Nie mam zamiaru za bardzo rozpisywać się nad tą grą – jest po prostu przepysznie grywalna. First person shooter w czystej postaci. Mechanika starć, strzelania i poruszania się jest tak płynna, że nie ma większej radości niż kolejne hordy demonów spływające na nas, byle tylko ich zmiażdżyć!

No ale po krótce chociaż spróbuję rozwinąć swe zachwyty.
Zatem wszystko rozgrywa się w naprawdę dużych i przepięknie przemyślanych lokacjach – wiele ścieżek, otwarte tereny, podesty, kilkupoziomowe platformy, zasłony, wybuchające beczki, ukryte przejścia – jest tutaj wszystko. No cały projekt jest po prostu skrojony idealnie pod przepyszną rozwałkę. Poza tym same lokacje są naprawdę spore, niemniej nie dają poczucia zagubienia się, a przy tym posiadają wiele znajdziek i ukrytych przedmiotów – w sam raz dla wszystkich eksploratoro-poszukiwaczy.


Mam wrażenie, że ten Doom to solidny powrót do najprawdziwszych korzeni – starego, dobrego Quek’a czy Unreal’a. Czuć tutaj ten pęd, dynamikę starć i łatwość tworzenia mordoru. Wszystko w nowej oprawie i z wieloma usprawnieniami niedostępnymi w czasach tamtych tytułów. Pisałem już o świetnych lokacjach, o dynamice starć będzie jeszcze niżej, feeling strzelania jest przepyszny, a mamy też cudownie soczyste finiszery z łokcia. Trzeba też wspomnieć o ciekawym podejściu do uzbrojenia – gdyż każda broń (a mamy tu solidne klasyki: od pistoletu, przez szotgun, po rakietnicę – piła też się znajdzie!), ma jakby dwa dodatkowe tryby działania. W ramach postępu i kolejnych upgrejdów wybieramy jeden z nich (lub oba) i unowocześniamy, zmieniając je jednym przyciskiem w trakcie rozgrywki. Dla przykładu ten wspomniany shotgun, oprócz klasycznej rozpierduchy, może dodatkowo wystrzeliwać wybuchowe pociski (coś na kształt granatów), albo wyładowywać cały magazynek („burst”) w naszego przeciwnika. Tryby te zmieniamy w okamgnieniu, a każdy kolejny upgrejd dodaje im następnych „nowości”.

Uwaga! Sceny +18!

via GIPHY

No a kończąc te wszystkie „ochy” i „achy” dodam tylko krótką notkę o udźwiękowieniu – więc do naszych uszu spływa tak czaderska, a zarazem mocna nuta, że gdy tylko zaczyna grać, aż mam ochotę lecieć do szafy po swój minigun i naparzać faszy.. znaczy się daje kopa!

Oczywiście ktoś powie, że w Doom ciągle robimy to samo, a fabuła to jakieś kpiny – i ma rację. W tej grze liczy się tylko rozpiernicz (jednak bardziej stety, niż niestety). Historia z kolei jest tak miętka, że aż mi majty pękają. Do tego (o zgozo) dubbing wywołuje spazmy żołądka (ten angielski, jak i ten polski), a całą sytuację ratuje jedynie nasz bohater. Dawno już nie było takiego przyjemnego baddasa, który w całej swej badasowości nie wypowiada ani jednego słowa, a i tak jest większym badasem niż Rambo, Brudny Harry, John McClane i „jeszcze kilku można sobie tutaj dopisać” razem wzięci.

Protagonista i gejmplej przyćmiewają całą fabularną otoczkę. Bo.. poważnie! tutaj gra się tak miło i tak płynnie rozparcelowuje kolejne hordy demonów – że czy to robimy by uratować ziemię, czy w imię czegokolwiek – nie ma to znaczenia.


Tak jak Wolfenstein jest grą z przepiękną fabuła, gdzie świetna mechanika strzelania jest jakby dodatkiem do historii, tak tutaj liczy się tylko i wyłącznie gejmplej. Aaaa i nie jest to coś na kształt Gears of War, gdzie przyklejamy się do osłony i miażdżymy, albo jakiś Hitman, czy inny Snajper – tutaj jesteśmy w nieustannym ruchu: skok do góry, stafe-strafe, granat, unik, seria z miniguna, szybka zmiana broni i rakieta w tłum, buch na drugi koniec sali, szybki cios między oczy, HP HP HP, reload, skok na górę, jeb z kapcia i już lecimy z szotgunem na drugą stronę po amunicję, kosząc przy okazji to, co zostało z reszty demonów. Uf nawet pisząc o tym się spociłem, ale tak wygląda rozgrywka – i jakie to przepiękne!

Nic dodać więcej, nic ująć – gra dla każdego fana FPP, dla wszystkich lubiących soczystą rozwałkę i miodny gejmplej strzelania. Dla fanów dynamicznych starć, szybkich naparzanek i tony mordoru. Mocny powiew klimatu starego dobrego Queke’a czy Unreala. Z trochę słabą fabuła, ale z cudownie-męskim protagonistą i świetnym projektem lokacji pełnym eksploracji i ukrytych znajdziek. Doom w starej, dobrej formie, ale w nowych szatach – mimo to jakże swojski i klasyczny. Polecam!
Kloni



 

PS nie grałem niestety (lub stety) w multi – podobno nie jest zły, ale wypada znacznie gorzej. Nie miałem okazji poznać, więc nie mogę ocenić. Wszystkie powyższe odczucia powstały na bazie wersji single-player i właśnie tę formę polecam!

A na koniec wrzucam przepyszny soundtrack.


Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial