tokyoghost

No ok – nie jestem jakimś maniakiem komiksu, ot mam może ze dwa jakieś wydania (głównie Wiedźmin); wiem, że istnieje świat Marvela i DC, że kiedyś zaczytywało się batmana czy supermana, no i że jest też spora gałąź komiksowego światka, do której po prostu nie dotarłem, bo to nie mój konik. Ale z drugiej strony jestem też graczem, a i też ludziem, który lubi dobrą historię, ciekawą książkę, czy ładne obrazy – a zbierając to do kupy i tym samym otrzymując naprawdę dobry komiks – no też nim nie pogardzę!

A skąd ten Tokyo Ghost? Jako fan hmm popkultury? sci-fi? czy też ogólnie pojętej sztuki nowoczesnej (tudzież użytkowej, choć niekoniecznie), natknąłem się kiedyś na Ghost in the Shell i… gęba mi opadła. Po wielu latach już zapomniałem o tej, jak i innych mangach, czy anime. Z radością jednak wyczekiwałem premiery nowego filmu na podstawie wyżej wymienionego dzieła japońskiej sztuki filmowej i… no jeszcze nie obejrzałem, jednak recenzje nie zachwycają (choć tragedii też nie ma). No ale miało być o komiksie! Zatem przeglądając kolejne informacje z growego świata, natknąłem się na artykuł (bodajże na kotaku.com), gdzie autor biadoli nad nowym filmem Ghost in the Shell, pisząc jaki jest ładny z zewnątrz, a jednak nie dorasta pierwowzorowi do pięt, po czym poleca komiks (Tokyo Ghost), który to z kolei (według autora artykułu) nawiązuje klimatem do tamtej kultowej mangi. No i tak na niego trafiłem.

Tokyo Ghost to jednak nie jest manga, a typowo amerykańska sztuka komiksu. Do tego komiks ten nie ma nic wspólnego ze wspomnianym Ghost in the Shell! No może poza tym, że to również jest gatunek sci-fi, również opowiada o cybernetyzacji i zaawansowanej technologii oraz również stara się poruszać filozoficzno-metafizyczne tematy dotyczące ludzkości.

No to sięgnąłem z ciekawości po ten komiks, no i wsiąkłem po gacie. Trzy zeszyty strzeliły niczym guma w starej skarpecie, a ja już kupuję kolejny! A, że tak bardzo mi się spodobał, polecam go również na wcozagrac.pl 🙂

A więc od początku! Tokyo Ghost to komiks przeznaczony dla osób +18 (czy jakoś tak) – bo ilość faków, golizny, seksu i gore jest spora, aczkolwiek nie uderza mnie jakoś po gałach i nie powiedziałbym, że komiks ten jest nad wyraz brutalny, czy zbyt ociekający porno – ot po prostu „dorosły”.
Druga sprawa to specyficzna kreska – warto rzucić okiem, bo mi się strasznie spodobała, a przy komiksach jest to moim zdaniem jeden z podstawowych czynników, który wpływa na odbiór zeszytu. Tutaj rysunek naprawdę jest świetny – momentami szczegółowy, momentami ogólnikowy, ale oddający przy tym niesamowity klimat danej lokacji. To nie zmienia jednak faktu, że gusta są różne, więc jeśli komuś nie podchodzi oprawa wizualna, może nie wciągnąć się tak mocno w tę opowieść, jak mi to było dane.


Sam komiks został napisany przez Ricka Remendera, narysowany przez Seana Murphiego, pokolorowany przez Matta Hollingswortha, a wydany przez Image Comics w 2015-2016r. Jak pisałem – nie znam się na świecie komiksu, ale podobno ci powyżsi panowie są dość znanymi osobistościami w komiksowych kręgach.

Tokyo Ghost to dziesięć zeszytów, każdy po ok 25 stron. Są też wersje zebrane vol.1 (zeszyty 1-5) i vol.2 (zeszyty 6-10) oraz wydanie delxue zawierające całą historię – jakieś 250 stron w twardej oprawie. Niestety cały komiks jest dostępny jedynie w wersji angielskiej, ale nie jest napisany jakimś strasznie skomplikowanym językiem. Poza tym Komiks ten można otrzymać w wersji papierowej lub cyfrowej (epub, pdf, cbr) i kosztuje na angielskich stronkach jakieś 4 dolce za papier i 0,99 za cyfrówkę (no serio – 4 złote za komiks). Na niektórych polskich serwisach można go również dostać w wersji wydrukowanej, jednak wersja cyfrowa jest chyba droższa niż na oficjalnym serwisie. Z kolei wersja deluxe w twardej oprawie to jakieś 22-39 dolców na Amazonie. Znajdzie się też wersję online za free.

No, a o czym to wszystko jest? Tokyo Ghost to historia Leda Denta i Debbie Decay – dwóch konstabli, czyli takich jakby stróżów porządku (ale na usługach rządzącej wszystkim korporacji) w ogarniętym cybernetyczną technologią świecie Los Angeles roku 2089. Debbie i Led byli kiedyś parą (a może nadal są), jednak Led uzależnił się od cyberprzestrzeni i nie widzi poza nią świata, natomiast kobietka pozostaje chyba jedynym wolnym od technologii człowiekiem w Los Angeles. Polecam na początek przeczytać tył okładki pierwszego zeszytu, gdyż jest tam krótka informacja o całym świecie. Bez niej nie mogłem za bardzo ogarnąć o co kaman. Zresztą pierwsze strony pierwszego zeszytu wręcz mnie odrzuciły poprzez ilość dziwnych, niezrozumiałych informacji i chaosu. Ale to chyba przez zmęczenie, pośpiech, a tym samym brak dobrego skumania angielskiej wersji. Wracałem do tych stron i wracałem, aż w końcu wszystko zaczynało się stawać jasne – chyba dawno nie czytałem komiksów i nie mogłem się do „tej” konwencji przyzwyczaić. Ale potem to już przeleciałem całość niczym struś pędziwiatr (myk myk). Kolejne części hisotrii zahaczają też o Japonię i wieją klimatem średniowiecznych samurajów, co w połączeniu z nowoczesną technologią wychodzi nawet ciekawie.
Na początek polecam dwa pierwsze zeszyty na raz. Po pierwszej części wątek zbyt szybko się urywa i warto zakumać od razu część drugą. Później już nie można się oderwać.


Historia jest ciekawa, powoli odkrywa przeszłość bohaterów, dokłada kolejne cegiełki, a wszystko to jest mocno skąpane w świetnym klimacie Sci-Fi.
Do tego oprócz dobrej akcji, dość ciekawej fabuły, świetnego settingu świata, jest coś jeszcze – mnóstwo filozoficznej dysputy. Co prawda (na szczęście!) nie polega ona kłótni bohaterów wykrzykujących do siebie filozoficzne hasła, a raczej wszystko dzieje się w naszej głowie. Sposób prowadzenia opowieści jest tak skonstruowany, że człowiek sam zaczyna rozmyślać o istocie człowieczeństwa, uzależnieniu od cybernetyki, granicy miłości i jeszcze wielu innych. A każdy kolejny zeszyt jest utrzymany w troszkę innej tonacji i dotyka niejako innych problemów.

Na razie dotarłem do czwartej części i wciąż mam ochotę na więcej (edit: przeczytana całość)! Całe 10 zeszytów jest świetne! W każdym inna rozkmina, mocne pytania moralne, ale też solidna dawka mordoru. Historia fajnie się rozwija i nie ma pardonu oraz ckliwych zakończeń. Końcowy zeszyt to prawie traktat filozoficzny jak z gry SOMA, przy czym trup ściele się gęsto, a sama filozofia nie przeszkadza w ogólnym odbiorze komiksu. No jestem podjarany, gorąco polecam!

Dla wszystkich fanów komiksu, dla ludzi lubiących ciekawe historię w fajnej oprawie wizualnej, dla każdego komu podoba się ten styl, dla wszystkich fanów Sci-Fi i ‚starego’ Ghost in the Shell oraz dla tych którzy lubią czasem się zadumać i pofilozofować.



Tokyo Ghost | Series | Image Comics

PS – komiks można też przeczytać online za free >>> TUTAJ <<<

kloni


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial