beholder

Beholder to kolejna indycza gierka, którą, gdyby chciało się ją sklasyfikować lub porównywać (czego nie lubię, a co jednak trochę ułatwia sprawę), to wrzuciłoby się ją do jednego wora z This War of Mine, tudzież porównało do Papers, Please!
A teraz po polskiemu, dla niezorientowanych, zagubionych, tudzież leniwców kanapowych – Beholder to takie połączenie gry ekonomicznej, zarządzania postacią azaliż domem, szpiegostwa, fabuły, moralnych wyborów, a to wszystko ze szczyptą próby przetrwania (taka odmiana survivalu).
Innymi słowy trafiamy w skórę biednego (lub niekoniecznie) ziomalka, gdzieś w totalitarnym państwie (nie wiem czemu tak bardzo przychodzi mi na myśl związek radziecki czy też inna komuna), który wraz ze swoją rodziną zostaje przesiedlony do nowego mieszkania, bo dostaje „pracę” zarządcy domu wielorodzinnego (czytaj poczciwego lub nie – ciecia!). No, a nasz cieć ma z kolei za zadanie odwdzięczać się ukochanemu krajowi szpiegowaniem swoich lokatorów, dbaniem o przestrzeganie wszystkich norm i dekretów państwowych i ewentualnym egzekwowaniem surowego prawa – wszystko dla dobra obywateli! Ot w skrócie cała gra!

A w szczegółach? Mnóstwo do roboty! W grze zarządzamy domem wielorodzinnym – przyjmujemy lokatorów, remontujemy mieszkania, dbamy o porządek, kupujemy nową kanapę na korytarz tudzież kwiatka w holu itp. Jednak, jak pisałem wyżej, ponieważ zatrudnia nas ukochana matka-państwo, odwdzięczamy się jej wykonując przeróżne zadania – a to kogoś trzeba szpiegować zakładając po kryjomu kamerkę w jego mieszkaniu, czy też przeszukać jego szafki w poszukiwaniu nielegalnych materiałów, a to donosimy o nałogach czy też rodzaju pracy naszych sąsiadów, albo egzekwujemy przeróżne dekrety – zakaz posiadania jabłek, czy też nakaz wytapetowania chałupy w propagandowe plakaty. Zadań jest multum i są bardzo różne, często nie polegają na zwykłym klik tu i klik tam, ale trzeba też coś pokojarzyć i, np. wypełnić odpowiednie rubryki w specjalnym państwowym formularzu. Za wykonane zadania dostajemy punkty i kasiorkę, które możemy spożytkować na różne dobra!


Siła i „piękno” tej gry opiera się po pierwsze na tym, że oprócz tysiąca państwowych zadań, mamy też własne życie i potrzeby (zakochany syn, marzenia żony o nowym Tv, tudzież choroba córki), a i też nasi sąsiedzi tworzą swoją własną prywatną historię, która często koliduje z naszą; po drugie i najważniejsze – łącząc ze sobą życie prywatne, sąsiadów i potrzeby państwa, sami decydujemy jak postąpimy – czy przeznaczymy pieniądze na nową kamerę, czy na leki dla córki, czy doniesiemy na sąsiada, lub spróbujemy się z nim dogadać i mu pomóc, czy też zaczniemy walczyć z totalitaryzmem próbując przy tym żyć moralnie prawidłowo! A te wszystkie wybory mają swoje konsekwencję, często niekoniecznie dobre. Nie ma tutaj biało-czarnego świata, całość spływa w szarościach i często to, co wydaję się słuszne, ma swoje niemiłe konsekwencje w niedalekiej przyszłości! I to jest świetne!

To od nas zależy czy będziemy wielkim penisem donosząc na wszystkich na lewo i prawo, wypełniając surowe dekrety gorliwiej od samego imperatora, czy też ulitujemy się nad naszymi sąsiadami i spróbujemy im pomóc przetrwać, tudzież nawet wywołać rewolucję! W tej grze poniekąd jesteśmy małymi władcami ludzkiego losu, który jak to zwykle bywa – nie oszczędza też samych władców!

Przykładzik? Jedziemy! Na początku gry nieopacznie włamałem się do mieszkania moich lokatorów, którzy w czasie włamu byli w swoim mieszkaniu i przyłapali mnie na gorącym. Zdenerwowali się trochę i mnie nie polubili – olałem ich! Ale w późniejszym czasie moja córka zachorowała i potrzebowała leków, które z kolei mieli wspomniani sąsiedzi. Niestety do momentu choroby nie szczędziłem im przykrości (bo i tak mnie olewali), więc kiedy potrzebowałem ich pomocy, no nie byli skłonni podarować tych leków bez kosztownej przysługi – skurczybyki! Leczyłem więc córcię domowymi sposobami, ale nie wychodziło to najlepiej. A że wcześniej moja kasa poszła na inne bardziej „potrzebne” rzeczy, nie miałem też pieniędzy, by te leki kupić. Wkurzony postanowiłem zrobić fałszywy donos na owych sąsiadów, który skończył się aresztowaniem jednego z nich (znaczy się męża). I jakiż byłem dumny z cudownej intrygi i mistrzowskiej zemsty (umrzyjcie cieniasy!!!). Niestety zaraz po aresztowaniu męża jego żona w rozpaczy popełniła samobójstwo. Moja córka z kolei z braku leków zmarła (!!!), a ja nie miałem pieniędzy, żeby zapłacić za jej pogrzeb. W konsekwencji zapukali do mnie przemili panowie z kajdankami w rękach – i bęc! – smutny koniec jednej rozgrywki. A jakiego miałem moralnego kapcia w gębie!

Jak widać jest tutaj mnóstwo możliwości, można sobie nieźle nakombinować, a wybory i konsekwencje moralne dają dużo do myślenia.
W tym wszystkim jeszcze większego klimatu dodaje specyficzna szaro-bura oprawa wideo. Specyficzna grafika nie tylko potęguje klimat totalitaryzmu i smuty, ale też potrafi naprawdę oddać emocje z gry – zarówno wspomniany smutek jak i rzadką w tej grze radość. Co prawda nie podeszła mi sama muza i ogólne udźwiękowienie, ale to już rzecz gustu.


Dodam tylko, że sama gra z uwagi na liczne wybory i ich możliwości, ma kilka zakończeń, a z tego co się nagrałem (jedna sesja to ok 2-5h) sama gra starczy na trochę czasu.
Beholder to po prostu świetna opowieść o próbie przeżycia w totalitarnym, inwigilującym społeczeństwo państwie. To od nas zależą losy zarówno naszej postaci, jak i wszystkich wokół. Życie z kolei to nie tylko rozkazy i dekrety, ale też zwykle pierdoły, tak samo ważne jak najsurowsza ustawa państwowa. Beholder to gra dla wszystkich, a szczególnie dla lubiących trudne wybory moralne, zabawę w dobrego i złego, zarządzanie swoim małym simem; dla ludzi którym podobało się This War of Mine, czy też Papers, please!; dla tych, którym nie przeszkadza specyficzna oprawa wizualna, ale też dla każdego, kto chciałby nie tylko zagrać, ale też coś przeżyć!

Polecam!
kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial