No cóż….. Zwykłem polecać, czy też opisywać gry, które są po prostu warte zagrania – i to z najróżniejszych powodów. Biorąc pod lupę klasyki z jednej strony staram się polecać gry, które kiedyś były po prostu przełomowe/wyprzedzały swoje czasy/ pozostały kultowe – no i przede wszystkim godnie się zestarzały pozostawiając po sobie niesamowity gejmplej, tudzież grywalność, wciąż tak świetną nawet w XXI wieku! Tymczasem Franko… no cóż chyba nie do końca jest taką grą. O co mi chodzi? No więc ta gierka jest po prostu średnia, a w niektórych kwestiach wręcz tragiczna, toporna i płytka. Dziś po latach zestarzała się fatalnie i obok wielu innych gier z początku lat 90-tych, które obecnie wciąż wyprzedzają grywalnością, czy projektem wiele współczesnych tytułów – no jest kiepska.
Pomimo tego Franko pozostaje pewnym fenomenem, wiele osób uważa ją wręcz za grę kultową, a ja sam przyznam, że mam niemałe motyle na jej wspomnienie. Do tego po uruchomieniu i pierwszym odrzuceniu przez ślamazarną mechanikę, w kolejnych minutach wsiąknąłem bez mydła na jakieś 40min bezmyślnej naparzanki ze śliną na gębie i głupowatym wyrazem twarzy… Tym samym postanowiłem przybliżyć ten (mimo wszystko) istotny element polskiej growej kultury, czy też gejmingowej sceny. A przy okazji uchylić rąbka, jak to tworzono gry w nowo-tworzącej się Polsce i polskim gemedevie początku lat 90-tych!

Czy warto zagrać po tylu u latach? Niech każdy poczyta niżej i przekona się sam!!


 

Na początek krótkie info. Gra została wydana w 1994r. na AMIGE, a stworzona była przez trzech panów ze Szczecina: Mariusza Pawluka – projekt/grafika, Tomasza Tomaszka – programowanie; oraz Sławomira Mrozka – dźwiek; pod szyldem ich własnej grupy – czyli World Software. O innych ciekawych grach tych panów będzie niżej.
Franko był naprawdę prawdziwym hitem (przynajmniej tak podają źródła – i tak ja pamiętam tę grę – każdy na osiedlu w to grał!). Niestety jak podają autorzy – wielkich kokosów nie zarobili. Głównie z uwagi na zgarnianie prawie całej kasy przez wydawcę oraz po prostu ówczesne czasy, które do najzamożniejszych nie należały. Poza tym trzeba pamiętać, że wtedy 90% tytułów była wciąż piracona – a kopiowanie dyskietek (pomimo bycia nielegalnym w Polsce od bodajże 1994r.) było powszechnym sposobem kupowania nowych tytułów w najzwyklejszych sklepach. Nie dotarłem niestety do żadnych danych o ilości sprzedanych egzemplarzy tej gry, tym bardziej, że nawet oficjalne informację i tak nie oddałyby skali jej rozpowszechnienia z uwagi na wyżej wymienione piracenie. No więc trzeba mi wierzyć na słowo, że gra ta była popularna w ciul!
Jeden z autorów wspomina, że będąc w tamtych czasach w sklepie komputerowym, sprzedawca zachwala mu świetną gierę: „mówię Panu, wszyscy w to grają, prawdziwy hit! Franko! Mogę panu przegrać (skopiować – spiracić znaczy się)”; a nawet nie wiedział, że gada z twórcą tej gierki hehe. No ale z drugiej strony, czy dziś rozpoznałbym, np. w mięsnym, głównego projektanta Wiedźmina, jak kupuje śląską i schabik bez kości? Niemniej – wtedy to były czasy!

Była też wersja na PC wydana na fali popularności w 1996r. Jednak została stworzona przez inny team bez większego udziału autorów oryginału – i mimo poprawionej grafiki, dodatkowych elementów i lepszej mechaniki w ogóle nie zrobiła furory i przeszła bez echa.
Samo Franko było wydane na trzech dyskietkach (wersja ocenzurowana), jednak jest też dostępna wersja bez cenzury mieszcząca się na czterech dyskietkach (każda całe 1,44 Mb!!). Autorzy przyznawali, że ich pierwotny projekt był jeszcze bardziej brutalny i kontrowersyjny: z wieloma cut-scenkami, czy bulwersującymi scenami; ale z uwagi na sprzeciw wydawcy został mocno okrojony. Zresztą pamiętajmy jakim komputerem była wówczas AMIGA. Według wywiadu autorów gry wrzucenie wszystkich rzeczy, które chcieli zaimplementować we Franko obciążało nadmiernie pamięć i mieściło się na grubo ponad 12 (!) dyskietkach. I weź je teraz przerzucaj co dwie minuty!!! Pamiętam taką bijatykę robotów na Amigę, która mieściła się na 10 dyskietkach i miała momenty (w samym środku walki), gdzie trzeba było zmieniać dyski po 6-7 razy lol.
No, a Franko został przecież stworzony przez trzy osoby, może gdzieś w pokoju w bloku. Osoby, które uczyły się programować, by łamać zabezpieczenia innych gier itd., itp. By potem wydać jeden z najbardziej popularnych tytułów tamtych czasów i otrzymać za to pieniądze bodajże na kilka twardych dysków, czy nowy komputer, tudzież licencję na środowisko do programowania. No to były czasy!


Ale zacząłem o brutalności. No nie oszukujmy się – te late słynęły z tego. Nowy ustrój i chyba „zachłyśnięcie” się Polaków wolnym krajem sprawiło, że lata 90-te obfitowały w krwawe, brutalne i wulgarne filmy/gry/sztukę (vide choćby „Psy”). Z drugiej strony tak się pisze teraz o tej brutalności sztuki komercyjnej tamtych czasów, a przecież dziś niektóre filmy to wręcz sekcje flaków na żywo. Mimo wszystko mam wrażenie, że wówczas ta brutalność miała trochę inny wydźwięk, jakby bardziej neutralny. Dziś często wszystko ocieka krwią do przesady i z jednej strony ludzie się tym zachwycają w niebiosa, z innej gromią błyskawice poprawności – wtedy wszystko było jakby mniej skrajne… Ale nie o tym miałem pisać…

No więc Franko i jego brat Alex zostają skatowani gdzieś na osiedlu w Szczecinie roku 1989 przez bandę Klocka (wow – grubo!). Alex ginie, a Franko wyrusza na blokowisko po zemstę! Swoją drogą mała nieścisłość fabularna to fakt, że można też zagrać se Alexem, który z kolei różni się od Franka bodajże jednym ciosem ( 🙂 ). No, a Franek idzie i na…wala wszystko co się rusza: skinów, punków, oiowców, karateków, milicję, zomowców i co tam jeszcze się pojawi. Pikselowa krew leje się na lewo i prawo, a ciosy w postaci strzała „z angielki”, „główki”, czy skopanie leżącego to podstawa. Do tego kur** i inne wulgaryzmy od kija i jeszcze więcej; rzyganie, sranie, sikanie i wszystko, co tylko można upchnąć – byle było brutal! No takiej gry wtedy jeszcze nie było.

Do tego cała gra wygląda jak narysowana w paincie.. No i faktycznie powstała w Deluxe Paint. Dziś robi dziwne wrażenie, ale nie można jej odmówić klimatu. Zresztą mam wrażenie, że ta grafika pasuje do tek gierki jak kolano do oprychowego ryja i nie mogła być po prostu inna. A w tle Szczecin. Poważnie – gra jest przerysowanymi faktycznymi ulicami Szczecina – zaczyna się na ul. Rydla (pod blokiem jednego z autorów), później przechodzi w Al. Niepodległości, a trzeciego etapu nikt nie pamięta, kończąc się na pewnym nieczynnym moście kolejowym. Te ulice są jakby żywcem wyjęte z tamtej rzeczywistości… Brudne bloki, kiepskie graffiti, niunie i kolesie w dresach w tle, kiosk czy „Społem” nieopodal itd. itp. Pewna buda z oprogramowaniem „Amisoft” podobno stoi do dziś, a jej stary właściciel to bliski znajomy twórców i pierwowzór jednego z bossów – niby tak podobny, że gdy pierwszy raz zobaczył grę, prawie padł trupem 😉 .
No, a pomiędzy samymi etapami jedziemy poczciwym maluszkiem rozjeżdżając (CARMAGEDON!) kolejnych ziomalków – przy okazji uważając na babciunie i niunki z wózkiem, za które jest kara do życia (yup!).
Na koniec kilkusekundowe, zapętlone bitowe rytmy dodają jeszcze więcej klimatu. Całość, mimo ordynarności i prymitywności jest dość spójna i naprawdę oddaje ducha tamtych czasów.


Tutaj muszę napisać o samej mechanice. No cóż.. suabo. Gra jest ślamazarna, co 2-3 przeciwników pojawia się kilkunastosekudnowy ekran ładowania, hitboxy prawie nie istnieją, co sprawia, że można wpaść w wielominutowy festiwal tracenia życia w zapętlonym obijaniu naszej postaci przez przeciwników, a na koniec brak jakichkolwiek sejwów, checkpointów, gdzie przy odrobinie wprawy można przejść całość przy użyciu jednej sekwencji ciosów w jakieś półtorej godziny gry….

No jak pisałem na wstępie – po włączeniu i pierwszym graniu, po ponad 20 latach od mojej ostatniej sesyjki we Franko – rozczarowanie. Ślamazarność, brak sensu wielu ciosów, nieudolne sterowanie, toporność mechaniki – dramat… Wyłączyłem po kilku minutach. Ale potem wróciłem… Zacząłem się wkręcać w rzucane teksty („wąchaj”, „spadaj pierdoło” itp.), przypatrywać się znajomym tłom, no chłonąłem ten klimat. I tak przeszedłem pierwszy etap, a 30 minut strzeliło bez gumy.
Gra jest słaba, ale jej magia pozostaje. Czy to przez jej wulgarność, czy też przedstawiony świat, jego kreację, czy też pamięć tamtych czasów jak i pamięć grania wówczas w tę grę… Nie wiem… Ale grałem do końca.

Czy zatem warto? Myślę, że z uwagi na pewien fenomen i miejsce, jakie ta gra ma w polskiej scenie gejmingowej – tak. Jeśli ktoś pamięta tamte czasy lub też sam zacinał w tę grę za młodu – na pewno warto rzucić okiem, bo wspomnienia dają miłego kopa. Jeśli ktoś nie ma pojęcia, o czym tu piszę.. no cóż – nie zachwyci się pewnie tą grą, ale powinien dać jej szansę, chociaż po to, by poczuć klimat tych niesamowitych lat 90-tych i pograć w grę jakiej nie było wcześniej, ani potem (no dobra – wiem, że przesadzam). Ewentualnie można rzucić okiem na gejmplej z YT dla śmiechu, czy ogólnego fanu.


 
 

Przy okazji wspomnę, że autorzy stworzyli też inne gry. Były to:

  • Street Hassle, która miała być testem kodowania i pewnym hołdem dla oryginału z ZX spectrum. Gierka o naparzaniu wkurzających staruszków… No cóż… Bez komentarza?


     

  • Doman – ewolucja Franko, gdzie graliśmy średniowiecznym wojownikiem z mięśniami pokroju Conana. Sama gra miała już trochę usprawnioną mechanikę, ale wciąż była toporna i jakoś nie zrobiła już takiej kariery.

    Tutaj mały offtop – Doman to również bohater komiksów, stworzony przez A.Nowakowskiego. Seria ta nawiązuje do podań i legend staropolskich, a scenariusz oparty został na powieści Starej Baśń=ni Józefa Ignacego Kraszewskiego (by wiki).


     
    Tymczasem autorzy gry Doman nawet o tym nie wiedzieli (swoją drogą ja też nie słyszałem wcześniej o takim komiksie), a nazwa ich gry była przypadkowym zbiegiem okoliczności. I tutaj dygresja – w dzisiejszych czasach deweloper gry „Prey of the Gods”, zmienia tytuł produktu, by nie kojarzył się za bardzo z inną gierą – „Prey” Bethesdy… A 20 lat temu takie hocki-klocki.
     


     


    Wracając do Franko.
    Dziś w gierkę można pograć online, choćby >>> T U T A J <<<.
    Jednak wersja online jest trochę ozenzurowana i polecam się pomęczyć (jeśli ktoś faktycznie chciałby sobie pograć) i spróbować samemu zaemulować ten tytuł.
    Gra została udostępniona w pełnej wersji przez samych autorów na stronie poświęconej Amidze>>> T U T A J <<<.
    Trzeba sobie ściągnąć obrazy czterch dyskietek. Potem potrzebny jest jeszcze emulator amigi. Opis jego uruchomienia jest >>> T U T A J <<<
    Nie jest to wcale bardzo skomplikowane – ot ściągamy emulator, włączamy, dajemy 3-4 kliki i gramy. Osobiście ze swojej strony polecam w zakładce „Floppy” ustawić prędkość czytania dyskietek na 800%. Inaczej wgrywanie gier trwa tyle, co na oryginalnej amidze…. czyli… MASAKRA!!!! Nie wiem, jak w ogóle mogłem kiedyś grać w taki sposób w gry hehe!


    Na koniec jedyny smutek i mały niesmak to moim zdaniem Franko 2. Gra miała powstać kilkukrotnie, ale coś tam zawsze nie wychodziło. Jakiś czas temu Franko 2 było niemałym hitem polskiej platformy a’la Kickstarter (wspieram.to), gdzie na kontynuację frania uzbierano ponad 38tys złotych. Z tym, że było to 3 lata temu… Od tego czasu deweloperzy (ci sami) raczej mają słaby kontakt z publiką, a w niedawnym ogłoszeniu stwierdzili, że chcą wydać Franko 2 na 25-lecie pierwszej części, czyli…. w 2019r. Rozumiem, że ci ludzie mają swoją pracę i robią coś po godzinach dla fanów, ale patrząc na te screeny i fakt, że może gra wyjdzie za 2 lata… za 30tys złotych… no cóż – dziś powstają prawdziwe perełki za free, tworzone często przez jednoosobowe studia, także .. pozostaje dokończyć sobie w myślach. Obym się mylił i gejmplej nas wszystkich zaskoczył i znów był hitem (choćby tylko w Polsce).

    by wspieram.to

    pozdro kloni.


  • Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial