Pierwsze co uderza w tej grze już od samego początku, czy tam przy oglądaniu jakiegokolwiek filmiku/gejmpleju tudzież trailera, to… PRZEKLIMATYZM POSTAPO! Od razu kłuje nas po gałach cudownie wykreowany świat, który ocieka postapokalipsą do granic możliwości – przy czym wszystko wydaje się tutaj spójne, wyważone i na swoim miejscu. Projekt całości, jak i poszczególnych lokacji to orgazm każdego fana Mad Maxa i „wszelkiego świata po zagładzie”. Z jednej strony mamy wszystko skrywający piasek, z drugiej nie ma tu dwóch tych samych pagórków – tam piaszczysta wydma przykrywająca jakieś szczątki rurociągu przywodzące na myśl świat sprzed zagłady; z kolei na drugim końcu toksyczne bagna i pola minowe z płonącymi wrakami… Wszystko jest tutaj dopieszczone do granic. Każda miejscówka jest świetnie zaprojektowana i ocieka, spływa klimatem. A to zasypany kontener skrywający wejście do jaskini, a to baza oprychów stworzona na zardzewiałym moście nad rzeką piachu; tam kryjówka bandziorów w ciemnych niczym kupa nosorożca tunelu metra (i nawet gamma na monitorze nie pomaga!), tutaj znów zasypany terminal lotniska, albo stare rury kanalizacyjne. Do tego znajdźki w postaci skrawków historii – zdjęcia, listy itepe, które czasem potrafią ścisnąć za gardło, albo zasiać to dziwne uczucie „no kurde, co się na tym świecie porobiło?”. A kiedy już spuszczamy się w zachwycie nad tym całym projektem, dochodzi jeszcze naprawdę świetna oprawa graficzna. Nawet dziś screeny z Mad MAxa w FullHD i free camerą potrafią urwać głową. Na koniec wisienka na torcie klimatu, czyli cały czas górujące nad naszą postacią gdzieś tam na horyzoncie – Czarne Miasto ze swymi płonącymi szybami naftowymi – i te ciary kiedy wreszcie do niego jedziemy, a ono wciąż rośnie na naszych oczach! WoW! BTW – pisałem już, że wybuchy i ogień w tej gierce to kolejny majstersztyk?
A na to wszystko przychodzi burza piaskowa pokrywając cały świat przeraźliwym hukiem i zawieruchą (no czadowy efekt).


No więc klimat jest! Ale nie samym klimatem, czy graficznymi wodotryskami człowiek żyje!
Kiedy pierwszy raz natknąłem się na tę grę, odrzucił mnie gejmplej pod postacią wiecznego jeżdżenia swoją furą to tu, to tam. Wiem, że to MAD MAX (!), ale liczyłem na jakieś RPG/slashera/czy rasowe TPP, a nie symulator jazdy łazikiem po pustyni! Jednak gdy już zagrałem, muszę powiedzieć, że jazda jest naprawdę przyjemna, ba! to sól tej gry i tona zabawy! Nie jestem fanem samochodówek, ale model jazdy daje radę, wręcz jest przyjemny, a każdy upgrejd naprawdę czuć w bebechach. Kiedy już opancerzyłem się po zęby i majty, postanowiłem wziąć udział w wyścigach – jakie było moje zdziwko, kiedy okazało się, że żeby wygrywać muszę zdeinstalować całe to żelastwo, bo zbyt mocno mnie one zwalnia! No miłe zaskoczenie i potwierdzenie, że każde unowocześnienie to nie tylko suche cyferki na karcie wozu.

Druga sprawa to część „piesza” tej gry, czyli przyjemna nawalanka po miejscówkach, gdzie mimo usilnych starań jednak bryką się nie wciśniemy. No i tu przychodzą nam w pomoc … po prostu najzwyklejsze piąchy! Mechanika mocno znana z serii Batmana, czy Shadow of Mordor – czyli kupa na nas, PPM unik, LPM boks! Nie każdy lubi taki rodzaj gry, ale dla wszystkich, którym to odpowiada – tutaj jest miodnie! Wiadomo, że czasami chrupnie, albo unik nie wejdzie, ale cała gama naszych ciosów, kombosów, wykończeń, fatality, uderzeń o ścianę/kolano/nóż/dzidę/głowę itp jest spora! A kończące ciosy i ich animacja (+sloomooo) daję przyjemny efekt latających flaków, aż gęba się cieszy. Ktoś będzie narzekał, że tak strasznie mało jest tu broni palnej – ale przecież w tamtych czasach to amunicji brakowała najbardziej! Moim zdaniem wpisuje się to w klimat postapo, a kiedy już mamy ośmiorurkę i kilka nabojów, potrafi być „bombowo”!
Oczywiście wiadomo, że jest kilka wkurzających mechanik – choćby brak skakania naszego bohatera, czy wskikuwanie tylko w określonych przez twórców miejscach, ale nie wali to po gałach i w sumie nie denerwuje.


Ale skoro jesteśmy przy mechanice, a grę opiewam w samych ochach i achach, trzeba dopisać też o małym szczególe. Czyli tym, co w każdej recenzji sprowadzę tę grę do parteru – powtarzalność i okresowa nuda! No cóż… Może zacznę inaczej – całą grę skończyłem w jakieś 25h; przez pierwsze kilka godzin bawiłem się mechaniką i odkrywaniem świata. A to wyzwoliłem obóz, a to upgrejdowałem furę, a to jakieś znajdźki, a to wyścig i tak dalej. No i w końcu wymaksowałem jeden region na… maxa! – pojechałem dalej i… okazuje się, że muszę robić dokładnie to samo! No nie powiem dopadła mnie nuda, frustracja, czy raczej przytłoczenie ilością rzeczy jakie ponownie muszę odblokować/zniszczyć/zająć/znaleźć. Ale… Grało mi się przyjemnie i w sumie wracałem do gry, niemniej ochota powoli spadała… No i nagle mnie olśniło – kiedy to odpaliłem Max’a na 15min żeby odstresować się w kolejnej bitce w jakimś obozie – mówię „włączę, zdobędę, pobawię się 10min i wracam do pracy w chałupie”! A tu mija 90min. a ja już wkurzony na maxa (na maxa!) cały czas w tym samym obozie latam od 40min po pustej lokacji próbując znaleźć ostatni skrawek scrapu żeby tylko zaliczyć miejscówkę na 100%! I myślę sobie: co ja kurna robię? Po co mi te 100%? Po co mi te pięć kawałków scrapu? Tylko się wkurzam i nic z tego nie ma (oprócz frustracji i nudy!). Czy ja muszę się męczyć i wszystko znajdować, maksować? No nie! I przestałem! Po prostu zacząłem grać dla funu i znów gralo się przyjemne. Kolejną lokację splądrowałem może w połowie, a ostatniej nawet nie odblokowałem – nie przeszkodziło mi to w dotarciu do końca fabuły i przejściu finałowej misji w cuglach na 75% odblokowania osprzętu mojej fury. Więc.. graczu! Nie wpadaj w manię zbieractwa! Faktycznie tutaj projekt takiej, a nie innej mechaniki niszczy tę grę (i to trochę wina twórców) – jednak po części nuda dopada nas właśnie przez własne maniakalne i kompulsywne zachowania! Grajmy na luzie i bez znajdowania wszystkiego i wszędzie – kiedy tylko uda się nam odciągnąć te chęci wyczyszczenia każdej dziury, to gra znów sprawia przyjemność!


Na koniec dodam jeszcze o fabule – no jak to w Mad Maxach nie urywa tyłka – ot zemsta i nawalanka. W kilku recenzjach znalazłem, że postacie są nudne i przerysowane – no cóż, wg mnie postacie są przejaskrawione specjalnie, by jeszcze bardziej podkreślić brutalność i odrębność madmaxowe świata. Poparzony kolo będący fanem i prorokiem ognia, rudobrody wiking, który chciałby przemienić wrak tankowca w wielki okręt i wypłynąć na wielkie morze – mi się podoba! No, a na to wszystko przychodzi Chumbucket – nasz nieodłączny towarzysz. Myślałem, że będzie mnie wkurzał przesiadywaniem na mojej bryce i nudnymi gadkami – ale po skończeniu gry uważam go za jednego z najlepszych drugoplanowych bohaterów gier ever! Czadowe teksty, świetne zachowania, ogólny projekt postaci i wplątanie w fabułę – Oskar ze grę drugoplanową! Poza tym może fabuła nie zachwyca, ale ma potencjał, a sam finał jest naprawdę godny MAD MAXA i potrafi nawet łezkę wycisnąć – więcej nie zdradzam, bo nie mogę. Dodam tylko, że w tej grze jest jeden z najlepiej zaprojektowanych metaforycznych snów, jakie widziałem w grach.

No cóż – Mad Max to naprawdę dobra gra. Tytuł dla wszystkich fanów szalonego maksia w ogóle. Dla wszystkich amatorów światów po zagładzie; dla ludzi lubiących dobry mordor i niezaprzeczalny rozpiernicz – zarówno w stylu Shadow of Mordor/Batmana, czy Carmagedonu. Nie muszę nawet dodawać, że gra jest idealna dla ludzi lubiących eksplorować, zwiedzać i maksować acziwmenty. Może jest kilka klopsów, a fabuła nie urywa nogi – ale przy końcu potrafi zachwycić. Może i jest mnóstwo zbieractwa i powtarzalności, ale można sobie z tym poradzić po prostu nie wpadając w sidła własnego, growego i kompulsywnego eksploru, bo.. Naprawdę warto zagrać w Mad Maxa – klimat i przemiły mordor wynagradza wszystko!

To po prostu stary dobry…

 
elos kloni!


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial