To podsumowanie ze wstępu naprawdę oddaje ducha tej gry. Co prawda jest w tych stwierdzeniach pełno ciężkich, czy mocnych frazesów ale to właśnie cały Observer. Naprawdę nieźle wsiąknąłem w tę grę i mimo początkowego znużenia, czy wręcz „odbicia się”, w późniejszych etapach nie mogłem się po prostu oderwać. Niemniej te wszystkie mądre podsumowania są też małym przekleństwem tego tytułu, przez co gra ta nie każdemu się spodoba. Pewnie właśnie dlatego nie do końca została ciepło przyjęta przez „masy” (bez obrazy dla nikogo!). W każdym razie moim skromnym zdaniem, mimo kilku baboli, Bloober Team znów pokazał klasę i wręcz wyewoluował swój pomysł na gry, który zapoczątkował przy Layers of Fear.

No dobra, ale po kolei. Zacznijmy od najprostszych banałów.
Observer to gierka o policjancie z przyszłości, który potrafi włamać się do czyjegoś mózgu i zhakować jego myśli. Cały gejmplej to trochę taki symulator chodzenia, może thriller, czy mroczna opowieść/kryminał z elementami grozy – dodatkowo z kilkoma świetnymi, a rzadko spotykanymi w grach rozwiązaniami i mechanikami rozgrywki (o czym za chwilę). Nie jest to horror – wręcz wiele mechanik dostępnych w Layers of Fear tutaj po prostu usunięto. Dodano czy też rozbudowano z kolei sam koncept fabularny – a dokładnej sposób, w jaki historia jest przekazywana graczowi. A dzieje się oj dzieje!

No to jesteśmy w skórze policjanta z głosem Rutger’a Hauer’a, do którego dzwoni dawno nie słyszany syn i wszystko zaczyna się pierniczyć. Jeśli mam być szczery, to głos Hauera nie podpasił mi pod tą postać – jednak sposób wykonania dubbingu przez tego aktora jest mistrzowski. Po prostu jakoś mi nie pasował gustowo, ale warsztat, gra głosem, wypowiadane kwestie itd. – no klasa światowa. Szacun dla polskiego studia za sprowadzenie do gierki takiej postaci. Zatem lecimy gdzieś do jakiejś kamienicy skąd dochodził sygnał od naszego syna, trafiamy na miejsce zbrodni i jako rasowy policjant zaczynamy dochodzenie.


Całość to taki trochę miks gatunków. Jest tu wszystkiego po trochu, ale to nie znaczy, że „wszystko i nic”. Zatem używamy oczo-wizjo-skanera żeby przeszukać dane miejsce i dowiedzieć co się stało; mamy trochę exploru, są proste, ale ciekawe zagadki; jest też trochę mini-piaskownicy w postaci zwiedzania nawet większej niż mniejszej lokacji; są misje poboczne, jest i symulator chodzenia. Wszystko jest dość spójne i miło wyważone. Gdzieś spotkałem się ze stwierdzeniem, że backtracking męczy – ja go nie odczułem ani razu, a cała lokacja wręcz mnie przytłaczała i dopiero po pewnym czasie zakumałem jej ścieżki oraz potrafiłem się z nią oswoić. Ciekawe były też mini-zagadki w postaci „znajdź/wydedukuj kod do sejfu/drzwi/skrytki”, „powciskaj w odpowiedniej kolejności przekładnie” itd. Nic wyrafinowanego, nie były to logiczne łamigłówy na miarę Mysta, ale nie ma w tej grze oczojebnych strzałek i znaczników, nie ma prowadzenia za rękę. I może zagadki były czasami dość proste, jednak swoboda dana graczowi sprawia, że ma się z nich satysfakcje.

Wspominałem gdzieś tam na początku o niesamowicie głębokiem klimacie. Tworzy go cała otoczka, projekt lokacji i jego wykonanie. We wszystkich recenzjach spotyka się stwierdzenie „Observer – Rzeczpospolita Cyberpunkowa” i naprawdę oddaje ona ducha gry (tego pozytywnego!). Po prostu widać, że to polska gra i że deweloperzy się tego nie wstydzą! Naprawdę strasznie cieszy, że w produkcie adresowanym do szerszego światowego grona, cały projekt lokacji wypełniony jest książkami, plakatami, tekstami, czy wręcz teksturami – każda w naszym rodzimym języku. Wiele z nich jest niesamowicie klimatyczna i opowiada własną historię, ale mnie najbardziej cieszy brak wstydu „na polskość” i niewciskanie wszędzie na siłę angielskich tekstów. Miły smaczek dla polskiego gracza. A te wszystkie dodatki są ważną częścią gry – tak jak w „Layers of Fear” są częścią fabuły opowiadając historię czy dopowiadając „lore” tego świata w bardzo przeklimatyczny sposób. Zresztą jak wchodziłem do pomieszczeń, piwnic itd. to wręcz czułem się jak w polskim bloku.. Uczucie dziwne i … przyjemne. Może mógłbym się przyczepić do momentami gorszej jakości grafiki – ale nie jestem rasowym recenzentem, a jedynie polecam tę grę 🙂
Faktem jest natomiast, że w grze jest też kilka lokacji (co najmniej 2-3), które swoim projektem i graficznym wykończeniem dają wielkie „wow” na gębie oraz artystyczne oszołomienie.
O muzie się nie wypowiadam – po prostu jeszcze bardziej nakręca klimat!

Mamy też mnóstwo easter-eggów (dobre bo polskie!), ale też dwie świetnie pod względem mechaniki lokacje-wydarzenia. Ciężko je opisać, zresztą nawet nie chce zdradzać szczegółów i psuć zabawy – dość powiedzieć, że czadowo wpisują się w projekt całej gry i są ogromnym opadoszczękiem.


Ale to co najważniejsze zostawiam na koniec – fabuła, historia, opowieść. Jest seryjnie dobra! Cała historia jest ciekawa, fajnie się rozwija i cały czas popycha gracza głębiej i głębiej żeby tylko dowiedzieć się o co kaman. W tym wszystkim pojawia się też kilka pytań natury filozoficzno-egzystencjalnej, z którymi to gracz zostaje sam na sam w swej łepetynie. Ofc jak w każdej „dobrej” grze te pytania są zadawane gdzieś obok, gdzieś w głowie gracza. A wszystko to dzięki odpowiednim zabiegom fabularnym – zatem jak ktoś nie kuma albo olewa typu sprawy, to może ich nawet nie zauważyć! No ale przecież nie o to chodzi by bohater gry wykładał nam traktaty filozoficzne. To gracz ma odchylać głowę z piskiem wciąganego powietrza, kiedy zaświeci mu się mała lampa we łbie w odpowiedzi na to co dzieje się na ekranie i zdejmując słuchawki w uszach szeptać pod nosem „o kur…”!

Niemniej siłą tej fabuły jest nie tylko sama historia, ale niesamowity sposób jej przekazania. Pisałem już, że jesteśmy policjantem (observerem), który potrafi hackować umysły innych. I w ten sposób dowiadujemy się wszystkich wydarzeń – po prostu wnikamy w myśli i wspomnienia świadków. A tam metafora za metaforą. Umysły są pokręcone, niezbadane – więc ilość najdziwniejszych wydarzeń na ekranie czasami oszałamia. Pierwsza taka wizja wręcz odrzuciła mnie od gry, zalewając mnie zbyt dużą ilością chaosu. Ale później – po 1-2h gry, wciągnąłem się bez wazelinki.
Nie ma tu ani jednej wypowiedzi wprost, a wszystko trzeba zakumać oglądając ferię-karuzelę obrazów, wydarzeń, przenośni i dziwnych metafor. Od takich prostych jak cyfrowy wąż i jabłko (czyli wiadomo – kuszenie itd.), do coraz bardziej pokręconych jak gonitwa za mitycznym jeleniem po lesie. Trafiamy przez moment do pokoju za kratami, więc domyślamy się, że nasz bohater był w więzieniu – i tak dalej. Nie mogę zdradzać wszystkiego, zresztą nie sposób tego wytłumaczyć nie psując rozgrywki nowemu graczowi. Cała gra jest przepełniona porównaniami, metaforami, alegoriami, które trzeba samemu połączyć i pokojarzyć. To jak czytanie świetnego wiersza – ale nie jakiejś ciężkiej rozkimny z romantyzmu z panią od polaka nad naszą głową (nie mogłem się powstrzymać), ale wiersza w klimatach blade runnera, gdzie każda stylistyczna zagrywka i przenośnia ma znaczenie oraz swoje drugie dno!


Często myślę, że nie do końca jest to gra ale wirtualne, interaktywne przeżycie. I jest to ogromny pozytyw! Oprócz tych wszystkich bezmózgich strzelanek, cudownych RPG, fabularnych TPP (naprawdę dobrych), to gry pokroju Observera, Layers of Fear, czy ostatnio Senua’s Sacrifice – są poważnie prawdziwymi perełkami growego światka.

Podsumowując wszystko do kupy, wychodzi obraz gierki, która jednak nie każdemu się spodoba. Mamy symulator chodzenia z kilkoma przyjemnymi mechanikami skradania, zagadek, czy prowadzenia śledztwa. Ale żadna z nich nie sprawia, że jest to gra logiczna, symulator, typowy horror czy jakikolwiek inny czysty gatunek. Do tego gra ta przesiąknięta jest klimatem Polski (w pozytywnym znaczeniu), ale też ciężkiego sci-fi pokroju Blade Runnera. Pełna metafor, opowieści przekazanej gdzieś obok, którą trzeba przemyśleć, pokojarzyć i cały czas PRÓBOWAĆ zrozumieć! To nie zwykły horror, czy nawet thriller z dobrą fabułą. To nie przyjemna, bezmózga rozrywka na wieczór przy piwku i zgaszonym świetle. To synteza najlepszych cech gier wideo zamknięta w klimatycznej oprawie – przeżycie, wirtualny wiersz. Mocne, ciężkie, gęste, dobre! Jeśli ktoś odnalazł się w Layers of Fear, Somie, What Remains of Edith Finch, Senu’a Sacrifice i tego typu podobnych; jeśli ktoś uwielbia Blader Runnera (ale rozumie ten film, a nie tylko biegnie za modą) czy Cyberpunk; jeśli ktoś chce czegoś więcej od gry wideo – musi zagrać!

elos kloni!

P.S. Dodam tylko, że polscy gracze (no poważnie nie mogę się deweloperów nachwalić pod tym kątem) otrzymali świetne pudełkowe wydanie – gdzie za ok 60zł mamy płytę, klimatyczne pudełko, artbook, plakat, cyfrowy fankit i cyfrowy soundtrack – można?!
A gra starcza na jakieś 6-8h zabawy. Do tego z przyjemnością chce się powtórzyć rozgrywkę, by poznać wszystkie smaczki i przeoczone metafory.


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial