Ostatnio zrobiło się głośno o grze PlayersUnknown’s Battlegrounds, a sama gierka nie schodzi z Top1 sprzedaży na Steam od paru dobrych miesięcy. Wcześniej na scenie gier zaczynał już królować inny ‚battle royale’, czyli H1Z1: King of the Kill, a obecnie co rusz (gdy otworzy się jakąś grową stronę) widać milion nowych modyfikacji właśnie w stylu „the battle royale”. Ale czy kogoś nie zaciekawiło skąd ta nazwa się w ogóle wzięła i dlaczego właśnie tak nazywa się ten typ gier? No właśnie mnie to zaczęło męczyć – czyżby inna gierka o takim tytule, albo jakiś film (troszkę go znałem)? A jeśli nawet – to co było na samym początku i kto wpadł na ten pomysł? Zacząłem przekopywać więc internet i jak zwykle trafiłem na wiele ciekawych historyjek ze świata gier i nie tylko!

A więc od początku! Sam termin ‚battle royale’ to angielski idom, czyli takie wyrażenie, które coś tam innego znaczy (w przenośni) niż wynikałoby to z dosłownego tłumaczenia. W skrócie jest to walka każdego z każdym lub też walka więcej niż dwóch współzawodników, gdzie ostatni stojący zostaje zwycięzcą. Termin ten oznacza też ogólną zawieruchę, czy też rozdmuchaną/burzliwą dyskusję/kłótnię. Odkryłem, że tych słów używano już w XVII wiecznej Anglii w określeniu do walk kogutów, albo bardzo burzliwych (kłótliwych) sejmików politycznych – w sumie to chyba jedno i to samo. A propos walk kogutów. Podobno część osób uważa je za jeden z najstarszych ‚sportów’ na świecie – pierwsze info pochodzi sprzed 6000lat z Persji. Swego czasu był on bardzo popularny w całej Europie – dziś uznawany jest za zbyt krwawy i bestialski, i w większości krajów jest nielegalny. Mimo to walki kogutów są ważną częścią kultury m.in. w Hiszpanii oraz Ameryce Łacińskiej i tamżeż wciąż pozostaje legalne. Z kolei w Azji (głównie Indonezja, Filipiny, Kambodża) są one wręcz dziedzictwem narodowym z popularnością przewyższającą inne „normalniejsze” sporty; do tego towarzyszy im wielka infrastruktura w postaci zawodowych trenerów itede itepe. Podobno dobry koguci czampion może kosztować nawet z 1000 dolców!

No ale miało być o grach!
Co było zatem dalej? Z walk kogutów termin ten szybko przeszedł do walk międzyludzkich, z czasem stając się synonimem bokserskich walk ‚free-for-all’, gdzie ostatni stojący zostawał mistrzem – już jesteśmy bliżej aktualnej sytuacji :D.
Są nawet plakaty z osiemnastowiecznej Anglii z zapowiedziami powyższych walk!

Oczywiście później wszystko ewoluowało, aż do dzisiejszych zapasów, gdzie termin batle royale oznacza po prostu nawalankę do upadłego kilkunastu spoconych ziomków – czyli huzia na juzia nawet w ponad 40 osób 😀

Stare ogłoszenie o walkach battle royale
 

Huzia!
 

No nie mogłem się powstrzymać i tego nie wrzucić;)
 

Od walki na pięści (nogi i paznokcie) coraz bliżej do wyciągania giwer i ogólnej napierdalanki przy pomocy ołowiu.
W 1924 powstało krótkie opowiadanie ‚The Most Dangerous Game’ – opowiada ono historię pewnego ziomka, który trafiając na bezludną wyspę (prawie!) próbuje uciec przed ścigającym i chcącym go zabić dla zabawy arystokratą. Opowiadanie było inspirowano wielkimi safari – polowaniami na zwierzęta w Afryce, które w latach 20-tych były bardzo popularne w USA. Sama książka stała się później wielką inspiracją dla bardzo wielu innych tytułów, filmów czy nawet komiksów, a także… psychopatów. Słynny morderca ‚Zodiak’ (polecam tutaj obydwa filmy – stary i remake, o tym samym tytule), którego do dziś nie zindentyfikowano, w listach do gazety parafrazował słowa z tego opowiadania jakoby „człowiek jest najniebezpieczniejszym zwierzęciem do zabicia”. Z kolei seryjny morderca Robert Hansen porywał kobiety, by potem je wypuszczać na alaskańskich dolinach i polować na nie z nożem i pistoletem (ach te świry!).
Natomiast na koniec tych radosnych nowinek dodam jeszcze, że w czasie wojny domowej w Hiszpanii w latach 20-tych ulubioną ‚rozrywką’ bogatych posiadaczy ziemskich były polowania na chłopów z pobliskich wiosek.

I dochodzimy powoli do czasów współczesnych. W 1981r. trzech panów z Hampshire zainspirowanych wyprawą jednego z nich na afrykańskie polowania-safari, a także właśnie książką ‚The Most Dangerous Game’, zaczęło rozmyślać jakby tu przenieść wrażenia z wyżej wymienionych inspiracji na bardziej dostępny, bezpieczny i ‚zabawowy’ grunt. I…. wymyślili paintball. Sprzęt do paintballa czyli pistolety na farbę już w latach 50-tych XX wieku były używane przez służby leśne do znakowania drewna. Panowie postanowili wykorzystać je, by stworzyć niegroźną zabawę na wzór safari/polowań dla ludzi. Tadam! I mamy dzisiejszego paintball’a w jego wielu odsłonach.

Ale co z Battle Royale? No więc pewien Japończyk wziął te wszystkie informacje do kupy – liczne książki, opowiadania, które powstały po ‚The Most Dangerous Game’, historię walk battle royale (od kogucików po wrestling), paintball, safari, polowania na ludzi – i w 1997r. napisał (a wydał w 1999r.) dystopijną powieść/opowiadanie o tytule „Battle Royale”. Opowiadało ono alternatywną przyszłość Japonii, gdzie autorytarne/faszystowskie rządy tworzą program militarny dla młodzieży, polegający na wysyłaniu grupek studentów na wyspę, a następnie zmuszaniu ich do zabijania się nawzajem tak, by przeżyła tylko jedna osoba. Opowiadanie stało się bestsellerem w Japonii, a na jego podstawie powstała (początkowo) manga, a później również film o tym samym tytule… I już!

Klik do poczytania mangi battle royale
 


 

Od filmu (który odniósł sukces), już tylko krok do gry komputerowej. Tym bardziej jeśli jakiś twórca jest fanem tego filmu 😉
Brendan Greene znany w różnych grach, czy modowej scenie jako PlayerUnknown był (jest!) wielkim fanem filmu „Battle Royale”. Jednocześnie mocno wciągnął się w grę Arma 2 i jego mod DayZ. Sam pracowł jako fotograf/grafik i po prostu lubił grać w gierki pokroju Army czy Black Hawk. Jednak jak sam twierdzi, po wielu rozgrywkach zauważył, że zwykły FPP czy survival zaczynał się szybko nudzić z uwagi choćby na małe i powtarzalne mapy, brak ewidentnego celu gry (w przypadku survivalu), czy słaby model ogólnej rozgrywki. A że modding DayZ/Army był dość rozbudowany, postanowił wpleść swój ukochany film do gry. Sam nauczył się wszystkiego od postaw i zaczął modować Armę – I tak powstał jego mod do Army 2 ‚DayZ: Battle Royale’. Była to chyba pierwsza (a przynajmniej pierwsza tak popularna) wersja gry z systemem royale. Kiedy DayZ stał się osobnym tytułem, a w grę (ale „gra” słów ^^) zaczęły wchodzić większe pieniądze i prawa autorskie, Greene przeniósł swój pomysł na mody do Arma3. Wówczas jego wersja gry była już dość popularna i zwróciła uwagę sceny developerskiej. Wtedy jedno ze studiów deweloperskich odpowiedzialne za H1Z1 zgłosiło się do Brendana z prośbą o pomoc i konsultację przy tworzeniu wersji battle royale właśnie H1Z1, na prawach licencji jego autorskiego pomysłu. Greene mocno się zaangażował, jednak nie miał on wpływu na pełen proces twórczy i nie był w pełni zadowolony z kierunku prac – tutaj źródła różnie podają: że konsulting po prostu dobiegł końca, albo że Greene nie był w pełni zadowolony z obrazu gry i zrezygnował sam. Miał wtedy już dostateczną wiedzę, by w oparciu o chętne studio (a takich nie brakowało) zacząć tworzyć swoją własną wersję gry. W taki sposób zaczęła powstawać gra PlayerUnknown’s Battlegrounds. Dlaczego taki tytuł? No cóż, Greene chciał pozostać przy oryginalnym tytule „Battle Royale” ale z uwagi na prawa autorskie, utrzymano roboczą nazwę, która szybko się przyjęła.


 

I jaka jest ta gra? No dobra! Wiadomo, że jest jeszcze wiele błędów technicznych, problemów optymalizacyjnych, gliczy itp. Ale to wciąż wczesny dostęp, a kolejne updejty cały czas są w drodze. Greenowi zależało, by oddać klimat filmu, dać graczowi cel, ale jednocześnie dużą swobodę i brak uczucia powtarzalności. I muszę powiedzieć, że ziomek ma dużą wiedzę na temat gejmingu, a to wszystko naprawdę udaje mu się oddać w samej grze. PUBG daje graczowi sporą swobodę gry, do tego jest takim półśrodkiem między typowo-zręcznościową i szybką grą (jak H1Z1), a totalnym symulatorem żołnierza (jak Arma). Można tutaj grać zupełnie po swojemu – ktoś chce jatki: leci ze wszystkimi na jedną kupę i jazda; ktoś woli zbieractwo: chowa się po chatach i spokojnie lutuje na końcu świata itd. Można grać na rambo, taktycznie, campera itd. Wiadomo, że taktyczne podejście i sniping zawsze będzie lepszy niż Rambo 2 i minigun, ale jednak da się! Poza tym cała dbałość o szczegóły samej mapy plus jej ogrom naprawdę robi wrażenie i daje świetny klimat. Dość powiedzieć, że PlayerUnknown powrzucał najróżniejsze grafiti z japońskimi cytatami z filmu „Batlle Royale” czy inne easter-eggi – i od razu wie się, że ta gra to prawdziwe ‚oczko w głowie’ tego kolesia. A, mimo że jest to tylko (lub aż) rasowa gra akcji, to wręcz ocieka klimatem. Dla przykładu – wiem, że wielu graczy nie znosi, kiedy w czasie rozgrywki pada deszcz (z różnych powodów, choćby gorszej jakości hałasu przeciwników) – ale ta burzowa pogoda w PUBG, odległe pioruny, szarobure niebo i opuszczone miasteczka – aż mi ciary idą na samą myśl, a to przecież tylko strzelanka, a nie rasowy thriller/horror/post-apo 🙂 – naprawdę daje Klimatuuuu (właśnie przez duże ‚K’ i wieloma ‚u’ na końcu!).
Do tego mamy namiastkę realizmu w postaci odwzorowania broni i jej charakterystyki, czy też sposobu składania i rozbudowywania Automatic Riffle. Przy tej okazji polecam ciekawy artykuł o AR’kach – ich rodzajach, rozbudowie i ześwirowaniu Amerykanów na jej punkcie – czyli klocki LEGO dla dorosłych 😉

Karabin jak klocki LEGO – jak tuninguje się M4A1

Jeden karabin – tysiące kombinacji. AR-15 to morze możliwości w personalizacji broni – od wojskowego M4A1, po futurystycznie wyglądający blaster. I nie musimy mieszkać w USA, by tuningować własne AR-15!

Wracając do PUBG. Na sam koniec podam mały przykład jak umiejętne (i często świadome) wprowadzenie niektórych ‚banalnych’ mechanik, potrafi sprawić, że mówimy o grze „miodna”, a sama gra staje się hitem z uwagi na świetną grywalność!
Greene w jednym z wywiadów przyznał, że w wielu grach (H1Z1/Arma) nie podobała mu się losowość spawnu na początku rozgrywki – gracz miał możliwość, np. pokierowania lotem i spadochronem jednak tylko ograniczaną, a sam początek zawsze był losowy. Niby nic, ale co się stanie, gdy to zmienimy? Greene dodał więc samolot – znów jego trasa jest losowa, ale co odczuwa gracz? Lecę w samolocie, widzę jego trasę na mapie, widzę wyskakujących ludzi i sam decyduję kiedy wyskoczę i gdzie polecę. Niby mała zmiana w mechanice, a sprawia, że gracz zaczyna czuć władzę nad swoją postacią, czy swoimi poczynaniami! Do tego umiejscowienie gracza na początku rozgrywki w samolocie w pewnym sensie zakotwicza go, sprawia, że czuje się bardziej „osadzony” w grze, wczuwa się w klimat – zamiast po prostu: bach! być zrzuconym nie wiadomo skąd i jak, czy przyteleportowanym jak w jakimś sci-fi. Poza tym już w samolocie zaczynamy naszą ‚małą grę’ – gdzie wyskoczyć? Czy już, czy za chwilę? Polecieć szybko, czy może zmienić kurs, gdy sprawdzi się jak wiele osób leci w to samo miejsce, itd. Iluzja swobody i „posiadania” swojej postaci!

No cóż – myślę że warto zagrać w PUBG, to naprawdę klimatyczna gra, która świetnie oddaje multiplayerowość i współzawodnictwo oraz klimat rozgrywki „battle royale”. Ciekawe czy kiedyś w przyszłości taki ‚sport’ stanie się rzeczywistością? Na razie to tylko fikcja, po którą wciąż sięgają liczni twórcy – choćby Tarantino, który nie ukrywał inspiracji „Battle Royale” tworząc Kill Bill’a. I chyba lepiej zostać w tej fikcji 😉

pozdro, kloni!


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial