shadow1p

Na sam początek – nie jestem zwolennikiem tego typu tekstów i ograniczeń, no ale w tym wypadku muszę – Shadow Warrior z uwagi na język, teksty i odpowiednie gore (GOOOOREEE) jest grą – jak jej klasyfikacja wskazuje: +18 – także ten.. no wiadomo – zostaliście ostrzeżeni!

Aha! I żeby nie było – opisuje i polecam tutaj część pierwszą Cieniowego Wojownika, bo część druga wciąż przede mną (ale całkiem możliwe, że też ją polecę)

No to jedziemy sruuu! Shadow Warrior to remake klasycznego FPP z 1997r. Stworzony na nowo w 2013r. przez polskie studio Flying Wild Hog, a wydany przez Devolver (tych od Seroius Sama, Duke Nukem czy Hotline Miami). No i akurat te informacje są dosyć istotne, żeby zakumać część odwołań, jakich w tej grze nie brakuje. A srogo jest z tymi easter eggami!

A więc wskakujemy w skórę japońsko-azjatyckiego-czy-innego-skośnookiego zabójcy, który dostał pewne zlecenie i postanawia zrobić niezłą kasiorkę. I to, co juz od początku zwraca uwagę, to przede wszystkim główny bohater, a właściwie jego charakter (charakterek) no i wynikające z tego teksty. Do tego naszego ziomalka spotyka pewien wygnany demon, który opętując po przyjacielsku naszego bohatera, oferuje swe demoniczne moce, w zamian oczekując pomocy w przeżyciu inwazji jego kumpli-demonów, którzy z kolei nie pałają zbyt dużą przyjaźnią do Ziemi. No i cała gra kręci się, a wręcz nakręca wokół tego wybuchowego duetu – można powiedzieć, że bez niego, byłoby po prostu słabo!

A cała ta draka dzieje się w przepięknie stworzonych lokacjach. Nie każdy lubi takie kolorowe szaleństwo barw, ale mi się podoba i chwilami serio chłonie się ten azjatyczny klimacik. Niestety zdażają się też babole – no nie lubię pisać o wadach gry, ale niestety muszę wspomnieć, że część tych przepięknie oddanych japońskich pejzaży przeplata się z fatalnie brzydkimi i szaro-burymi lokacjami – nie jest ich dużo, ale czasami, aż mi żal było.


No dobra, ale miało być o wpływie wybuchowego duetu naszych bohaterów na grę – więc po pierwsze: mechanika! Dzięki demonowi mamy cały arsenał dodatkowych umiejętności oraz możliwość ich rozwijania, co mocno uatrakcyjnia grę. No bo Shadow Warrior to taki FPP będący próbą połączenia staroszkolnych klasyków epoki, z nowoczesnymi shuterami XXXXX wieku. Czyli mamy tutaj klasycznie porozrzucane apteczki i amunicję, ale jest też dostępny niekończący się skill odnawiający nasze życie do ok 75% w dowolnym momencie. Takie połączenie starych dobrych apteczek i odnawialnego HP przy skryciu się za osłoną. Jest też pewien system upgrejdu broni czy umiejętności aktywnych (jak odpowiednie kombosy kataną), są też skile pasywne i inne pierdółki. Z kolei cała gra opiera się na poszczególnych misjach, będących takimi poszerzonymi korytarzowymi lokacjami z licznymi odnogami, gdzie po prostu co jakiś czas trafiamy na większą miejscówę, a tam by przejść dalej, trzeba pokonać hordę falowo nadciągających wrogów. I gdy piszę hordę, mam na myśli tryliony. Nie przepadam za takim system FPP. Wolę, gdy po prostu w miarę kolejnych lokacji cały czas wybijamy następnych przeciwników. Tutaj dostaje się milion demonów na ryj i walczy wszystkim, co się ma, do ostatniego malutkiego naboika, aż w końcu ostatni demon ginie rozpłatany kataną na pół, a następnie otwiera nam się wyjście z danej przestrzeni (np. ulicy, skweru itp) będącej przez moment taką mini-areną. No ale ta mechanika w połączeniu z ciekawymi narzędziami zagłady no i świetnym mieczem (!!!!!) nawet daje radę.
Poza tym wśród tych wszystkich miejscówek jest też sporo ukrytych przejść i sekretów (naprawdę SPORO!). Po każdej misji mamy podsumowanie naszych dokonań i zawsze miałem wrażenie, że zajrzałem dosłownie w każdą dziurę, a przy podumowaniu – ilość sekretów: 2/10 – WTF?!?!?!? Nie wiem, gdzie to pochowali, poważnie!


Ok – mechanika, grafika i inne -ika swoją drogą, ale ta gra ma coś znacznie lepszego! Czyli nasz duet bohaterów po raz drugi! Wang (nazwisko PROTAGONISTY – jak ja nie lubię tego słowa!) i jego demon, mają bardzo wyraziste charaktery i świetnie do nich napisane teksty. Ich potyczki słowne, docinki i rozkminy, które razem toczą są …. hmm bajeczne, rozbrajające, przepysznie śmiechowe. A w tym wszystkim fabuła, która nadaje sens całej grze, jest nawet… spoczko. Historię poznajemy trochę obok w postaci komiksowych wstawek i muszę powiedzieć, że jak na zwykłego FPP, może i nie jest to epos grecki, ale trzyma poziom i nawet interesi człowieka. Do tego wszystkiego dochodzi cała masa przeróżnych easter-eggów, śmiechowych znajdziek (królików!) i wielkich penisów na ścianach! No własnie – penisy. To jest problem i nie-problem tej gry. Bo jak pisałem, obydwoje głównych bohaterów ma swoje przemiłe charakterki, z którymi z kolei mocno się obnoszą – a wszystko to przejawia się w postaci tony szowinistycznych żartów, wulgaryzmów, docinków o penisach, sucharowych tekstów i innej zawartości +18. Humor jest tutaj naprawdę specyficzny, w pewnym sensie strasznie prostacki, momentami chamski i wulgarny, ale przy tym dość spójny i po prostu pasujący do tej gry. To jest jednak problem tej gry, bo Wang i Demon nie przebierają w słowach i żartach, wszędzie roi się od sexu, przekleństw i chamówy, no i.. niestety nie każdemu to będzie odpowiadać. Nie chcę wyjść na buraka pisząc, że mi się podobało, ale ta gra już taka jest. Zresztą czasami po tych wszystkich teatrach, filozofiach, pięknie i artyzmie, człowiek ma też ochotę na czystą, prostacką, brutalną i odmóżdżającą rozrywkę. Niestety nie każdemu to podpasuje, także weźcie to pod uwagę! To nie znaczy zresztą, że ta cała ta gra jest pusta i prostacka – po prostu taki seksistowski i penisowy styl mają nasi bohaterowie, przy czym same dialogi są moim zdaniem napisane świetnie, a historia i otoczka jest poważna, aczkolwiek brutalna i dosłowna. Dodatkowo często znajdzie się i dość mocna rozkmina, czy poważny dialog, a cała fabuła opowiada o pięknej miłości i ma bardzo ciekawe zakończenie.


No cóż – Cieniowy Wojownik to naprawdę mocna gra FPP, z ciekawym światem i płynną mechaniką rozgrywki. Gra mieszająca klasyczny styl FPP z nowym podejściem. Gra mocna i brutalna, miodna i mocno grywalna. Z potężnym arsenałem ciekawych broni i umiejętności oraz świetnie grywalną mechaniką machania mieczem. Pełna flaków i rozbryzgującej posoki, ale też ze specyficznym „arenowym” podejściem do wysyłania na przeciw nas hord naszych przeciwników. FPP pełne klimatycznych i chwilami naprawdę pięknych miejscówek, do tego z ciekawą i nawet ckliwą fabuła oraz niesamowicie wyrazistymi dwoma bohaterami, których dialogi i utarczki słowne można zapisywać hektolitrami do zeszytu pod tytułem „teksty mistrza ciętej riposty”. Przy czym gierka nastawiona na dorosłego gracza z dużym dystansem, lubiącym specyficzny świńsko-penisowo-seksistowski humor. Jeśli komuś to nie przeszkadza, a wręcz to lubi, a przy tym nie pogardzi miodnym mordorem – cóż warto!

Dodam tylko, że gra często jest w kosmicznych wyprzedażach i nie raz, nie osiem, można ją wyrwać za 4-6 złoty (tak, to nie pomyłka!)

pozdro, kloni!


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial