstwo opinii i recenzji w większości wychwalających ponadczasowość, genialność, niesamowitość i jeszcze kilka innych „ość” tej giery. Nie brakuje też negatywnych opinii – w szczególności odnoszących się do wersji zremasterowanych, które zostały wydane w późniejszych czasach. Ostatnia edycja z 2013r. sygnowana jako „dwudziestorocznicowa” jest aktualnie dostępna na STEAM za jakieś 10 dolców.

A ponieważ jestem jednym z tych, którzy kiedyś ostro, przez piętnaście godzin z rzędu, łamali dżojstiki żeby chociaż przejść do trzeciej planszy; do tego zbierali szczenę z podłogi na widok „niesamowicie” realistycznej grafy – toteż poczułem nutkę nostalgii i postanowiłem sprawdzić, czy to faktycznie tak dobra gra! A może po prostu legenda Another World powstała w wyobrażeniach recenzentów z zamierzchłej epoki, którzy grali w nią mając kilka (-naście) lat i dziś pamiętają ją jak przez mgłę, a ta niesamowitość pozostała jedynie w ich głowach jako złudne wyobrażenie szalonego umysłu nastolatka wychowującego się w latach 90-tych – uff ale zdanie!
Innymi słowy – czy gra sprzed 25 lat to faktycznie w dalszym ciągu jakieś „wow” i czy wciąż warto w nią zagrać?!?!

Pomimo, że na początku napisałem „warto”, to jednak nie jestem w stanie w pełni, świadomie i biorąc na siebie całą odpowiedzialność za swe czyny – odpowiedzieć na to pytanie. Dlatego postanowiłem po prostu opisać swoje doświadczenia i wskazać osoby, dla których ta gierka faktycznie będzie warta zagrania.

Wiadomo – są takie stare gry, które w ogóle się nie zestarzały – można je odpalić po 15-20 latach od premiery i nieważne, czy grało się w nie wcześniej, czy też nigdy nie miało się z daną grą do czynienia, to wciąż są grami godnymi polecenia i zagrania. Piksele nie przeszkadzają, bo oprawa wizualna jako całość jest często lepsza od dzisiejszych topowych indyków, do tego mechanika gry wciąga jak bagno, jest też świetna fabuła, grywalność, banalna prostota sterowania czy też przeróżne mechanizmy rozgrywki, które wciąż cieszą graczy. A Another World nie jest taką grą – czas jej nie oszczędził i dziś spotykam się z wieloma negatywnymi opiniami na jej temat. Z kolei po pograniu trochę w remastera, niestety naprawdę mogę zrozumieć te narzekania. Niemniej grało mi się świetnie!

Zanim jednak zacznę wymieniać ogólne wrażenia, na początek to, co boli najbardziej – CENA! Gierka kosztuje jakieś 40 złoty – co (sry!) moim skromnym zdaniem jest mimo wszystko co najmniej o połowę za dużo. Rozumiem, że remaster, że ilość włożonej pracy, że wartość sentymentalna, tudzież kolekcjonerska – jednakowoż 5 dolców to maks! Ja zresztą kupiłem ją w promocji za jakieś 1,5 euro czy tam 2 i sądzę, że te 10 złoty to może i nie za dużo, ale w sam raz. Także, jeśli ktoś się zdecyduję, polecam poczekać na jakąś solidną wyprzedaż, albo bundle.

Bez obrazy dla twórców, czy tam kogokolwiek, bo bawiłem się morowo (o czym za chwilę, moment, dajcie chwilę…. morowo??? wtf), ale ta zabawa zajęło mi jedno dwugodzinne popołudnie i w sumie następny raz zagram pewnie za kolejne 10 lat, więc 40 złoty? Bilety do kina są często tańsze.. Niemniej ilość sentymentu, emocji i radości jakie miałem przez te 2h? – no dobra 7 euro i bierę 😉


No właśnie! Sentyment! Jeśli ktoś grał kiedyś w Another World w latach dziewięćdziesiątych, miło wspomina te czasy, Amigę, czy też kultowe intro gry, to…. MUSI ZAGRAĆ! Czasami ma się pewne wspomnienia i łezka w oku kręci się na myśl o starych grach. A kiedy się taką grę uruchomi, to jednak pojawia się pewne uczucie, że to już nie to. I odkłada się tytuł na półkę, żeby pozostawić te miłe wspomnienia tak, by aktualny gejmplej (który po latach bywa słaby) tych wspomnień po prostu nie zepsuł. Tutaj tego nie było! Za chwilę napiszę o mankamentach tej gierki, ale najważniejsze – znów poczułem się jak mały chłopiec napierniczający na Amidze! Pamiętałem większość sekretów, zagadek czy też sekwencji ruchów. Uśmiech sam wędrował na usta przy kolejnym zmiażdżonym wrogu, którego pozycję świetnie pamiętałem. Oprawa mimo, że zremasterowana, wciąż jakby taka sama. Ten sam dźwięk, te same emocje. Wszystko było jak te 20 lat temu, ech…. to se ne vrati. A jednak na moment wróciło i dało lepsze 1,5h niż najlepsze zdjęcia czy film z dzieciństwa!
Każdy, kto miło wspomina Another World powinien zagrać w tego remastera. Wciąż daje tyle samo frajdy, a do tego dokłada tonę niesamowitych wspomnień.
A kolejną próbę przejścia gry polecam odpalić w oryginalnej pikselowej grafice i przy ambientowych dźwiękach, i chusteczki do tego…

No dobra, a jak ktoś nie grał nigdy w Another World? Czy wtedy wciąż warto? WARTO! Ale trzeba pamiętać o pewnych szczegółach.
Gra nie należy do najdłuższych. Przechodzi się ją w jakieś 2h – chociaż ja za drugim razem, gdy już przypomniałem sobie każdy szczegół zrobiłem speed run na hard modzie w 25 minut! (i jestem z tego dumny!) Zresztą oryginalnie gra była nawet krótsza, ale wydawca odmówił wypuszczenia jej w takiej formie, więc twórca gry – Éric Chahi – trochę ją wydłużył. I tutaj kolejna rzecz, która może odrzucać – ta gra jest naprawdę dość trudna. Po pierwsze „zagadki” – czyli wykonanie odpowiednich interakcji z otoczeniem często w kija trudno się domyśleć (co nie znaczy, że są nielogiczne – są mega logiczne, ale weź je wymyśl :/); po drugie dochodzi dość ślamazarna mechanika poruszania postacią. A że często trzeba wykonać całe serie zręcznościowych sekwencji to… każde potknięcie przy ostatnim skoku, a następnie bycie zjedzonym przez kolejny alienowaty szit (128 raz!), naprawdę potrafi pozbawić naszej klawiatury przycisków. Ta mechanika, dość długie czekopointy, tysięczny zgon, stosunkowe trudne sekwencje zręcznościowe i momentami ciężkie „zagadki” to właśnie to wszystko, co miałem na myśli pisząc, że gra słabo się zestarzała i jest ciężka w odbiorze po tych wielu latach na tle innych klasyków.
W sumie ten poziom trudności może być dla niektórych plusem – także jeśli ktoś uwielbia trudne gry platformowe w 2D, zarówno jeśli chodzi o zręcznościowość, jak i samą mechanikę otoczenia – nie ma co się zastanawiać, tylko grać! Myślę, że gdyby ktoś przechodziłby tę grę od początku, nie mając z nią nigdy do czynienia i nie korzystając z żadnych solucji, to czas przejścia mógłby spokojnie przedłużyć się do 3-4h, a to już nawet niezły wynik.

Zresztą przecież nie o czas chodzi, a o ogólną rozrywkę. A tę rozrywkę gra dostarcza z całkiem innego powodu niż zręcznościowe piekło – może to słowo jest wyświechtane, ale pasuje tu jak drąg do dziury – KLIMAT!
Another World jest grą, jak na czasy, kiedy powstała, dość nietypową – nie posiada żadnego interfejsu, żadnych podpowiedzi, brak też tutaj dialogów czy ogólnie „opowiadanej” fabuły. Cała historia dzieje się niby na naszych oczach, ale też gdzieś obok, gdzieś w naszej głowie. I to naprawdę duża siła tej gry. Kreacja świata jest niesamowita. Fabuła bez wypowiedzianego słowa jest bardziej klimatyczna i głębsza niż niejedna książka. Całe otoczenie, obrazy tła, gesty, MUZYKA, pojawiające się w tle szczegóły – to wszystko tworzy niesamowitą historię. A przy tym ten brak narratora, czy dialogów buduje świetny klimat wyobcowania – a w końcu do obcego świata trafia nasz bohater. Trzeba rzucić okiem na przebiegającą w tle postać, zanurzyć się w widoku z wieży strażniczej, popatrzeć na drobne, acz surowe szczegóły świata, wsłuchać się w muzykę i pozwolić się wchłonąć temu światu. Poza tym cała fabuła krąży też wokół przyjaźni bohatera gry i obcego towarzysza. Sposób jej przedstawienia jest dziś uznawany za jeden z najlepiej stworzonych w grach wideo. A końcowa scena – cóż… naprawdę warto dotrzeć do końca.

Another World jest często nazywana filmową grą – grą, która próbowała oddać ducha filmu w komputerze. I faktycznie to pewien rodzaj filmowej rozgrywki. Ale nie taki interaktywny film, jakie dziś powstają – gdzie poza dwoma klikami na godzinę grania nie ma to nic wspólnego z grą (co nie znaczy, że czasami nie jest dobre). Tutaj filmowość to tworząca się na naszych oczach wizja pewnej historii – musimy jej jednak dać się porwać, bo naparzanie jak najszybciej i jak najdalej, pomijając wszystko wokół, nie zawsze ma sens. A w tej grze szczególnie trzeba się na moment „zatrzymać”.


To chyba ten sposób przedstawienia tak głębokiej historii w tak banalny i prosty sposób sprawia, że słowo „arcydzieło” pojawia się obok tytułu tej gry tak często.
Można jednak tę całą otoczkę pominąć, nie zrozumieć przekazu lub totalnie o nim zapomnieć, a wtedy oszałamiające trudne zręcznościowe sekwencję i niebotyczne zagadki z tyłka, mogą sprawić, że tę grę wyrzuca się do kosza.

Another World to pewna przygoda, opowieść, niema historia, pełna emocji niewypowiedziana fabuła. Banalna i prosta, głęboka i emocjonalna – jednak tylko wtedy, gdy da się szansę zarówno grze jak i sobie samemu na odczucie tych emocji. Gra warta zagrania przez każdego, kto zacinał w nią wiele lat temu i chciałby znów poczuć tamte emocje. Gra dla tych, którzy lubią ciężkie i trudne gry platformowe, dla których kolejny fejl jest motywacją, a następna klawiatura już czeka w kolejce do rozwałki.
Poza tym, to tytuł także dla tych, którzy oczekują od gry czegoś więcej, a i są wstanie zatrzymać się na chwilę i uruchomić swoją wyobraźnię…Nie wszystko jest tutaj podane na tacy, a klimatowi trzeba dać się pochłonąć.
Jeśli ktoś pasuje do powyższego opisu, a na to wszystko zdarzy się promocja – nie ma co się pitolić, trza brać i grać!

kloni.


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial